Turner – Człowiek, który dał wrestlingowi telewizję

Większość zna go tylko jako byłego właściciela WCW. Zanim jednak Ted Turner kupił tę federację, współpracował z kilkoma innymi organizacjami, w tym z WWF. Gdyby Vince McMahon go nie oszukał, mogłoby nigdy nie dojść do Poniedziałkowych Wojen.

Od upadku WCW minęło już prawie 15 lat. W tym czasie kilkakrotnie słyszeliśmy, że Ted Turner chce wrócić do wrestlingu i raz jeszcze rzucić wyzwanie Vince’owi McMahonowi. Spekulowano, że może założyć nową federację, której twarzą będzie Goldberg. Nie brakowało też jednak takich, którzy wierzyli, że odkupi od rodziny Carterów TNA. Nic z tego się nie sprawdziło i już raczej nie sprawdzi. Dziś Turner jest blisko 80-letnim panem, który najchętniej spędza czas na swoim ranczu w Montanie (hoduje tam bizony). Angażuje się w walkę przeciwko broni nuklearnej i inwestuje w odnawialne źródła energii. Wrestling to dla niego przeszłość. Nie licząc jednak telewizji, to biznes, z którym związany był najdłużej. Wiele dla niego zrobił, ale też wiele mu zawdzięcza.

* * *

Gdyby jednak zapytać Turnera, jaki sport lubi najbardziej, na pewno odpowiedziałby: żeglarstwo. Zaczął pływać jako 12-latek, a w latach 70. odnosił nawet pewne sukcesy. Zwycięstwo w regatach o Puchar Ameryki i cztery tytuły żeglarza roku w plebiscycie Amerykańskiego Związku Żeglarskiego (US Sailing) to tylko niektóre z nich. Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że miłośnik ekskluzywnego sportu zainteresował się czymś takim jak wrestling. Odpowiedź może być trochę zaskakująca, gdyż brzmi: przez kobietę.

Ann Gunkel, bo o niej mowa, była znaną w Atlancie bizneswoman. Działała w branży hotelarskiej, ale odkąd wyszła za mąż za Raya Gunkela, miejscowego wrestlera i promotora, całkowicie pochłonął ją świat wrestlingu. Turnera poznała jeszcze podczas studiów na Brown University. Przez pewien czas była nawet jego dziewczyną. W którymś momencie kontakt się urwał, jednak w 1972 roku Ann postanowiła odświeżyć znajomość. Zaproponowała Turnerowi kolejny związek – tym razem biznesowy.

* * *


Ann Gunkel miała patent na Teda Turnera.
W latach 70. i 80. namówiła go do
współpracy z trzema różnymi federacjami.

A wszystko dlatego, że GCW (Georgia Championship Wrestling) – federacja, w której mąż Ann był jedną z najważniejszych osób – nie chciała dłużej współpracować z telewizją ABC. Główny zarzut był taki, że traktuje ona wrestling „z buta”. WTCG, niewielka telewizja z Atlanty, którą Turner przejął dwa lata wcześniej, jawiła się więc jako świetna alternatywa. Ann liczyła, że młody milioner zainteresuje się prawami do gal i zaproponuje za nie atrakcyjną cenę. Jak można się domyślić, nie pomyliła się.

Oczywiście sama tylko znajomość z Ann to było za mało, by Turner sięgnął do kieszeni. On też widział w tym swój interes. Biznes telewizyjny nie szedł mu najlepiej – do tego tylko momentu stracił na nim kilka milionów dolarów. Szukał więc do ramówki przede wszystkim programów tanich w produkcji. A wrestling był właśnie czymś takim. W czasach, w których nie było wymyślnych scenografii, pirotechniki czy setek reflektorów, wystarczyło rozłożyć ring, a cała reszta działa się sama. – Gale nagrywaliśmy w naszym małym studiu. Panowała ogromna ciasnota, ale jakoś dawaliśmy radę – wspomina Turner w swojej autobiografii „Call Me Ted”.

Wtedy, w roku 1972, Turner nie mógł nawet przypuszczać, że wrestling będzie mu towarzyszył przez następne prawie 30 lat. GCW na WTCG radziło sobie nieźle, ale nie nadzwyczajnie. Wystarczająco dobrze jednak, by przekonać Turnera do dalszego inwestowania w sport. W niedługim czasie kupił on prawa do meczów Atlanta Braves z bejsbolowej ligi MLB i okazało się to strzałem w dziesiątkę. – Wreszcie zaczęliśmy się odbijać od dna i w 1973 roku zarobiliśmy na czysto milion dolarów – pisze. – Braves byli naszym motorem napędowym. Obliczyliśmy, że ok. 100 tys. ludzi kupiło odbiorniki UHF [rodzaj częstotliwości nadawania – przyp.], by oglądać ich mecze w naszej stacji. Dzięki temu inne nasze programy też zdobyły widzów.

Na fali sukcesu z Braves WTCG zainwestowało w mecze innych drużyn z Atlanty – Hawks (NBA) i Flames (NFL).

