Oto opowiadanie Kanyon’a… Niby rzecz dzieje się w Stanach, ale kuźwa, zupełnie jak u nas… Polecam gorąco…

MY ARREST

„Zbrodnia nie popłaca. Zwalczanie przestępstwa nie opłaca się jeszcze bardziej”-powiedział zawodnik WWE i mój przyjaciel w jednej osobie, Gregory Helms (Hurricane), kiedy usłyszał historię mojego pobytu w więzieniu.
Na ile szanuję i lubię Shane’a, na tyle nie mogę się zgodzić z jego stwierdzeniem. Opowiem wam pewną historię i będziecie mogli sami ją ocenić. Na początek pozwólcie mi jednak na chwileczkę auto-promocji.
Pewnie wiecie, że jutro, 26. października, biorę udział w charytatywnym show w Chico, Kalifornia (akcja poświęcona ofiarom huraganu „Katrina”). Prawdę mówiąc, po ostatnich wydarzeniach sądzę, że zebrane przez Czerwony Krzyż pieniądze pójdą na potrzeby ofiar i Katriny, i Rity, i Wilmy. Więcej informacji na ten temat znajdziecie w moim ostatnim komentarzu na www.MWF-Wrestling.com. Jeżeli ktoś z was chciałby zaangażować mnie do poocy w jakimkolwiek charytatywnym show, kontaktujcie się z Jackie (przyjaciółka Kanyona) na KanyonBookings@aol.com.

10-26-05-Chico California (Katrina benefit) www.MWF-Wrestling.com
10-27-05- Victorville, California High Risk Wrestling Fed www.highriskwrestling.com
11-5-05- St. Pete Florida (Ron Neimiaes PWF)
11-19-05- Michigan (www.BWCWStars.com at 2210 Beard in Port Huron MI,
call for tickets call 810-984-2972
12-10-05- Possible LA California (www.fcwrestling.com)

