Jeżeli nie oglądałeś RAW ani Elimination Chamber PPV – czytasz newspack na własną odpowiedzialność
Wielu zawodników na zapleczu WWE popiera słowa, które na temat The Rocka na ostatnim RAW powiedział John Cena. Do PWInsider.com wpłynął list od jednego z zawodników WWE, który pozwolił siebie zacytować, ale pod warunkiem nieujawniania jego tożsamości. W liście tym napisał, że Rock wykorzystuje WWE, aby odzyskać widownię, którą stracił kręcąc filmy dla Disney’a. Oczywiście ta osoba nie ma nic przeciwko jego udziałowi w filmach, jednocześnie pytając czy po powrocie rok temu do federacji wypromował kogoś chociaż trochę? Dodaje także, że on powrócił do WWE wyłącznie dla siebie, trzyma się wyłącznie ze sobą. Wszystko po to, aby uczynić nadchodzącą WM największą galą wszech czasów. Pyta także, czy Dwayne wziął na siebie chociaż trochę odpowiedzialności za słabą sprzedać Survivor Series, bo ciężko feudować z kimś przez titantron. Dodał, że Cena zmiażdżył Rocka poniedziałkowym wystąpieniem. Porównał również Rocka do Takera czy Huntera, którzy też są na szczycie i walczą bardzo okazjonalnie. Jednak jeżeli musieliby ruszyć w trasę, zrobiliby to i wciąż dawaliby z siebie tyle ile byliby w stanie.
W trakcie main eventu RAW, którym był 10-man Battle Royal o miano pretendenta do pasa WWE kontuzji doznało kilku jego uczestników. Wydaje się, że najbardziej ucierpiał Wade Barrett, który już w trakcie walki (po wyeliminowaniu) otrzymał pomoc medyczną, a po sprowadzeniu na zaplecze został przewieziony do szpitala. Anglik doznał zwichnięcia łokcia. Miało to miejsce, kiedy Big Show wyrzucił Zigglera wprost na będących za ringiem Trutha i Barretta. Ten drugi źle wylądował na podłodze łapiąc Zigglera. Ucierpiał również sam Ziggler, który doznał kontuzji ramienia i ręki po uderzeniu w stół komentatorski. Po szybkim badaniu stwierdzono, że nie jest źle. Oprócz tej dwójki, lżejszych urazów doznali także Cody Rhodes (łokieć i prawa noga), Kofi Kingston (lekki wstrząs) oraz R-Truth, który w asyście został sprowadzony na zaplecze. Kofi ucierpiał również w walce w komorze na PPV. Oto zdjęcie rany, już opatrzonej i zszytej, której doznał Ghańczyk:

Na wczorajszym RAW Undertaker pojawił się z kapturem na głowie. Zasłaniał on jego ogoloną głowę. Do samej WM28 Taker będzie się pojawił z kapturem, a dopiero na PPV go zdejmie. Jak już wiemy, na WM28 dojdzie jednak do konfrontacji pomiędzy nim a Hunterem, a będzie to Hell in a Cell Match.
Na zapleczu RAW przebywał Perry Saturn, który odwiedzał znajomych. Można było spotkać również Grega Gagne’a, byłego zawodnika AWA, który pracował dla WWE w 2006 roku.
Po RAW odbyły się dwa dark matche, w których CM Punk pokonał Dolpha Zigglera oraz John Cena pokonał Kane’a. Z kolei przed RAW Ryback Skip Sheffield pokonał JTG.
Na Superstars nagrane zostały dwa pojedynki:
- Alex Riley vs Michael McGillicutty
- Mason Ryan vs Tyler Reks
Kilku zawodników brandu RAW, w tym także CM Punk, pojawi się dzisiaj podczas live SmackDown! Ma dojść do pojedynku pomiędzy CM Punkiem a Danielem Bryanem.
Podczas Elimination Chamber PPV WWE wydało nakaz konfiskowania plakatów „anty-Cena” oraz „Boots to Asses”.
Na RAW dowiedzieliśmy się, że do Hall of Fame zostanie wprowadzony były mistrz WCW i WWE – Ron Simmons.