Co ciekawe, Turner nie do końca wiedział, jak działa wrestling, gdy decydował się podpisać umowę z GCW. Powiedział mu o tym dopiero… prezes tej federacji, Jim Barnett. Ole Anderson, booker GCW, tak to wspomina: – Powiedział mu: „Ted, to wszystko jest udawane”. Wziąłem go na stronę i zapytałem: „Jim, co ty robisz?! Nie zdradzaj Turnerowi, ani nikomu innemu tajemnic biznesu”. „Przecież on wszystko wie”, odpowiedział. „Kurwa, Jim!”, mówię mu. „Nikt nie wie na pewno, nawet Turner. Ktoś ma podbite oko, ktoś złamany nos. To sprawia, że ludzie zaczynają mieć wątpliwości. A ty tak po prostu mówisz, że to wszystko udawane”.

* * *

Wrestling potrafił być jednak brutalny. Może nie tyle na ringu (choć i od tego zdarzały się wyjątki), co za kulisami. Wojny, intrygi, walki o wpływy i pieniądze były w czasach NWA normalnością (więcej na ten temat przeczytacie w artykule NWA: wrestling leśnych dziadków). Turner nie musiał czekać długo, by się o tym przekonać.

Wkrótce po podpisaniu umowy z WTCG Ray Gunkel niespodziewanie zmarł. Wszystko, co posiadał, w tym udziały w Atlanta Booking Company (firmy-córki GCW, która odpowiadała za promocję i organizację gal), przeszło w ręce jego żony. Pozostali właściciele ABC Booking nie mieli jednak zamiaru dzielić się władzą z Ann. Korzystając więc z faktu, że razem mogli przegłosować każdą decyzję, postanowili zamknąć firmę i powołać w jej miejsce nową – już bez udziału Gunkel. – Ich plan był taki, by całkowicie wyłączyć ją z gry i zagarnąć cały region dla siebie – wyjaśnia Jody Hamilton (Masked Assassin), były wrestler GCW, który później prowadził rozwojówkę WWE – Deep South Wrestling.

W zaistniałej sytuacji Ann powołała do życia All-South Wrestling Association. Federacja ta – w przeciwieństwie do GCW – nie była jednak członkiem NWA, co oczywiście doprowadziło do konfliktu. Przeszedł on do historii pod nazwą Bitwa o Atlantę (Battle of Atlanta).

Smaczku całej sytuacji dodawało to, że Turner zdecydował się pokazywać All-South na WTBS. Dwie wzajemnie zwalczające się federacje musiały się więc pomieścić na tej samej antenie. Na sugestie Ann, by zrezygnował z GCW i skupił się tylko na All-South, Turner nie mógł się jednak zgodzić. – Wściekły Paul Jones [założyciel GCW – przyp.] wraz z grupą innych działaczy udał się do biura Turnera i zagroził, że jeśli to zrobi, sprawa trafi do sądu – czytamy w książce „Chokehold: Pro Wrestling’s Real Mayhem Outside the Ring”. – Ten zdecydował więc, że będzie pokazywał obie federacje i na obu zarabiał pieniądze.

Bitwa zakończyła się w 1974 roku, kiedy to All-South zakończyło swoją działalność.

* * *

W połowie lat 70. Turner uznał, że w Atlancie osiągnął już wszystko, co mógł i postanowił rozpocząć ekspansję na nowe rynki. Pomóc miała mu w tym raczkująca dopiero technologia telewizji kablowej. Pierwszy pomysł, by przesyłać sygnał z Atlanty do rozlokowanych w różnych miejscach wież nadawczych i stamtąd do lokalnych kablówek okazał się jednak za drogi. Wtedy Turner zaproponował inne wyjście: satelita. – Przeczytałem o tym w magazynie „Broadcasting” – wspomina. – Zdałem sobie sprawę, że zamiast wielu nadajników mogę użyć jednej anteny 35 tys. kilometrów nad Ziemią i pokryć sygnałem całą Amerykę Północną.

Tak w roku 1976 narodziło się TBS Superstation. Była to pierwsza niezależna (tzn. niestowarzyszona z trzema wielkimi sieciami: NBC, CBS i ABC) stacja nadawana z satelity.

W ciągu kilkunastu miesięcy mała lokalna telewizja, dostępna tylko w Georgii i okolicach, zaczęła być oglądana we wszystkich stanach USA. Bardzo skorzystało na tym GCW, które stało się pierwszą amerykańską federacją o zasięgu ogólnokrajowym (a nawet ponadnarodowym, bo telewizja Turnera docierała też do Kanady). Jako że w tamtym czasie w większości miast USA brakowało kanałów nadających szeroko rozumianą rozrywkę, TBS zaczęło błyskawicznie zdobywać popularność. Największym hitem wcale jednak nie okazały się mecze bejsbola czy koszykówki. Okazał się nim… wrestling. Jak czytamy w książce „Death of WCW”, był to pierwszy program w historii telewizji kablowej, który zgromadził milion widzów.

* * *

GCW pojawiało się na antenie TBS dwa razy w tygodniu. W sobotę wieczorem nadawana była gala, która nazywała się po prostu Georgia Championship Wrestling, a następnego dnia program typu „best of”. Federacja szybko zdobyła status kultowej.