Dobra, teraz kwestia aresztu. 15. października wyskoczyliśmy z grupą kumpli do Ybor City (Tampa, Floryda). Choć bawiliśmy się do zamknięcia baru (3. nad ranem), ja nie piłem alkoholu (Nie piję niemal od półtora roku, od czasów kuracji anty-depresyjnymi prochami. Nie ćpam, pozwalam sobie tylko na papierosy). Wyszliśmy z baru, pożegnaliśmy się, poszedłem do samochodu. Nagle zauważyłem bójkę. Kilka tuzinów gapiów obserwowało walczącą grupę-dołączyłem się do nich. Zorientowałem się wkrótce, że to klasyczny „ambush”, pięciu na jednego. Wkurzyło mnie, że nikt z gapiów nie starał się powstrzymać walczących, choć „samotny jeździec” dostawał coraz gorszy łomot. Nie mogłem tego znieść. Wmieszałem się w bójkę, chciałem ją zakończyć. Wkroczyłem w dobrym momencie-dzieciak klęczał zakrwawiony, dwóch gości kopało go w twarz. Kazałem im go zostawić, powiedziałem, że ma dosyć… Po chwili zrobili to, o co ich prosiłem. Chłopak wstał i chciał się na nich rzucić. Musiałem go przytrzymać, mówiąc, że jeśli nie chce jeszcze większego wp….., to ma się natychmiast uspokoić. W tym samym momencie jego dziewczyna podbiegła do tamtych pięciu. Zaczęła na nich krzyczeć, jednego uderzyła torebką w twarz. Odpowiedzią był cios pięścią, na dokładkę kopniaki w leżącą już dziewczynę. Uderzyłem go z liścia. Odepchnąłem. Sprzedałem kilka kopniaków. Po chwili usłyszałem jakieś kroki za plecami. Odwróciłem się, sądząc, że to jego kumple zaczaili się na mnie… Okazało się, że trzem gapiom nie spodobał się „damski bokser” i stanęli po mojej stronie. Widząc to koleś wykonał w tył zwrot i próbował się przecinąć przez tłum (gapie+ludzie, którzy wciąż wychodzili z klubu). Stanęliśmy twarzą w twarz. Gość zrejterował do klubu. Przepchnąłem ochroniarzy, dogoniłem go. Upadł na podłogę i leżąc na plecach próbował mnie kopnąć. Chwyciłem go za nogę. „Co się dzieje?”-zaczęli mnie szarpać ochroniarze. „Ten sk****syn pobił dziewczynę”-odparłem. „Wyjdźcie na zewnątrz”-usłyszałem w odpowiedzi.Próbowałem wyciągnąć kolesia, ale szarpał się i wyrwał. W ręku został mi but, za który go wcześniej chwyciłem.
Ochroniarze wykręcili mi ręce i wyprowadzili na dwór (w dłoni wciąż trzymałem jego but). Zobaczyłem mnóstwo ludzi, którzy wcześniej przyglądali się walce. Szli w kierunku klubu, wraz z nimi kilku policjantów. Gliniarze spytali, co się dzieje. Wytłumaczyłem, że jeden koleś pobił dziewczynę i uciekł do klubu. „Kto?”-zapytali. W odpowiedzi zamachałem adidasem i powiedziałem: „Ten bez buta, który uciekł do klubu!”. Ochroniarze zamknęli klub, nie mogliśmy wejść. Prosiłem policjantów, żebyśmy okrążyli budynek i odcieli skurczybykowi drogę odwrotu. Mieli to gdzieś. Zaczęli przepytywać pobitego chłopaka, jego dziewczynę, świadków, ale nie ruszyli tyłków w stronę tylnych drzwi.
Miałem dość. Pobiegłem tam sam. Nie znalazłem już dzieciaka, za to zobaczyłem czterech gliniarzy otaczających mnie z paralizatorami. Kazali mi się położyć, co bez zwłoki zrobiłem (z paralizatorem nawet DA MAN nie wygrał-przyp.GR). Zakuli mnie w kajdanki. Jeden z nich zaczął wygrażać paralizatorem, drugi oparł się na mojej twarzy kolanem-całym ciężarem swego stukilowego cielska. Zaczęli prowadzić mnie do „suki”. Pod klubem rozgniewany tłum zaczął krzyczeć: „To nie ten!On jest niewinny!Zostawcie go!” Ludzie zaczęli szarpać się z gliniarzami, próbując „odbić mnie”. To było naprawdę przerażające.
Kiedy dostałem raport zatrzymania, przeczytałem: „Aresztowany za chuligański wybryk i stawianie oporu (bez użycia przemocy) przy zatrzymaniu” – w raporcie on-line zapisano jednak – „z użyciem przemocy”. Okazał się, że gliniarze zatrzymali też gościa, który uderzył dziewczynę i jego kumpla, który okazał się być synalkiem trenera Miami Dolphins. Prawdopodobnie Delfiny gościły w Tampa, przegrywając mecz z tutejszymi Tampa Bay Buccaneers.
