Wywiad z Bobbym Roodem (The Baltimor Sun)

Arda Ocal (AO): Oglądając Ciebie jeszcze na niezależnej scenie, pamiętam jak myślałem - "Ten chłopak będzie pewnego dnia mistrzem, nie ważne czy szybciej czy później", a teraz jesteś najdłużej panującym mistrzem świata federacji TNA. Myślisz, że to przyszło w odpowiednim momencie Twojej kariery?
Bobby Roode (BR): Myślę, że pora jest odpowiednia. Był taki czas, kiedy rozwiązaliśmy Team Canada w 2006 roku i poszedłem swoją drogą, a już wtedy wiele osób mówiło, że zasługiwałem na szansę, ale teraz myślę, że warto było poczekać. Uważam, że bez sukcesów drużynowych Beer Money nie byłoby mnie tutaj, gdzie teraz jestem. Wszystko stało się zatem w odpowiednim czasie i wszystko działo się z jakiegoś powodu. Czuję się bardzo komfortowo tutaj, gdzie teraz jestem.

(AO): Mówiąc o zmianach w Twojej postaci, o zmianach kierunku - jak bardzo byłeś zaangażowany w ten proces?
(BR): Miałem w tym swój wkład, ale na koniec dnia to nie do mnie należała decyzja. Jednak byłem z tego powodu zadowolony. Czułem się bardzo dobrze i pewnie w nowej roli i nowej postaci, którą możecie oglądać i częściowo stworzyłem ją po swojemu. Te wszystkie "It Factor", "Selfish Generation" - to wszystko moje pomysły. To nie zostało napisane dla mnie, nie zostało stworzone. Nie kazano mi tego mówić. To wszystko było na końcu mojego języka i stanowiło część postaci, którą tworzę. Pomogło mi to wynieść ją na wyższy poziom z tygodnia na tydzień i czuć się jeszcze bardziej komfortowo.

(AO): Cofnijmy się trochę. Jak to się stało, że w 2004 skończyłeś w TNA?
(BR): Dostałem telefon pewnego popołudnia od Scotta D'Amore'a, który pracował wtedy dla federacji. Zapytał, czy nie byłbym zainteresowany przyjazdem do Nashville na trzy tygodnie i wzięciem udziału w "X Cup", jako część "Team Canada". Byłem częścią drugiej generacji "Team Canada" razem z Petey Williamsem, Ericiem Youngkiem i Johnny Devinem. Spędziłem tam trzy tygodnie, a potem wyjechałem z kontraktem w dłoni. Wszyscy członkowie "Team Canada" dostali kontrakt. Wszyscy czterej członkowie podpisali kontrakty. Myślę, że szybko nas polubiono i staliśmy się over już podczas PPV w Nashville. Poza tym Jeff Jarrett musiał zobaczyć coś w naszej grupie i indywidualnie w każdym z nas, po czym stwierdził, że to może mu się przydać. Wspominając, w 2004 roku, kiedy otrzymałem telefon miałem tylko pojechać na trzy tygodnie, a potem wrócić do tego, co do tej pory robiłem, czyli do pracy w sklepie sportowym sprzedając łyżwy, a w weekendy walcząc na scenie niezależnej. Jednak teraz jestem tutaj.