Gordon Solie. Jego głos znał każdy fan
wrestlingu lat 70. i 80. (posłuchaj od 2:43)

Potwierdza to John F. Molinaro, publicysta wrestlingowy i autor książki „Top 100 Wrestlers of All Time”: – GCW nie było pierwszą lepszą federacją. Dla mojego pokolenia było to coś więcej, część naszego życia. Majestatyczny Gordon Solie [komentator GCW – przyp.] był jak ulubiony wujek. A heele tacy jak Masked Superstar czy Freebirds byli jak denerwujący kuzyni, których kochaliśmy nienawidzić. Co weekend zapraszaliśmy ich do swoich domów, by przynieśli nam odrobinę magii.

Wielkim fanem GCW był też znany wszystkim Jim Ross. W jednym z wywiadów dla „Wrestling Observera” przyznał nawet, że aby oglądać gale tej federacji, musiał co tydzień jeździć 100 kilometrów, gdyż nie miał w domu kablówki. – Nikt nie miał takiego wpływu na moją komentatorską karierę, jak Gordon Solie – mówił zaś w 2008 roku, tuż przed tym, jak wprowadził Soliego do WWE Hall of Fame.

* * *

Turner rzadko wtrącał się w sprawy GCW. Zdarzyło mu się na przykład wezwać na dywanik Ole Andersona, gdy ten pobił prawie do nieprzytomności swojego przeciwnika, ale federacja cieszyła się praktycznie pełną autonomią. Niesłabnąca popularność wrestlingu na TBS sprawiła jednak, że w 1981 roku Turner zaczął namawiać szefostwo GCW do zmian. Obawiał się, że nazwa gali – dla przypomnienia, Georgia Championship Wrestling – jest zbyt regionalna i może odstraszać niektórych widzów. Jim Barnett, prezes GCW, zaproponował wtedy World Championship Wrestling, nawiązując do federacji, którą prowadził w latach 60. i 70. w Australii. Turnerowi nazwa ta bardzo przypadła do gustu.

– W 1982 roku World Championship Wrestling osiągnął rekordowy rating na poziomie 6,8 z 22 proc. udziału w widowni. To był najchętniej oglądany program w całej telewizji kablowej! Wiedząc to, Turner podwyższył ceny reklam, dzięki czemu gala Barnetta stała się najbardziej dochodowym programem na TBS – piszą autorzy „Chokehold…”.

* * *

GCW nie było jedyną federacją, którą można było oglądać w ogólnokrajowej telewizji. Było też Southwest Championship Wrestling z Teksasu, które w 1982 roku trafiło na antenę USA Network. Przygoda tej federacji z telewizją trwała jednak tylko niecały rok. – O ile to, że na jednej z gal wrestlerzy obrzucili się świńskim gównem, przeszło bez konsekwencji, o tyle USA nie mogło dłużej tolerować niekończących się rzeźni – informuje portal PWTorch. – Jedna z najbardziej znanych to ta, w której Tully Blanchard [członek oryginalnego składu Four Horsemen – przyp.], krwawiąc jak świnia, odzyskał pas mistrzowski od Boba Sweetana.

Takiej okazji Vince nie mógł przegapić. Mając świadomość, że USA Network nie chce całkowicie rezygnować z wrestlingu, przedstawił swoją ofertę i niedługo później podpisał kontrakt. All American Wrestling było pierwszym programem spod znaku WWF, który zagościł na ogólnokrajowej antenie. Co ciekawe, przez kilka pierwszych miesięcy pokazywał on (zgodnie ze swoją nazwą) nie tylko walki WWF, ale także innych federacji z całych USA. Później jednak czas należał już tylko do Hulka Hogana i jego kompanów.

Dla Vince’a było to jednak za mało. Chciał mieć dla siebie wszystkie ogólnokrajowe anteny, na których był dostępny wrestling. Jesienią 1983 roku zgłosił się więc do Turnera z propozycją, że wykupi czas antenowy GCW i zapełni go programami WWF. – Turner nie oszalał na punkcie tego pomysłu – czytamy w książce „Sex, Lies, and Headlocks”. – Zawsze jednak miał nosa do talentów, więc zgodził się wysłuchać młodego McMahona. Przez 15 minut Vince i Linda opowiadali mu o swoich gwiazdach, młodzieżowej publiczności i o tym, ile rodzina McMahonów zrobiła dla wrestlingu.

Od strony biznesowej WWF zrobiło na Turnerze dobre wrażenie. Federacja była mała, ale mogła się pochwalić niezłym budżetem. Grzecznie jednak odmówił, bo nie zamierzał rezygnować z programu, który systematycznie notował wysoką oglądalność. Ale Vince nie dawał za wygraną. Postanowił osiągnąć cel tylnymi drzwiami.