World Wrestling Council poinformowało, że wczoraj rano zmarł Timothy Smith, znany jako Rex King czy Timothy Well. Walczył on w takich federacjach, jak WWF, WCW, ECW czy USWA. Sporą część kariery spędził w tagteamie ze Stevem Dollem (zmarł 22 marca 2009). Smith przeszedł na emeryturę po groźniej kontuzji w 2002 roku. Powody śmierci nie są jeszcze znane.
Aktualna karta na WrestleManię 28:
1. John Cena vs The Rock
2. WWE Title Match: CM Punk (c) vs Chris Jericho
3. WWE World Heavyweight Title Match: Daniel Bryan (c) vs Sheamus
4. Hell in a Cell Match: The Undertaker vs Triple H
Shaquille O’Neal powiedział w wywiadzie dla hollywoodlife.com, że będzie walczył na WM28. Jego przeciwnikiem miałby być Big Show, ale ostatecznie jeszcze wszystko nie zostało potwierdzone.
Po przyjeździe do Minneapolis, Vickie Guerrero napisała na Twitterze, że z ciężkim sercem wraca do tego miasta. 13 listopada 2005 roku właśnie w hotelowym pokoju w Minneapolis znaleziony został martwy jej mąż – Eddie Guerrero, który przybył na taping gali.
Po zwycięstwie na Kanem, Cena napisał na Twitterze wiadomość dla Rocka – Kane skompromitowany. Teraz tylko ja i Ty, gwiazdo filmowa. Do zobaczenia kiedy zdecydujesz się pojawić.
Oto jakie walki zostały zapowiedziane na WrestleMania Revange Tour po Wielkiej Brytanii, który będzie miał miejsce dwa dni po gali WWE w Gdański 12 kwietnia.
Cytat:
- Nottingham (15 kwietnia): CM Punk vs Chris Jericho, John Cena vs Dolph Ziggler
- Londyn (16 kwietnia – RAW): John Cena vs Kane (Last Man Standing Match)
- Londyn (17 kwietnia – taping SD): Big Show vs Daniel Bryan (No DQ, No Count-Out Match), Randy Orton vs Wade Barrett (Street Fight)
- Sheffield (18 kwietnia): Sheamus vs Daniel Bryan, Randy Orton vs Kane (No DQ Match)
- Cardiff (19 kwietnia): Sheamus vs Daniel Bryan, Randy Orton vs Kane (No DQ Match)
- Newcastle (20 kwietnia): Sheamus vs Daniel Bryan, Randy Orton vs Kane (No DQ Match)
- Glasgow (21 kwietnia): Sheamus vs Daniel Bryan, Randy Orton vs Kane (No DQ Match)
W ostatniej chwili przed PPV oficjele WWE podjęli decyzję, aby z komory RAW, jako zwycięzca i mistrz, wyszedł CM Punk. Wcześniej zakładali wersję, że mistrzem zostanie Chris Jericho.
WWE zapowiedziało specjalny odcinek RAW, na którym dojdzie do drafu. Będzie miał miejsce 23 kwietnia 2012 roku w Detroit. Gala będzie trzygodzinna.


Kontuzje... bardzo zły jest ten tydzień dla mnie. Ze względów na życie prywatne nie dość, że w tym to jeszcze w WWE. Mam jedyną nadzieję, że cała piątka zdąży się wykurować do Wrestlemanii i będzie mogła wystąpić w MINB o ile w ogóle ona się odbędzie. Kingston z zeszytą raną walczył podczas RAW brawo dla niego za to się należą! Tak no właśnie jak pisałem podczas EC o tym aby Show od razu po Wrestlemanii poszedł na emeryturę tak teraz musi na nią pójść! Te dwie nagrane walki na SS mnie w ogóle nie interesują.