Kiedy siedziałem w areszcie, zobaczyłęm sierżanta M.Farrier’a, rozmawiającego z „damskim bokserem”. Policjant spytał dzieciaka, czy ten zamierza wracać do Ybor, czy pojedzie do Miami. „Miami”-brzmiała odpowiedź, więc sierżant bez namysłu zwolnił kolesia! Bez żadnych protokołów, bez zdejmowania dcisków palców, bez kaucji! Prawdopodobnie wogóle nie wniesiono przeciw niemu oskarżenia! Spytałem Ferrier’a, dlaczego tak postąpił. Gliniarz zareagował bardzo agresywnie. „Tak, był oskarżony o drobną napaść, puściłem go, bo tak chciałem. Co cię to k*rwa obchodzi?”. Odparłem:”Koleś z kumplami zmasakrowali jednego, bezbronnego chłopaka, pobili jego dziewczynę, a pan puszcza go jakby nic się nie stało?”. Cała sytuacja wydała mi się cholernie podejrzana. Sierżant Farrier. Skorumpowany policjant.
Postępowanie wobec mojej osoby odbywało się wyłącznie w wielkim pokoju. Na jego drugim końcu stało mnóstwo krzeseł. Zazwyczaj po wszystkim (po zdejmowaniu odcisków, wykonaniu zdjęć, przesłuchaniu) w tym miejscu czeka się na kogoś, kto przyjdzie i wpłaci kaucję. Każdy, komu ustalono wysokość kaucji, ma prawo zatelefonować stamtąd do bliskiej osoby. Jeśli natomiast kaucji nie będzie, albo zatrzymanego czeka wizyta w więzieniu, człowiekowi zakłada się pomarańczowe ubranko i dopiero w takim stroju wprowadza do tego pomieszczenia. Jest tam też kilka separatek (z kiblem i szkłem z plexiglasu (dla pijanych, naćpanych i ogólnie niesfornych aresztantów). Tylko dwóch czy trzech kolesi kwalifikowało się do izolatki. Jedna kobieta, wyczerpana lub nietrzeźwa, została rzucona głową na krzesło, dodatkowo przygnieciono ją jej ciężką torbą. Wydawało się to trochę okrutne i niezwykłe, bo nie zauważyłem, żeby czymkolwiek zasłużyła sobie na takie traktowanie.
Kiedy kaucja dla mnie została ustalona, zamiast zadzwonić do Altar Boy Luke, spytałem „kobietę od odcisków palców”, czy mogę zobaczyć się z przełożonym sierżanta Farrier’a. Chciałem porozmawiać o dziwnej sytuacji z „damskim bokserem”. Pani w mundurze wyglądała na zdenerwowaną. Kazała mi siadać na miejscu: „Wcześniej czy później ktoś do pana przyjdzie”. „Kiedy? Za minutę, za godzinę, jutro?”-zapytałem. „Nie jesteśmy piep**oną 'Błekitną Linią’! Jak ktoś przyjdzie, wtedy przyjdzie!”. Zapytałem o nazwisko i numer służbowy. Machnęła blachą tak szybko, że nic nie zdążyłem zauważyć. Prawdopodobnie nazywała się sierżant Hallister. Albo Hastings. Skrzyknęła paru gliniarzy i wrzucili mnie do izolatki z czterema pijakami! Bez żadnego powodu! Pytałem innych policjantów o nazwisko tej zołzy. Nie dowiedziałem się, podobnie jak nie dowiedziałem się, kto jest przełożonym jej i Farrier’a.
Aresztowano mnie o 3:10 nad ranem. Minutę przed południem Altar Boy Luke, moi kumple Chris i Skip przyszli po mnie z kaucją. Dłuższą chwilę dziękowałem im za to, że nie opuścili mnie w takiej sytuacji.
Jeszcze dłuższą chwilę zajęło mi zastanowienie się, w jaki sposób plotka o moim aresztowaniu obiegła internet. Jeśli ktoś z was jest osobą, która zapodała „breaking news’a” na www.ChrisKanyon.net. Chciałbym też zobaczyć gdzieś policyjny raport aresztowania tych dwóch zabijaków, których razem ze mną zwinięto pod Ybor. „Damski bokser” miał jakieś 185 cm, ważył niespełna 80 kilo. Ten drugi, synalek trenera, nazywał się chyba Dominic. Może Dimitri… Na pewno z D na początku. Obaj w wieku 23-24 lat.
Opowiedziałem tę historię wielu osobom. Jedna z nich, Hurricane Gregory Shane Helms, stwierdził, że jeszcze mniej od zbrodni popłaca zapobieganie jej. Chyba cała ta sprawa nie była tego warta. Ale i tak wiem, że zrobiłem, co do mnie należało. Na pewne rzeczy patrzę inaczej od czasu terapii, i wobec pewnych zachowań nie umiem przejść obojętnie. Nieważne, że gnojki biją się na ulicach codziennie i codziennie ktoś dostaje wp….. Nieważne, że wszędzie są skorumpowani gliniarze. Nie obchodzi mnie to. Gdybym nie pomógł temu chłopakowi, a tamci goście poważnie zniszczyli by jego zdrowie, nie mógłbym spojrzeć na siebie w lustrze. Dzień po wyjściu z aresztu spojrzałem w lustro, zobaczyłem swoją uśmiechniętą gębę i zajebiście poczułem się z tym, co zrobiłem! Pomyślałem: „Czy walka ze złem się opłaca?”, potem jeszcze raz spojrzałem na uśmiechnięty w lustrze pysk… Cholera, czasem się jednak opłaca.

Kanyon

(za www.ChrisKanyon.com)