* * *

Mimo doskonałych ratingów, nastroje na backstage’u GCW były wręcz fatalne. Barnett zadłużył federację na 300 tys. dolarów, co z jednej strony wynikało z walki o nowe rynki (GCW wykupywało lokalne federacje, zajmując ich miejsce), a z drugiej – jego zamiłowania do kupowania sobie drogich prezentów „na koszt firmy”. W końcu jednak miarka się przebrała i w 1983 roku Barnett został zmuszony do odejścia. Swoje udziały w GCW sprzedał koledze ze studiów, Jimowi Oatesowi.


Bracia Brisco zdobyli razem ponad
20 różnych pasów tag team (w tym
dwa GCW). Od 2008 roku zasiadają
w WWE Hall of Fame.

Sytuacja wciąż jednak daleko była od ideału. Niemal od razu bowiem ujawnił się konflikt między Ole Andersonem a braćmi Jackiem i Jerrym Brisco.

Bracia Brisco uważali, że sposób, w jaki Ole prowadzi GCW (jako booker i częściowy właściciel miał w tej sprawie najwięcej do powiedzenia), ciągnie tę federację na dno. Postanowili więc sprzedać swoje udziały (łącznie około 30 proc.), by odzyskać zainwestowane pieniądze. Ku ich zdziwieniu okazało się jednak, że nikt w NWA nie jest zainteresowany ich kupnem. – Wiele razy rozmawialiśmy na ten temat z Jimmym Crockettem. Najpierw prawie się tym nie interesował, a potem oskarżył nas, że chcemy go oszukać, bo rozmawiał z Ole i ten powiedział mu, że nasza cena jest za wysoka – wspomina Jack Brisco w swojej autobiografii. – Uznaliśmy więc, że możemy szukać kupca gdzie indziej.

Ten znalazł się dość niespodziewanie.

Na początku 1984 roku Jack Brisco wykonał telefon do Vince’a McMahona. Chciał zapytać o stan zdrowia Roddy’ego Pipera, swojego przyjaciela, który doznał poważnego urazu ręki. W pewnym momencie rozmowy Vince zapytał: – Co ty na to, gdybym kupił wasze udziały w Georgii? – Jeśli tylko zaproponujesz uczciwą cenę… – usłyszał w odpowiedzi. Obu stronom tak jednak zależało na porozumieniu, że negocjacje nie trwały nawet tygodnia.

Ani Ole, ani bracia nie mieli jednak pakietu większościowego. Oprócz nich udziały w GCW miało jeszcze kilka innych osób. Ole zamierzał ich wykupić i przejąć pełną kontrolę nad federacją. Na jego nieszczęście podobny plan mieli bracia. – Podczas spotkania z Vince’em, które odbyło się w Nowym Jorku, obiecaliśmy mu, że kupimy udziały pozostałych właścicieli – wspomina Jerry Brisco, późniejszy wieloletni road agent WWF. – W ten sposób GCW i jego czas antenowy na TBS znalazłyby się w jego rękach.

Tak też się zresztą stało. Po tym, jak bracia dogadali się z Paulem Jonesem i Ralphem Freedem, w ich dyspozycji znalazło się 52 proc. udziałów w federacji.

Umowa sprzedaży z Vince’em doszła do skutku w kwietniu. Zmiany zaczęły być jednak widoczne dopiero trzy miesiące później. Symbolem stała się scena, gdy w sobotę 14 lipca 1984 roku McMahon pojawił się w programie World Championship Wrestling. – To zaszczyt być na TBS. Obiecujemy, że zobaczycie tu najlepszy wrestling na świecie – zaczął. Miał oczywiście na myśli WWF.


Pamiętna scena z Czarnej Soboty. Pełną galę możecie zobaczyć tutaj.

Tysiące fanów, którzy włączyli tego dnia telewizor, by zobaczyć wrestlerów NWA, wpadło w furię. Na TBS spadła lawina listów i telefonów, w których domagano się powrotu ulubionego programu. Wydarzenie to zapisało się w historii jako Czarna Sobota (Black Saturday).

* * *

Informację o tym, że GCW ma nowego właściciela, Turner przyjął ze spokojem. Zależało mu na ratingach, a Vince wyglądał mu na kogoś, kto wie, jak je zapewnić.

Od McMahona wymagał w zasadzie tylko jednego – że będzie pokazywał na TBS premierowe programy, a nie powtórki wcześniej nagranych gal. Tapingi miały się odbywać w każdą sobotę w studiu telewizyjnym w Atlancie – tak jak w czasach GCW. Dla małej federacji, jaką było wtedy WWF, w dodatku z oddalonego o 1500 kilometrów Nowego Jorku, był to warunek nie do spełnienia. Vince zdawał sobie z tego sprawę. Mimo to podczas specjalnego, poświęconego tylko tej sprawie, spotkania w siedzibie CNN obiecał Turnerowi to, czego ten oczekiwał.

Kilka miesięcy później doprowadzi to do kryzysu we wzajemnych stosunkach.

* * *

Ole to prawdziwa legenda tag teamowego
wrestlingu. Posiadał łącznie około 40 różnych
pasów. Najwięcej – 17, oczywiście w GCW.
Naprawdę nazywał się Al Rogowski, więc w
szatni czasami nazywano go „Polack”. Był
członkiem oryginalnego Four Horsemen.