(AO): Czy poprzez odejście z "Team Canada" trudne było stworzenie nowej postaci i ruszenie naprzód?
(BR): Na początku tak. Jednak próbowałem robić wszystko co mogłem, aby zrzucić z siebie ten fetor "Team Canada" i pójść własną drogą. Wszyscy wiedzieli przecież, że jestem Kanadyjczykiem i jestem z tego dumny. Nigdy nie będę się tego wstydził, ani temu zaprzeczał. Dni spędzone w "Team Canada" były wspaniałe. Doprowadziły mnie tutaj gdzie jestem, dosłownie, i spędziłem z tymi ludźmi świetne i niezapomniane chwile. Kiedy odszedłem z drużyny - oni zrobili taki angle "The Hottest Free Agent". Sprowadzili Heenana, Carla Parkera, Sensational Sherii, aby Ci wszyscy managerowi próbowali mnie kupić, zaoferować swoje usługi - było przy tym sporo śmiechu. Myślę więc, że federacja też próbowała pozbyć się tej łatki "Team Canada". Skończyłem z Traci Brooks, jako managerką. Nosiłem szatę w różnych kolorach tak, aby ludzie zapomnieli o moim członkostwie w "Team Canada". Nawet dzisiaj ludzie wiedzą, że jestem Kanadyjczykiem, a na live eventy przychodzą z kanadyjskimi flagami, w starych koszulkach "Team Canada" i rozmawiają ze mną o tamtych dniach. W tym momencie jestem z tego dumny.

(AO): Oczywiście będąc Kanadyjczykiem, jesteś fanem hokeja. Grałeś w hokeja. Co myślisz o tegorocznych playoffach NHL?
(BR): Myślę, że są one bardzo dobre. Wiecie - L.A. zasługują na wygraną. Po pierwszej rundzie myślałem, że będą chłopcami do bicia. Zszokowało mnie, kiedy zobaczyłem tam jednak graczy z New Jersey.

(AO): Wróćmy do bycia mistrzem TNA. Czego oczekują od Ciebie, jako mistrza TNA i jakie masz obowiązki?
(BR): Jest wiele różnych obowiązków poza wychodzeniem do walki co wieczór, w telewizji i na PPV. Przede wszystkim podróżowanie. Dosłownie - od ostatnich siedmiu miesięcy mam cały czas występy w różnych mediach, podróże poza Stany, promowanie kolejnych tourów. Miałem okazję pojechać do L.A. i występować na czerwony dywanie promując SpikeTV czy MTV. Jest więc wiele fajnych i innych rzeczy, ale także sporo obowiązków. Wiedziałem jednak na co się piszę. Kurt Angle było gościem, który kilka lat temu, jako praktycznie pierwszy robił te rzeczy dla federacji. Nie tak dawno wziął mnie na stronę i powiedział, czego mam się spodziewać. Nie mylił się zbytnio. To jest bardzo pracowity dla mnie okres, ale mam też z tego wiele zabawy i zdobytego doświadczenia również.

(AO): Jest pewna grupa fanów, która posmakowała TNA kilka lat temu, a potem się od tego produktu odwróciła, ale teraz, jakby na nowo odkrywają oni TNA. Jak myślisz, dlaczego?
(BR): Myślę, że nasz produkt staje się lepszy, a taka zdolność w federacji była od zawsze. Myślę, że nie ma on sobie równych w dowolnym miejscu na świecie. To jest także machina - wiesz - wszystkie trybiki muszą współpracować dobrze, aby odnieść sukces i mam wrażenie, że odwróciliśmy kartę. Teraz mieliśmy przecież największe nasze PPV - Slammiversary. Każda poszczególna walka od pierwszej do ostatniej w karcie była świetna, a nasze gale telewizyjne stają coraz to lepsze i lepsze. Mamy kilka odmiennych rzeczy, których ludzie nie mają okazji zobaczyć w innych wrestlingowych show - trochę realizmu, trochę narodowych spraw, intrygujące historie i storyline'y oraz najlepsze wrestlingowe walki i zwrócenie z powrotem uwagi na to, co powinno być najważniejsze - World Title. W tym roku ponownie ruszamy z "Bound for Glory Series", gdzie 12 chłopaków będzie walczyło o miano pretendenta do World Title na Bound for Glory PPV - więc uważa, że jest to wiele dobrych rzeczy. No i oczywiście, bycie live w każdy czwartek, co oznacza, że wszystko może się zdarzyć. Myślę, że teraz w mediach społecznościowych, kiedy coś się nagrywa wcześniej, ludzie mają możliwość przeczytania już wcześniej o tym i zadecydowania, czy chcą to obejrzeć czy nie. Teraz kiedy idziemy live, zmuszamy fanów, aby oglądali to, a także kreujemy nową grupę tych fanów.