Miałem okazję oglądać zarówno Elimination Chamber jak i RAW na żywo, i muszę przyznać że wyglądało to szokująco. O ile uderzenie Jericho słabo widać ze względu na upadek kamerzysty, to i tak ciężko stwierdzić aby nie odczuł tego uderzenia. Ale co do RAW... Powiem szczerze gdy zobaczyłem jak Ziggler i Barrett uderzają o stół, byłem pewien że coś się musiało stać. Początkowo byłem pewien że to Ziggler bardziej ucierpiał, potem widać było jak w trakcie "rozmowy" Punka i Jericho w tle biegają lekarze i sędziowie, ściągane są nosze etc. To wszystko z dedykacją dla ludzi uważających że wrestling jest udawany i nic to nikogo nie boli. Zawodnikom oczywiście życzenia szybkiego powrotu do zdrowia
No to sorry. Ja czegoś tutaj nie rozumiem! Wrestling zaczęłam oglądać dopiero od wakacji. Szczerze mówiąc z mężem natknęliśmy się na niego przypadkowo. Całej rodzince przypadł on do gustu. Jeżeli przed galą decyduje się, kto ma wygrać pas, to radość ze zwycięstwa też jest udawana. To przecież widowisko traci na autentyczności, jak np. na olimpiadach. To nie znaczy, że przestanę oglądać transmisje z WWE. Ale jakby mi ktoś tak na chłopski rozum wytłumaczył o co w tym całym biznesie chodzi, byłabym wdzięczna. Bo jeśli czytam w wywiadach z wrestlerami, że są szczęśliwi ze zdobycia pasa, albo mówią o tym, że dadzą z siebie wszystko, że chcą zdobyć tytuł mistrza, a potem w newsach czytam, że ktoś za kulisami zdecydował, kto będzie zwycięzcą, to coś mi tu nie pasuje
Fanka Punka, wrestling jest reżyserowany, wszystkie wyniki są ustalane przez creative team (tych co decyduja jak wyglada gala). Wrestlerzy mowia ze zdobycie pasa jest czyms wspanialym, bo to nagradza wszelkie trudnosci w zyciu osobistym oraz zawodowym (wrestlerzy spedzaja nierzadko 300 dni roku w trasie, a przez ten czas są narażeni często na kontuzje). Ich związki są narażone na probe czasu, co kosztuje ich wiele wyrzeczeń Wracajac do rezyserki, jest ustalany przed walka jej koniec, co nie znaczy, że wrestlerzy nie odczuwają bólu. Mam nadzieje, że pomogłem.
Zenek, trochę pomogłeś. Jednakże wolałabym, aby walki nie były reżyserowane i ustalone z góry, bo to według mnie odbiera całe piękno tych akcji w ringu.Bo dajmy na to, że np. w walce Orton vs Wade Barett dominuje ten pierwszy a wygrywa ten drugi i walka np. jest o pas, to ten pas traci na randze. A poza tym takie ustawianie walk, to zawsze niesie za sobą podteksty, że ktoś kogoś lubi to ma pas
Jeżeli nie chcesz reżyserowanych walk to przerzuć się na MMA. To jest wrestling, a w przypadku WWE - sports enterntainment
Porównaj sobie taką przypadkową walkę MMA i wrestlingową. Walka MMA trwa zazwyczaj krótko, często mniej niż minutę, czasem te 3 rundu. Walka wrestlingowa trwa standardowo 5 minut, na galach dochodzi do 30. Ale co ważniejsze zawodnicy wrestlingowi walczą pare razy w tygodniu, a zawodnicy MMA czy bokserzy raz na parę miesięcy. Oczywiście to że walki są reżyserowane odpycha od nich wiele osób. Ale oglądając często walki Bokserskie czy MMA można odnieść wrażenie że i tam dochodzi do manipulacji. WWE jest trochę jak taki serial, poza walkami ogląda się tam relacje między zawodnikami i gwiazdami, etc. Porównaj sobie polskie KSW. Nie przyciągają uwagi ludzie którzy po 20 lat dzień w dzień harują, ale Pudzian, Najman czy Burneika, tylko dlatego że są celebrytami. Podobnie w WWE, gdzie taki Kofi Kingston który jeździ po miastach i występuje co parę dni ma słabszą pozycję niż Rock, który ma w sumie gdzieś całą federacje. Pierwsza Wrestlemania zorganizowana była przecież na zasadzie pokazania walki gwiazd światu. 2 gwiazdy filmu Rocky III, czyli Mr. T i Hulk Hogan stworzyli zespół, a sędzią był Muhammad Ali. To budowało emocje, i sprawiało że ludzie chcieli to oglądać. Ostatnie lata wrestling traci na popularności bo takich wielkich gwiazd nie ma, jak powiedział wczoraj na RAW, Triple H, zostały 2 osoby definiujące erę, on i Taker. Reszta jest słabo wypromowana, a ludzie w sile wieku jak Batista, promowani przez lata są poza federacją.
MMA? Kiedyś próbowałam oglądać. Strasznie wiało nudą. No cóż, jeśli są reżyserowane, to jak powiedział nasz rodak "Przyjdzie przywyknąć"
Już nie będę tłumaczył @FankaPunka tego wszystkiego, a przejdę do samego newsa.