Zupełnie inaczej niż Turner zareagował Ole Anderson. Nie mógł się on pogodzić z faktem, że GCW zniknęło z wrestlingowej mapy Ameryki. Był wściekły na wszystko i na wszystkich. A najbardziej chyba na braci Brisco, których oskarżał o zdradę. Zgodnie z plotką, którą rozpuścił sam Ole, wynajął on nawet płatnego zabójcę, który miał ich zlikwidować (sic!).

Inną osobą, której Ole nienawidził, był Vince. Trudno byłoby nawet zliczyć, ile razy szef WWF usłyszał od niego, żeby „się pierdolił”. Dla Vince’a przejęcie GCW było zwykłym biznesem. Na swój sposób rozumiał jednak Ole i miał do niego dużo cierpliwości. Kilkakrotnie oferował mu pracę, jednak ten, unosząc się honorem, zawsze odmawiał. Ostatecznie Vince odkupił od Ole kilkanaście proc. udziałów, które ten posiadał w GCW. Nie miał zresztą wyjścia – Anderson zagroził, że jeśli tego nie zrobi, będzie sabotował wszystkie jego działania.

Wiele wskazuje na to, że Ole nie miał jeszcze pomysłu, co dalej robić. Od upadku GCW minął dopiero miesiąc, a on większość tego czasu spędził na wojence z Vince’em. Wszystko stało się jednak jasne, kiedy na jego drodze stanęła… Ann Gunkel (tak, tak, ta sama). – Pieniądze od Vince’a dostałem w środę, a już następnego dnia Ann zabrała mnie do Teda Turnera – wspomina w swojej książce „Inside Out”. – Zapadła decyzja: zakładam nową federację i wracam na antenę.

Nowy twór nazywał się Championship Wrestling from Georgia (CWG).

– Podpisaliśmy z Turnerem taką samą umowę, jaką wcześniej mieliśmy jako GCW. Mieliśmy nagrywać 60-minutowe gale i jakieś wywiady – kontynuuje. – Problem w tym, że najlepszy czas, jaki mógł nam zaproponować, był o siódmej rano w sobotę. Vince miał swój program w godzinach 17:00-19:00, a do tego jeszcze drugi w niedzielę.

CWG nie stanowiło więc żadnej konkurencji dla WWF. Mimo to Vince bardzo się zdenerwował takim obrotem spraw. Liczył na to, że wykupienie GCW zapewni mu monopol na wrestling na antenie TBS.

* * *

Cierpliwość Turnera skończyła się w styczniu 1985 roku, osiem miesięcy po tym, jak Vince przejął GCW. WWF ani razu nie nagrało gali w Atlancie (do czego, zgodnie z umową, było zobowiązane), a co gorsza notowało coraz słabsze ratingi. W porównaniu do 1983 roku wrestling na TBS stracił jedną czwartą widzów. Dla fanów GCW, przyzwyczajonych do twardego, realistycznego stylu, WWF było zwykłym cyrkiem. Chcieli oglądać Wahoo McDaniela, Tony’ego Atlasa czy Rica Flaira, a nie Hulka Hogana, którego popisy uważali za obrazę wrestlingu.

Chcąc ratować ratingi, Turner skontaktował się z Billem Wattsem, właścicielem Mid-South Wrestling z Luizjany, który kiedyś działał w GCW. Zaproponował współpracę, a Watts nie zastanawiał się długo. Taka okazja, by pokazać się ogólnokrajowej publiczności, mogła się przecież nie powtórzyć. Jeszcze w tym samym miesiącu program Mid-South trafił do ramówki TBS. Czas antenowy: niedziela po południu.

Intuicja znowu nie zawiodła Turnera. Niemal od razu gala Mid-South stała się najchętniej oglądanym programem w jego telewizji. – Było to świetnie zabookowane i przyjemne w odbiorze show, które natychmiast zaczęło miażdżyć w ratingach wszystkie gale Vince’a [na których odbywały się głównie squashe – przyp.] – podkreślają autorzy „Death of WCW”.

Współpraca zapowiadała się tak owocnie, że Turner obiecał Wattsowi, iż Mid-South przejmie czas antenowy WWF, gdy tylko uda mu się rozwiązać umowę z Vince’em. Pojawił się również temat kupienia w całości lub w części federacji Wattsa. – Ted chciał kupić Mid-South i pozostawić mnie na stanowisku osoby odpowiedzialnej za prowadzenie federacji – pisze Watts w swojej autobiografii „The Cowboy and the Cross”. – Zaproponowałem jednak, by kupił połowę, a on uznał to za dobry pomysł. Uścisnął mi rękę i powiedział, że mamy deal.

Tydzień po pierwszej gali Mid-South na TBS Turner wezwał McMahona do swojego biura na Manhattanie. – Chcę, żebyś zniknął z mojej telewizji – powiedział. – A jeśli będę cię musiał pozwać, zrobię to.

* * *

Prawnicy Turnera zapewniali go, że nie będzie miał problemów z wygraniem tej sprawy przed sądem.