(AO): Co myślisz o tym, że Impact idzie live w czwartki i ma także nową porę antenową?
(BR): To wspaniała rzecz. Wcześniejsza pora zawsze będzie pomocna w szukaniu i generowaniu nowych fanów, młodszych, a także w zwróceniu uwagi na federację i cały nasz produkt wrestlingowy. Zmiana pory jest więc świetnym ruchem. Starsi fani zaczną powoli się przyzwyczajać do nowej pory, ponieważ emitowano od długiego czasu od godziny 21, że dla nich może to akurat być wielka zmiana, ale uważam, że długofalowo będzie to opłacalne. No i oczywiście, nadawanie live jest ważne - to tak właśnie powinien być robiony wrestling. Myślę, że zawsze powinien być na żywo. Uczestnicy tego, patrząc z mojej strony, zawsze muszą być przygotowani, gotowi, nie ma okazji do pomyłki i ponownego nagrania czegoś. To dodaje takiego dodatkowego podekscytowania, podniecenia. Natomiast, jako fan wrestlingu, uważam, że to daje pewien element zaskoczenia.

(AO): Jeżeli ludzie włączą Impact, to zobaczą rzeczy, których normalnie by nie zobaczyli. Pamiętam jeden segment kilka tygodni temu z Hulkiem, Jeffem Hardym, Kurtem, Bullym i Stylesem siedzącymi w pokoju i rozmawiającymi - "Musimy wykoleić pociąg o nazwie <Bobby Roode>". Takich segmentów normalnie nie widzi się w show wrestlingowym. Co myślisz o tych nowych sposobach prezentowania pro wrestlingu?
(BR): Sposób w jaki patrzę na to? Wszystko w wrestlingu już zostało zrobione, więc w jaki sposób coś starego może być ponownie nowe. Jednak można spróbować stworzyć nowe rzeczy - takie, których nikt jeszcze nie zrobił wcześniej. I to właśnie próbujemy zrobić. Biznes wrestlingowy został odsłonięty do pewnego stopnia i wszyscy wiedzą, że są to występy i pokazy. Więc możliwość zobaczenia poza kurtyną ludzi, którzy zajmują się swoimi sprawami, daje poczucie realności, a realizm jest teraz tak bardzo pożądany od kilku lat. Myślę więc, że dawanie takich elementów w wrestlingowym show będzie bawić ludzi i przyciągać większą liczbę widzów. Dlaczego mamy więc tego nie robić?

(AO): Czy masz jakichś wrestlerów, o których powiedziałbyś - "Wiesz co? Chcę pracować z tym gościem w przyszłości."
(BR): Samoa Joe przychodzi mi na myśl. To jest człowiek, który już był na szczycie kiedyś, ale myślę, że ma jeszcze wiele przed sobą i jest niezniszczalny. Uważam, że razem zrobiliśmy coś wielkiego. Kolejnym jest Austin Aries, czyli najdłużej panujący mistrz Dywizji X w TNA. On już przed przyjściem do TNA udowodnił swoją wartość w tym biznesie i jest bardzo szanowany, więc myślę, że gościem, który nie boi się wyzwań, a z którym chciałbym pracować. Jednak tak, jak mówię - nasz roster od samego szczytu po sam dół jest tak solidny, jaki tylko może być. Myślę, że Gunner ma przed sobą wielką przyszłość, także jako topowy zawodnik. Ta federacja nie narzeka na brak talentów - na pewno.