Nie wiem czy tylko ja na to zwróciłem uwagę, że Barrett po upadku zaczął kilkokrotnie wypowiadać słowa "FUCK!", aż WWE jedno z nich ocenzurowało? Poważnie musiało się coś stać, ale czekam na aktualności.
Co do Ceny i Rocka. Nie lubię gimmicku Ceny. Tym szczyciłem się od lat, chętnie krzyczałem "CENA SUCKS!", jednak teraz krzyczę Let's Go Cena... Dlaczego? Bo do Ceny mam szacunek. Do Rocka nie. Zgadzam się w 100% z tym co dzisiaj Cena powiedział na RAW. Pierwszy raz spodobało mi się jego promo, aż tak bardzo. Powiedział samą prawdę na temat Rocka i tego jego całego powrotu. Nie wiem czy ktoś przegląda 9gag.com, ale tam ostatnio pojawił się obrazek, który wyśmiewa Rocka, że z mega wrestlera przeobraził się w jakiegoś Disneyowskiego aktora. Podpis na końcu brzmiał "Dollars" co miało podkreślić, że money talks w tym wypadku. Później ten obrazek został rpzerobiny i ktoś dodał, że Rock wrócił... No i w ostatecznej formie wyszło "More Dollars". I jest to cholernie prawdziwe. Rock "wrócił" tylko po to by usadzić siebie w jescze większych światłach reflektorów. Ten człowiek to pozer, a pseudo smarty będą mu poklaskiwać, bo to jest fajne. Fajne jest nie lubić Ceny, bo przecież tak robi każdy prawdziwy smart, co nie? Gówno prawda.
Nie mam szacunku do tego człowieka, niech wraca kręcić swoje shitowe filmy i tam zostanie. Nie cieszyłem się z jego pwrotu bo wiedziałem, że tak będzie, nie było to trudne do przewidzenia.
z MMA jest jak z Boksem, czasem się ogląda, mija 10 runda a nuuudy jak cholera. A czasem emocje niesamowite. Taka walka Frank Mir-Nogueira, oglądałem zaspany o 5 rano bodajże, i publika na stojąco oglądała, a Nogueira pierwszy raz w karierze przegrał przez submission, a właściwie nie miał wyboru bo Mir wręcz wyrwał mu rękę dźwignią. I to się naprawdę oglądało z emocjami
Ehhh... Trzeba odróżnić życie prawdziwe od tego co się dzieje w WWE. To tak jakbyś powiedział, że nie lubisz Miza, bo jest arogancki czy Alberto, bo chwali się, że jest bogaty. To jest to samo markowanie tylko od drugiej strony. Ja uwielbiam Johna jako człowieka ale jego postaci wręcz za cholerę i gdybym był na jakieś gali na pewno krzyczałbym "Cena Suck". Wręcz przeciwnie jest z jego przeciwnikiem z Miami, ja uwielbiam The Rocka jako postać, ale Dwayne jako człowieka wręcz nie cierpię.
pełna zgoda co do Rocka. Oczywiście jak dla mnie Cena jest zbyt przesłodzony w swoim gimkicku, ale przez pare lat była zasada "pojawia się ktoś zły demoluje reszte, wkracza Cena ratuje świat, po czym pojawia się ktoś zły demoluje resztę, wkracza Cena..." itd itp. Co by się nie działo Cena zawsze nr. 1. Stąd wolałem takiego Punka, który nie był aniołkiem, ale miał swój styl. Teraz Punk idzie momentami drogą Ceny, ale mniejsza o to. Cena jest wrestlerem, jeżdzi po eventach, nagrywa płyty, jest aktorem, promuje WWE, pracuje z dziećmi, nie lubię go, ale szanuje. I nagle pojawia się taki Rock i klepie Cene, robiąc z niego worek treningowy. Oczywiście że pewnie Cena wygra tą rywalizację, ale dziwne gdy Rock który nigdy nie ukrywał że zrobi za co mu zapłacą nagle jest najbardziej pushowaną postacią WWE. Domyślam się że Rocky dostanie walkę na Summerslam, a sam się przyznał że podpisał kontrakt na walkę na WM29 za rok. Zobaczymy, teraz przez miesiąc Rock ma być na każdym RAW, ma w końcu coś od siebie wnosić. Pożyjemy zobaczymy
@up
Ale bez przesady. Jeśli koleś się pojawia RAZ NA JAKIŚ CZAS po to, żeby sobie dorobić i się wypromować to nie mam po prostu do niego szacunku.