– McMahon wyszedł z biura wściekły. Skontaktował się z Barnettem [który w międzyczasie zaczął współpracować z WWF – przyp.] i powiedział: „Powinienem wyrzucić Teda przez to cholerne okno. Zainwestowałem w Georgię milion dolarów. I co mam teraz zrobić, jeśli wyrzuci mnie z telewizji?” – relacjonuje książka „Sex, Lies, and Headlocks”. – Barnett miał pomysł. Wiedział, że jeśli Turner pozwie Vince’a i podpisze umowę z Wattsem, Vince straci milion dolarów. Aby temu zapobiec, zadzwonił do jedynej osoby, która jego zdaniem mogła chcieć wykupić Vince’a zanim zniszczy go Turner: Jima Crocketta, promotora Jim Crockett Promotions (JCP).

Crockett dowodził jednym z najważniejszych regionów NWA. Pod swoją kontrolą miał Wirginię i obie Karoliny. Z Turnerem znali się i lubili od połowy lat 70. Wszystko to oraz fakt, że zawsze chciał trafić na TBS, sprawiło, że zgodził się na rozmowę z Vince’em. Panowie szybko znaleźli wspólny język i już w marcu 1985 roku podpisali umowę.

– Dla wszystkich była to sytuacja win-win. Vince zniknął z Georgii bez straty centa, Turner miał McMahona z głowy, a Jim Crockett Promotions znalazło się w telewizji – czytamy w „Sex, Lies, and Headlocks”. Jedynym przegranym był Bill Watts, którego federacja zniknęła z TBS niedługo później.

W okresie styczeń-kwiecień 1985 roku na antenie TBS można więc było oglądać gale trzech różnych federacji: WWF, CWG i Mid-South. Później Turner zdecydował się ograniczyć do jednej, by nie rozdrabniać publiczności wrestlingowej.


Od lewej: Bill Watts, Jim Barnett, Jim Crockett. Spośród tej trójki w WWE Hall of Fame znalazł
się jak dotąd tylko Watts (rocznik 2009).

* * *

– Słyszałem, że Ted spotkał się z Jimmym Crockettem w yacht klubie. Zaczęli rozmawiać o sytuacji i wtedy Crockett powiedział, że zaoferował Vince’owi milion dolarów za czas antenowy. Nie wiem, czy tak naprawdę było, ale Ted zerwał umowę, którą wcześniej ze mną zawarł – wspomina wyraźnie rozżalony Watts. – Jeden z prawników Turnera powiedział mi, że Ted zachowuje się tak, jakby czekał, aż ktoś mianuje go na króla świata. Ktoś taki nie czuje, że powinien dotrzymywać słowa. A ja kupiłem nawet samolot za 750 tys. dolarów, spodziewając się, że co tydzień będę latał do Atlanty.

Prawda jest jednak taka, że JCP było dla Turnera znacznie bardziej łakomym kąskiem niż Mid-South. W końcu Crockett miał w swoim regionie najpopularniejsze wówczas gwiazdy – Dusty’ego Rhodesa i Four Horsemen. Z taką ofertą trudno było konkurować.

Turner i Flair na okładce
magazynu Wrestling Wrap-Up
(sierpień 1989).

Mogło się wydawać, że JCP radzi sobie nie najgorzej. W marcu 1988 roku federacja ta zorganizowała pierwsze Clash of the Champions, galę w jakości PPV, którą można było obejrzeć za darmo na TBS. Jej main event, Sting vs. Flair, osiągnął fantastyczny rating na poziomie 7.8. Nie przeszkodziła w tym nawet odbywająca się tego samego dnia WrestleMania IV. W rzeczywistości jednak JCP stało na skraju przepaści. Pod koniec lata 1988 roku Crockett musiał się nawet zapożyczyć na 600 tys. dolarów, by wypłacić pensje pracownikom. Federacja prawdopodobnie nie przetrwałaby roku, gdyby nie Turner, który kupił ją za 9 mln dolarów (WWF było wówczas warte ok. 100 mln). Podobno przekonał go do tego Jim Barnett, a więc ten sam człowiek, który wcześniej doprowadził do umowy McMahon-Crockett (a jeszcze wcześniej narobił bałaganu w GCW).

W listopadzie 1988 roku JCW zostało przemianowane na WCW.

W nowej-starej federacji pracę znalazło wielu dawnych działaczy GCW. Bill Watts na przykład był szefem WCW w latach 1992-93. Został zwolniony za wywiad, w którym doszukano się rasistowskich treści. Znacznie dłużej z WCW związany był Ole Anderson. W latach 1989-94 pracował kolejno jako road agent, booker i trener w szkółce Power Plant. Barnett zaś był kimś w rodzaju doradcy Turnera do spraw wrestlingowych. Choć zgodnie ze słowami Erica Bischoffa, „nikt w WCW nie wiedział, jak często Turner z nim rozmawia i jak bardzo polega na jego radach”.

* * *

W przeciwieństwie do Vince’a czy Dixie, Turner praktycznie
nie pojawiał się w TV. Zrobił wyjątek, kiedy Hogan i Flair
podpisywali kontrakt na walkę na Bash at the Beach ’94.