(AO): Jakie są Twoje najlepsze chwile w TNA? Którą wyróżnia się ponad pozostałe?
(BR): Oczywiście. Jest to zdobycie World Championship. Z jednego prostego powodu - zdobyłem World Title walcząc przeciwko mojemu byłemu drużynowemu partnerowi, a to wszystko zmienia charakter człowieka, zmienia jego podejście i to doprowadziło mnie tu, gdzie dzisiaj jestem. Miałem także wiele wspaniałych walk, z których część mogliście zobaczyć na PPV czy w telewizji. Jednak jedną z najlepszych była styczniowa podczas live eventu w Anglii. Miałem przyjemność walczyć w Six-man Tag Team Matchu. Moimi partnerami byli Kurt Angle i Bully Ray, a przeciwnikami Sting, Hulk Hogan i James Storm. To było niewiarygodne, wspaniała chwila cztery noce z rzędu mogłem walczyć przeciwko Stingowi i Hoganowi jednocześnie w jednym ringu. Miałem wiele wspaniałych możliwości i chwil, mam nadzieję, że będą jeszcze one trwać.

(AO): Jak ludzie próbują dotrzeć do Ciebie, złapać kontakt?
(BR): Wiele osób nie lubi do mnie dzwonić. Nie wiem dlaczego. Nie lubią ze mną zbytnio rozmawiać. Mam swojego Twittera, ale jestem tam tylko raz na jakiś czas.

(AO): Nie przypominasz kogoś, kto bezgranicznie kocha portale społecznościowe.
(BR): Mam być z Tobą szczery? Nienawidzę ich. Jedyny powód dla którego mam konto na Twitterze, to taki, że Dixie mi je utworzyła. Używam go do podawania jakichś informacji, reklamowania nadchodzącej gali czy ogólnie wrestlingu. Jednak nie mam Facebooka, nigdy nie miałem i nie będę miał. Więc, jeżeli jest tam jakiś Bobby Roode, to nie ja. Ale tak, nigdy nie byłem wielkim fanem Internetu i mediów społecznościowych.

(AO): Niedługo kolejne PPV od TNA - Destination X. Powiedz ludziom czytającym ten wywiad, dlaczego muszę je obejrzeć?
(BR): Już na Slammiversary pokazaliśmy dosłownie, że każdy walka mogłaby być main eventem. Rozpoczęliśmy od starcia o X-Division Title pomiędzy Samoa Joe a Austinem Ariesem, które rozpaliło wszystkich widzów i tak kontynuowaliśmy do main eventu. Ci chłopacy i dziewczyny w szatni dają z siebie 1000 procent każdego wieczoru - nie ważne czy to idzie live w telewizji, czy to jest live event. Nie wszystko można zobaczyć podczas Impactu czy na live evencie. Na PPV dajemy dla widzów coś specjalnego i tak będzie i tym razem. Obiecuję.



Dla The Baltimor Sun z Bobbym Roodem rozmawiał - Arda Ocal.
Tłumaczenie na język polski dla Attitude.pl - Vercyn.

dodane przez Vercyn w dniu: 24-06-2012 18:01:19

Udostępnij

Komentarze (1)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Bardzo ciekawy wywiad.
Mimo, że TNA się bardziej interesuje to jakoś nigdy mnie nie zainteresowało jak Roode trafił do TNA. Co prawda wiedziałem dokładnie o Team Canada itp, ale nie wiedziałem, że miał wystąpić tylko w World X Cup. Myślę, że Roode dostał pas w odpowiednim momencie, gdyby został rzucony na głęboką wodę zaraz po rozpadzie Team Canada nie mielibyśmy tak wspaniałego TT jakim było Beer Money. Ten TT wypromował go jeszcze bardziej przez co stał się bardziej rozpoznawalnym zawodnikiem. Chciałbym zobaczyć kiedyś feud Roode'a z Joe o pas, albo Roode vs Joe vs Aries. Te walki mogłyby wyjść naprawde epicko, oczywiście zgodzę się z Roodem, że Gunner ma przyszłość przed sobą tylko muszą go wykreować na prawdziwego heela, którego ludzie będą się bać.

napisane przez Tupak w dniu : 24-06-2012

Partner

Program do sprawdzania plagiatu tekstu

Sondy

Na ile walk WWE Summerslam 2017 czekasz? O
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12

Komentarze i wyniki

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Twitter

Reklamy