Jaki według Ciebie Rock ma gimmick? Jak w ogóle można mieć gimmick via satellite? Cena odkąd przestał być wsadzany wszędzie gdzie się da i odpuścili mu main eventy to przestałem czuć do niego aż taką nienawiść, i teraz po prostu go toleruje.
Nie uważam się raczej za marka, potrafię rozróżnić dwa światy jednak ten angle kreuję obraz Pokolenie vs. Pokolenie, Era vs. Era i nie podoba mi się to co reprezentuje Rock. Zawsze był ULTRA-Ceną, i to on był gwiazdą tamtych czasów tak jak to teraz Cena, wtedy Rock też miał swoich hejterów. I nagle wielki Dwayne Johnson (Tak, Dwayne, a nie Rock, bo Rockiem nie jest już od jakiegoś czasu. Sam tak wybrał.) wraca i wszyscy mu klaszczą jak zechce, bo w ich oczach jest już legendą, która była kiedyś i nie ważne czy legenda była heelem czy facem, fani zawsze będą ją cheerować po powrocie i te wszystkie smarty zapomniały kim był Dwayne ponad 10 lat temu...
Jestem zszokowany tym jak niektórzy ludzie potrafią łyknąć wszystko, co WWE im zapoda, jednocześnie wiedząc przecież o co w tym biznesie chodzi. "Nie lubię Rocka, bo mówił że wraca, a zrobił mnie w chuja". Nie wiem czy być może tylko ja tak to wszystko widzę, ale kurwa, ciężko mi traktować kogoś z takim zdaniem na poważnie.
Dwayne jest - patrząc z perspektywy czasu - bodaj najbardziej charyzmatycznym wrestlerem w historii tego biznesu. A jeżeli nie naj, to na pewno znajduje się w czołówce (chyba tylko SCSA go rzeczywiście przebijał). Być może była to kwestia czasów, w jakich zarówno Jasiek, jak i Rock się znajdują/znajdowali, ale patrząc na to obiektywnie, to ten ostatni na przestrzeni lat dostarczył po prostu niesamowitej ilości czystego entertainmentu, tej czystej radości i ekscytacji fanom. Jasiu, ze względu na prowadzenie jego postaci, zamieniał się w kogoś znienawidzonego, czego efektem jest reakcja, którą zbiera dzisiaj.
Jedynym argumentem Ceny jest to, że Rock się na wszystkich wypiął. Prawdą jest jednak również to, że przecież swojego czasu on to wszystko już przepracował, był tam gdzie teraz jest Cena i wtedy również "robił na pełen etat". I tutaj przechodzę do meritum - jak można odbierać całą tę sportową rozrywkę tak osobiście? Czytając posty co poniektórych, mam wrażenie, jakby poczuli się wprost obrażeni postawą The Rocka, niczym gdyby do nich podszedł i napluł im w twarz. Ludzie! To dalej Dwayne Johnson i jakby nie zszedł poniżej pamiętanego z ery attitude swojego zajebistego poziomu, to koleś dalej ma temu światku cholernie dużo do zaoferowania. Bo ma umiejętności i charyzmę spotykaną przecież BARDZO rzadko, której już taki Cena notabene moim skromnym zdaniem nie posiada (a jeżeli już, to nigdy nie dał jej pełnego wyrazu).
The Rock to The Rock i w jakby epizodycznej roli nie występował - dalej potrafi porywać tłumy. I to jest jego największy atut. Dzięki temu jego występy są dalej interesujące. Jak dla mnie - zawsze lepiej z nim niż bez niego. Naprawdę nie potrafię zrozumieć nastawienia "Rock, okłamałeś mnie, spierdalaj! Cena jest lepszy!". Poważnie? Ta półtoragodzinna gala, która jest przez nas wszystkich regularnie piracona i oglądana czasem na niesamowitym 'przewijaku', rzeczywiście może wzbudzić w kimś tak silne emocje jak, było nie było, pewną rodzaju nienawiść w stosunku do postaci z ekranu monitora/telewizora?