Kupno federacji wrestlingowej było jednak bardziej inwestycją serca niż rozumu. W pierwszych pięciu latach WCW przynosiło od kilku do nawet dziesięciu milionów dolarów strat rocznie. Już w 1992 roku rada nadzorcza TBS zasugerowała Turnerowi, żeby dał sobie spokój z wrestlingiem. Ten jednak odmówił, uzasadniając, że wrestling zbudował potęgę Superstation i że tak długo, jak ma on coś do powiedzenia, będzie go promował.

Eric Bischoff, który stanął na czele WCW w 1994 roku, postawił sobie jednak ambitny cel, aby federacja ta stała się w końcu dochodowa. Jego recepta była prosta – międzynarodowa dystrybucja.

– W praktyce oznaczało to sprzedaż gal, które nagraliśmy już na użytek w USA, na rynek europejski i azjatycki – pisze w książce „Controversy Creates Cash”. – W końcu, skoro już zapłaciliśmy za ich nagranie, wszystko, co uda nam się ponownie sprzedać, to czysty zysk.

Naciskany przez Bischoffa wydział do spraw sprzedaży międzynarodowej zaczął rozważać różne możliwości. Ostatecznie zaproponował współpracę ze Star TV – zlokalizowaną w Hongkongu firmą mediową, która dystrybuowała amerykańskie programy telewizyjne do takich krajów jak Indie czy Chiny. Star TV było gotowe zapłacić kilkaset tysięcy dolarów za prawa do Saturday Night, głównej wówczas gali WCW. Nie była to oszałamiająca kwota, ale wystarczyła do tego, żeby wyjść z dołka. Był tylko jeden problem. Właścicielem Star TV był Rupert Murdoch, człowiek, którego Turner wprost nie znosił.

Bischoff wiedział, że w tym konkretnym przypadku nie może podjąć żadnej decyzji bez zielonego światła ze strony Turnera. W pierwszych miesiącach 1995 roku zorganizował więc specjalne spotkanie, podczas którego zamierzał przekonać szefa do współpracy ze Star TV. Niespodziewanie jednak dla niego, Turner wcale nie chciał rozmawiać o firmie Murdocha.

– Eric! – przerwał, zanim Bischoff zdążył przejść do konkretów. – Powiedz mi po prostu, co musimy zrobić, żeby konkurować z Vince’em?

– Nie byłem przygotowany na takie pytanie. Spuściłem głowę, zacisnąłem pięści i wyrzuciłem z siebie: „Ted, potrzebny nam prime time”. To była jedyna rzecz, którą Vince miał, a my nie – wspomina ten moment Bischoff. – Ted spojrzał na Scotta Sassa, szefa Turner Entertainment i powiedział: „Scott, daj Ericowi dwie godziny w każdy poniedziałek na TNT”. Scott zaniemówił. Uważał TNT za najfajniejszy kanał pod słońcem. Wrestling natomiast był jego zdaniem rozrywką dla wieśniaków. Mógł sobie być na TBS, ale w najgorszych snach nie przypuszczał, że Ted umieści go na TNT i to jeszcze w prime time.

Tak narodziło się Nitro. Pierwsza gala została wyemitowana we wrześniu 1995 roku.

(przy okazji, jeżeli ciekawi was, dlaczego to Bischoff, a nie Ole Anderson, przejął stery w WCW, przeczytajcie artykuł Flair: żałuję, że pomogłem Bischoffowi)

* * *

W 1996 roku, gdy rywalizacja między federacjami stawała się coraz ostrzejsza,
WWF stworzyło parodię Turnera – Billionaire Teda. Mała próbka tutaj

O ile oddanie najlepszego czasu antenowego WCW było dowodem geniuszu Turnera i jego miłości do rywalizacji (wierzył, że federacja jest gotowa, by rzucić wyzwanie Vince’owi), o tyle jego kolejny pomysł był kompletnie nieprzemyślany.

Był sierpień 1997 roku, kilka dni po Road Wild, PPV organizowanego przy okazji dorocznego zjazdu motocyklistów w Sturgis w Południowej Dakocie. Od ponad roku Nitro było niekwestionowanym królem wrestlingowych poniedziałków. Podczas rozmowy z Harveyem Schillerem, szefem Turner Sports, Turner stwierdził więc: idzie nam tak dobrze na TNT, że powinniśmy stworzyć drugą dużą galę na TBS.

Kiedy Bischoff się o tym dowiedział, był niepocieszony. – Pomyślałem: Boże, my już pracujemy na 110 proc. Poza tym Ted nie powiedział, kto ma za to zapłacić. A koszty były ogromne, bo potrzebowałem kolejnych 40-50 osób.

W tym czasie TBS nie było już tą samą firmą, co w chwili tworzenia Nitro. W październiku 1996 roku doszło do połączenia z innym gigantem medialnym, Time Warner. Spowodowało to oczywiście duże zmiany, również w kwestii rozdziału środków. Turner pozostał jednak szefem TBS (w ramach Time Warner), w związku z czym wrestling wciąż miał się dobrze.

