Od dłuższego czasu zwykliśmy narzekać na produkt WWE. Największe gwiazdy, najbardziej rozpoznawalne nazwiska, lukratywne kontrakty i masa pieniędzy wpływająca na konto federacji sprawiały, że obrosła wokół niej aura nieśmiertelności. Jednak w pewnym momencie zaczęło dziać się coś na tyle niepokojącego, że dziś słowo „wrestling” moglibyśmy wykreślić z ich nazwy i to bardziej odpowiadałoby temu, co tam oglądamy, a zagorzałych fanów sam z czystym sumieniem nazywam fanami rozrywki sportowej, nie wrestlingu.

Pełny tekst przeczytacie TUTAJ. Autorem jest Sicario.