Dla mnie to dalej jest tylko rozrywka, na miły bóg. Nie traktuję tego w kategorii "Cena jest lojalny, a Rock ma wszystkich w dupie", bo dla mnie to troszkę chore podejście (niczym do prawdziwego sportu, lojalność zawodnika wobec klubu i takie tam). Ja generalnie chcę się dobrze bawić przy najbliższych galach i, mimo wszystko, Rock potrafi wywołać swoją obecnością fajne emocje, potrafi podnieść poziom entertainmentu jak nikt inny. A czy nie o to właśnie w tym chodzi? "Wrestling składa się z momentów".
Macie pretensje, że nie wrócił na pełen etat mimo, że w swoim pamiętnym powrotnym promie zapowiadało się na coś zgoła odmiennego? Spoko. Ja też nie muszę być zadowolony z tego, że pojawia się od święta. Ale dobrze, że w ogóle się pojawia. Czemu? Proste jak budowa cepa, powtórzę jeszcze raz - bo jest ciekawie, w największym uproszczeniu.
Dziwi mnie brak dystansu większości ludzi do całej tej rozrywki. Mam rozumieć, że wg nich lepiej by było, gdyby Dwayne w ogóle nie powrócił i na WM'ce dostalibyśmy kolejny oklepany schemat "Lojalny Jasiek" vs "Lojalny xxx"? Bo "lojalni" zasługują bardziej? Bo Dwayne zajmuje potencjalnej przyszłej gwieździe czas antenowy? Może jestem dziwny, ale jak dla mnie - liczy się tu i teraz i jeżeli coś ma być ciekawego, to ja się z tego powodu cieszę. Jestem przecież widzem do jasnej cholery, odbiorcą tego całego produktu. Być może to trochę mylne wrażenie, ale wydaje mi się, że niektórzy zbyt osobiście to wszystko traktują, jak gdyby to właśnie konkretnie im ten "zły, niedobry Rock" podpierdalał spota tak naprawdę nic nie robiąc (bo tak, jest to prawda, że Dwayne regularnie wszystkich rucha, jednak - tak jak powtarzam - dopóki mimo to potrafi bawić publiczność, dopóty dla mnie jest ok... zresztą, świat nigdy nie był sprawiedliwy).
Tyle, że nie byłoby tego narzekania do Rocka jakby się nie przykładał. Nie wiem jak jest naprawdę, ale to nie zmienia faktu, że Dwayne'a średnio się ogląda. I mi się podoba to, że userzy nie patrzą na Rocka przez pryzmat przeszłości, tylko są wstanie ocenić jego postać na dzień dzisiejszy.
Traktujesz to jak rozrywkę, więc mam nadzieję, że nie ruszyło cię np. to, że zabrali pas Christianowi po 2 dniach i czekałeś spokojnie na rozwój wypadku?
Ja np. umiem patrzeć na jakąś postać tylko przez storyline i gdyby w życiu rzeczywistym był największym skurwielem a w storylinie fajnie by mi się go oglądało to bym go lubił. Ale skoro typowy smart dowie się o np. charakterze Ortona to trudno mu obiektywnie patrzeć na jego postać skoro już posiada taką informację (trzeba to zrozumieć).
Mi nie przeszkadza, że Rock się pojawia od święta, itd. Jestem tolerancyjny, a skoro woli filmy aniżeli wrestling to potrafię to zrozumieć. Ja po prostu oceniam to jak mi się go ogląda i jak wypada ten cały storyline, a że jest źle, to mówię, że jest źle. Jakby The Rock dobrze wypadał to nawet nie musiałbyś pisać tego posta, bo narzekań by nie było.
I jest to całkiem zdrowe podejście. Oglądając archiwalne segmenty Dwayne'a sprzed tych dziesięciu lat i oglądając te z 'dzisiaj', to jest to rzeczywiście niebo a ziemia. Ale mimo wszystko i teraz osobiście daję się mu czasami "porwać". Gość jakoś niewyobrażalnej ilości swojej charyzmy w moich oczach koniec końców nie zatracił (wiem, strasznie niepopularna opinia) i dalej, kiedy jest zapowiedziana jego obecność na gali, mimo wszystko bardzo na niego czekam.