– Kolejnym problemem – kontynuuje Bischoff – byli wrestlerzy. Pokazywanie tych samych postaci przez cztery godziny w tygodniu byłoby grubą przesadą. Bałem się też, że będę musiał lać wodę, by storyline’y się jakoś trzymały. Wprowadzenie kolejnej gali oznaczało, że muszę mieć nowych wrestlerów i bookerów.

Ostatecznie Thunder, bo tak nazwano drugie show, pojawiło się w ramówce TBS w styczniu 1998 roku. – Pierwsza gala uzyskała rating 4.0, co było najlepszym debiutem w historii telewizji kablowej – wspomina Bischoff. – W ciągu roku oglądalność spadła do poziomu 3-coś, ale wciąż była zadowalająca. Szczerze mówiąc jednak, robiliśmy Thunder na siłę.

* * *

Czy Turner mógł zapobiec upadkowi WCW? Zdecydowanie nie. Po tym, jak w styczniu 2000 roku Time Warner połączyło się z AOL, przypadło mu tylko 3 proc. udziałów i reprezentacyjna funkcja wiceprezesa. – Teraz władza była w rękach rady nadzorczej, analityków finansowych i nowego prezesa – wyjaśnia książka „Death of WCW”. – Próbowali oni zrobić coś, co nikomu wcześniej się nie udało: sprawić, by WCW racjonalnie wydawało pieniądze. Szybko okazało się, że to niemożliwe. Federacja traciła astronomiczne sumy, więc zapadła decyzja, że zostanie sprzedana.

Larry Zbyszko, jedna z legend lat 80., a w latach 90. komentator WCW, wspomina: – Jeżeli ktoś jest winny upadkowi WCW, jest to AOL. AOL przyszło do Time Warner i kłamało, ile to ma kasy. Turner w to uwierzył i oddał swoją władzę. Ale oczywiście AOL nie miało kasy. Mimo to wydawało dyrektywy: wyrzucić bejsbol, wyrzucić wrestling, wyrzucić koszykówkę. Ci idioci sprzedali taśmotekę WCW, w tym nagrania sprzed 30 lat, za śmieszną kwotę 2,5 mln dolarów. A ona była warta fortunę!

Początkowo WCW miało być sprzedane firmie Fusient Media Ventures. Zgodnie z założeniami, Turner miał pozostać mniejszościowym właścicielem, a Nitro i Thunder miały dalej gościć w ramówkach swoich stacji. Wszystko zmieniło się jednak na początku marca 2001 roku, kiedy Jamie Kellner został prezesem TBS. Uznał on, że wrestling nie pasuje do profilu takich stacji jak TNT czy TBS i musi zniknąć z anteny. Brak pewności, czy WCW podpisze umowę z inną telewizją, sprawił, że Fusient Media wycofało się z umowy. Dopiero wtedy do gry weszło WWF, które ostatecznie kupiło WCW za kwotę 3 mln dolarów (przypomnijmy: Turner kupił je za 9 mln).

– Mimo wszystkich swoich problemów WCW na pewno było warte 25 mln. Gdybym wiedział, że cena będzie tak niska, znalazłbym inwestorów i sam bym kupił WCW – pisze Ric Flair w swojej autobiografii „To Be The Man”.

Mało kto pamięta, że po sprzedaży WCW Turnera obowiązywał pięcioletni zakaz konkurencji. Oznacza to, że do branży wrestlingowej mógł wrócić najwcześniej w kwietniu 2006 roku.

* * *

Wbrew jednak temu, co niektórzy mogą myśleć, Turner niespecjalnie się przejął upadkiem WCW. – Po tym, jak Time Warner połączyło się z AOL, miał w akcjach 2,5 miliarda dolarów. W 2001 roku jego majątek wciąż więc był znacznie większy niż majątek Vince’a. I to pomimo faktu, że to Vince wygrał wojnę wrestlingową – wyjaśniają autorzy „Chokehold…”. Wydaje się, że jedyną rzeczą, której Turner żałuje, jest fakt, iż stracił kontrolę nad CNN – kanałem newsowym, który zbudował od podstaw i do którego ma szczególny stosunek. Cała reszta to tylko biznes.

Nie wiadomo zresztą, czy Turner w ogóle lubił wrestling. W całej jego książce, liczącej blisko 450 stron, słowo to pada… trzykrotnie. Dla porównania, żeglarstwu i bejsbolowi poświęcone są osobne rozdziały. Pewny do końca nie jest nawet Bischoff. – Nie wiem, czy Turner był fanem wrestlingu. Na pewno jednak szanował go i rozumiał, jaką rolę odgrywa w przyciąganiu widzów – pisze. – Najprościej mówiąc, Turner wierzył w wrestling – precyzuje.

Trudno chyba o lepsze podsumowanie. Gdyby wrestling był Turnerowi zupełnie obojętny, na pewno zrezygnowałby z niego wcześniej, by nie znosić spojrzeń swoich współpracowników, dla których WCW było obciachem i pośmiewiskiem. A było takich wielu.

YouTube player

Felietony