Ruszyć ruszyło, ale - patrząc na niesamowity wybuch tego całego hejtu i internetową chęć ukrzyżowania Ortona w tamtym okresie - nie podążyłem (albo przynajmniej tak mi się zdaje) za wszystkimi w tamtym wypadku. O ile sobie dobrze przypominam, to napisałem wtedy coś w takim tonie jak Y2J kilka dni później na Twitterze: "Zrobili Christianowi świństwo, ale mimo wszystko ja bym jeszcze wstrzymał się z osądami, bo może się okazać, że ten storyline będzie przecież całkiem fajny". Wydaje mi się, że i wtedy potrafiłem zachować dystans.
Nie znaczy to oczywiście, że nie potrafię porwać się chwili. Ale dla mnie głupotą jest ocenianie tego z perspektywy "sprawiedliwości" dla jakiegośtam wrestlera. Jeżeli to, co widzę na ekranie mi się podoba i jest ciekawe, to równie dobrze mogę na WM'ce zobaczyć Jaśka tapującego po Sharpshooterze Rocka po 10 sekundach pojedynku (oczywiście sam w sobie akurat taki scenariusz byłby chujowy i być może wyszedł mi tu z lekka mały oksymoron, ale dałem tylko taki pierwszy lepszy przykład).
I dokładnie o tym mówię. Liczy się to, co widzimy na ekranie i właśnie stricte storyline'y, a nie, że tak to ujmę, "pozaboiskowe (czy w tym przypadku 'pozaringowe') postępowanie" danego ktosia. Ja tak na to przynajmniej patrzę. Kibicować Jasiowi na WM'ce przez to, że "jest lojalny", a Dwayne'a z całej siły hejtować dlatego, że się niby na mnie wypiął w rozumieniu większości? Hah! Sorry, ale jak dla mnie jest to trochę śmieszne kiedy mówimy o 'rozrywce sportowej' i czymś takim jak wrestling.
[ Dodano: 2012-02-21, 21:33 ]
Powątpiewam. Wydaje mi się, że tu nie chodzi stricte o jego 'performance', jak o sam fakt pojawiania się raz na jakiś czas. Przecież właśnie to jest głównym argumentem jego hejterów.
Trudno mu obiektywnie patrzeć? Jak taki Orton robi zajebistą robotę i ogląda się go zdecydowanie najlepiej z całego rosteru to co mnie obchodzi jak on się zachowuje w szatni? Dla mnie jako dla widza nic to nie zmienia. Genialny przykład to Shawn Michaels, który był przecież przekapitalnym zawodnikiem ale przez swoją niechęć do podkładania się i Montreal Screwjob nie przepadam za nim, ale to nie oznacza, że nie potrafię docenić tego co robił w ringu i gdyby był teraz najjaśniejszym punktem federacji to chwaliłbym go i bez wahania cieszyłbym się gdyby zdobył pas, a nic by mnie to nie obchodziło czy on sobie go wybłagał czy nie.
Osobiście Dwayne'a nie lubię, tak samo jak ktoś może nie lubić Dody czy Tuska, ja nie lubię Johnsona, ale gdy wejdzie do ringu jako The Rock to dla mnie staje się kimś innym i razem z nim wykrzykuje wszystkie catchphrasy i ciesze się razem z fanami na widowni.
WWE jest w praktyce serialem, w którym aktorzy grają rolę i robią to za co im się zapłaci. Zapłacą Natalii żeby grała niemotę puszczającą bąki, zrobi to. Zapłacą Cenie żeby tysiące mogło go wyzywać, zrobi to. Zapłacą Rockowi żeby podłożył się Jaśkowi to zrobi to. Podejrzewam że nawet Takerowi gdyby dobrze zapłacili to dałby się pokonać Santino na WMce. Oczywiście część z gwiazd ma dużo swobody, mogą improwizować, czy tak jak Rock lub Taker pojawiać się okazjonalnie. Co do Rocka, przez sekundę nie oczekiwałem że wróci na stałe. Podejrzewam że pociągnie jeszcze nawet parę lat w WWE, ale będą to występy od święta. Osobiście uwielbiam jak jakaś gwiazda powraca po jakimś czasie. Tak jak Triple H. Gdy pojawia się po jakimś czasie przerwy odczuwam emocje, gdy pojawiał się praktycznie co parę dni, nie miało to takiego smaku. Podobnie jak Taker. Można narzekać że walkę na WM mają Taker, Triple H czy Rock, którzy walczą okazjonalnie, a nie ludzie którzy harują co parę dni. Ale Ci panowie lata w których pokazywali się na każdym RAW/SD mają już za sobą. Nie wyobrażam sobie Takera walczącego co SD z takim Tysonem Kiddem, bo to nie ta liga. Narzekam jednak na debilną moim zdaniem politykę WWE. Moim zdaniem nie promuje się zupełnie nowych gwiazd, tacy Barrett, Ziggler, Rhodes potrzebują mocnego feudu z jakąś dawną gwiazdą aby podbudować się. W praktyce walczą między sobą i nie mogą robić znacznych postępów.
[ Dodano: 2012-02-21, 23:33 ]
Raczej nie nazywał bym tego hejtowaniem. A z zawodnikami jest jak z muzykami, czy aktorami, słuchasz tego co tworzy albo oceniasz jak gra daną rolę, ale jeśli wiesz że w życiu prywatnym jest gejem, sika przy ludziach, czy nie zakłada majtek, twoje spostrzeżenie mogą być inne. I trudno nam powiedzieć czy taki Jericho jest ignorantem w realu, rockmanem który ma gdzieś fanów, czy zwykłym facetem który się rozkleił mówiąc o swojej zmarłej matce (amerykański Taniec z Gwiazdami, bodajże 3-4 odcinek)
"To wszystko z dedykacją dla ludzi uważających że wrestling jest udawany i nic to nikogo nie boli". Czemu "udawany" łączysz z brakiem bólu ? Udawać też trzeba umieć, wystarczy, że taki kretyn jak Barret (bo zakładam, że to jego wina), źle złapie/wyląduje i już nie dość, że on dostaje kontuzji to jeszcze kolega - ale w założeniu WWE nic nikogo nie miało boleć.
Ból w większości bierze się z tego, że ktoś nie wykonał swojej pracy. Biorąc pod uwagę ile Ci ludzie zarabiają i ile pracują REALNIE dziennie (10minutowa walka, 6 dni w tygodniu - realna praca = 1 godzina) to przez pozostały czas ich obowiązkiem jest dążyć do takiej perfekcji, żeby chociaż kolega nie wyrządził sobie krzywdy. 47 godzin tygodniowo powinno być wystarczające, zęby się wyrobić (a do takiego battle royal-a trochę tygodni Barretowi minęło).
Mówiąc prosto WWE = fake + okazjonalny ból, najczęściej wynikający z niekompetencji i lenistwa zawodników, dziękuje dobranoc.
Timothy Well żyje...
http://i.pinger.pl/pgr320/69d0be6c00249da04eceb449/Ja-pierdole.jpg
Z całym szacunkiem oczywiście ale pobiłeś kolego wszelki możliwe granice debilizmu. Nie wiem czy jest sens cokolwiek Ci tłumaczyć, ale może zrozumiesz. 10 minut w tygodniu? Rozumiem że zawodnicy opanowali sztukę teleportacji i przemieszczają się między kolejnymi galami nie spędzając dziesiątek godzin w samolotach. Na House Showach występują sobowtóry, podobnie jak na różnego rodzaju spotkaniach z fanami. Urodzili się z umiejętnościami, więc nie muszą trenować, samo wszystko się robi. Nie, no przecież codziennie żłopią piwo przed TV zajadając się chipsami i z łaski raz na jakiś czas pojawią się udając walkę. I jeszcze biorą za to przeogromną kasę. Zróbmy tak, weźmiemy takiego przypadkowego zawodnika, żeby przy**ł Ci krzesełkiem po głowie, albo skoczysz z wysokiej drabiny na metalowy stół. Zrobisz tak żeby nie odnieść kontuzji, i żeby Cię to nie zabolało. A jeśli tylko za piśniesz że coś jest nie tak, to powiem że przecież powinieneś to opanować do perfekcji, i wynika to tylko z lenistwa. Sorry człowieku, każdy ma prawo do własnego zdania, ale jeśli czytam że nazywasz faceta który od kilkunastu lat dzień w dzień haruje żeby dojść tam gdzie obecnie jest, który nie ma czasu dla swojej rodziny, i znosi brutalne kontuzje, kretynem i leniem, to uważam że to Ty jesteś kretynem
Ostatni komentarz Napeleoniego - megafuckincool:) Keep it up, dobij gnoja co sie gowno zna. Oklaski dla pana