TNA, czyli kwintesencja wrestlingowego syfu - Część 2

Orlando Jordan



Jak zwykle jego postać musiała mieć znamiona czegoś kontrowersyjnego i tak też zaczęła się jego przygoda z TNA. Zadebiutował na historycznym Impact! z 4 stycznia 2010 roku i o ile podczas tego show wszystko wydawało się być normalne to już kilka tygodni później wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Jordan pojawił na pewnego pięknego dnia na kolejnej tygodniówce, ale nie był sam. Towarzyszył mu mężczyzna(jego chłopak w normalnym życiu) i dziewczyna. Jak nie trudno się domyślić TNA miało w planach bardzo wyrazisty gimmick biseksualisty, ale po wielu negatywnych opiniach na temat tego występu, niektóre sceny zostały wycięte i nie pojawiły się w TV, a sama postać została dość mocno złagodzona. Nie przeszkodziło to jednak Jordanowi w smarowaniu swojej klatki piersiowej kremem i pokazywaniu się tak publiczności zgromadzonej w Impact Zone, a chanty "this is creepy" stawały się powoli normą. Jak na złość Orlando dostał też swój segment interview, który nazywał się "The O-Zone" i jak tylko sobie przypomnę jak wychodził do ringu owinięty jedynie w taśmę zabezpieczającą to aż mnie zbiera na mdłości. Cóż, całość może nie trwała długo, ale chodzą słuchy, że był to jeden z pomysłów Vince'a Russo, który poprzez kontrowersje miał sprawić, że pieniądze będą spływały do federacji jak z rogu obfitości. Jak się to wszystko skończyło to już nie trudno się domyśleć.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


The Band



Kolejna próba reaktywacji nWo! Oczywiście wszystko miało miejsce na pamiętnym Impact z 4 stycznia(mam wymieniać nickami osoby które chwaliły to show, chwaliły ilość debiutów i zapowiadały, że niebawem Impact przeskoczy rating 2.0? Haha! ) gdzie do Nasha dołączył również będący w absolutnie tragicznej formie Scott Hall(gość nie potrafił swobodnie wejść na ring, ale było wiele głosów, że nie ma tak źle!), a także Sean Waltman. Nie wiem na co liczył Hogan i Bischoff, ale widząc to jak oni się w 3 prezentują to jedynie największy mark mógłby uwierzyć, że ta trójca święta może coś w tej federacji namieszać. Oczywiście TNA w dupie miało to czy ktoś zwraca uwagę na ich formę fizyczną, dla nich ważne było to, że wielkie nazwiska są w federacji i trzeba ich przecież jakoś nagrodzić. Minęło więc kilkanaście katastrofalnych tygodni i o to przyszedł czas kiedy na pewnym Impact Kevin Nash wybrał Halla na swojego partnera i wykorzystał walizkę Feast of Fired. Jako, że Matt Morgan walczył sam jako mistrz zespołowy(takie akcje też uwielbiam!) to "Banda" bez problemu pasy wygrała. Oczywiście jak to z takimi osobistościami bywa, Hall kiedy nie był w stanie walczyć to o dziwo przegrywał w "papier, kamień, nożyce" i mógł spokojnie stać z boku. Waltman zaliczył swój firmowy no-show, a TNA znów wykorzystało Freebird Rule, żeby Eric Young jako nowy członek stajni mógł spokojnie bronić pasów. Trochę poleciałem bez chronologii, ale to akurat jest mniej ważne, bo Waltman za no-show został bez szans na nowy kontrakt, a Hall przez swoje różnorakie problemy również po czasie został zwolniony. Tak właśnie wyglądało nWo rodem z TNA!

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Moose



Tutaj mam prawdziwą gratkę dla fanów sceny niezależnej. Moose to oczywiście Mickie Knuckles, kobieta która zasłynęła tym, że na amerykańskiej scenie niezależnej walczy regularnie w walkach hardcore'owych, a także UV. O dziwo została ona panią ochroniarz stajni Beautiful People co patrząc na jej wygląd jest chyba jedyną opcją jaka wchodziła w grę(z całym szacunkiem). Początkowo TNA planowało dla niej całkiem niezły push jako tej hardcore'owej Knockout i Moose pokonała nawet takie osoby jak ODB czy Roxxi, ale niestety przez swoją pasje do walk UV i przez swoją lojalność względem IWA-MS straciła swoją szansę na większą karierę w mainstreamie, bo złamała nogę i tym samym straciła też kontrakt. Z jednej strony szkoda, a z drugiej jak to zwykle ma miejsce w TNA wszystko było prowadzone od dupy strony, a jej brak na kolejnych galach został tak olany jak krótka przygoda Rosie Lottalove.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


"Prince" AJ Styles



Teraz pewnie mi się dostanie, ale co tam. AJ Styles ma duże rzesze fanów i sam cenie sobie tego wrestlera, ale nie zawsze jest niedziela jak to mawiają. Był pewien okres w TNA w którym AJ nie podobał mi się w ogóle, były to czasy Christian Coalition i Angle Alliance. Styles cały czas wahał się którą stajnie wybrać i kiedy wreszcie wybrał stajnie Kurta to ten w nagrodę dał mu nie tylko przydomek "Prince Of Phenomenal", ale także koronę… Chyba nie musze mówić jak ktoś taki jak AJ wyglądał w tej koronie prawda? Oczywiście Prince to nie była jedyna bolączka związana ze Stylesem w tamtym okresie, bo na równi albo nawet bardziej w oczy rzucała się jego miłość do… Karen! Pamiętacie ten segment w którym Kurt chciał wykorzystać Walentynki żeby odnowić przysięgę małżeńską? Cóż, sprawy potoczyły się wtedy nie po jego myśli, bo zamiast odnowić przysięgę to został zaatakowany przez Nasha i Joe, a zamiast niego u boku Karen stanął właśnie AJ i z wrażenia, a i pewnie ze szczęścia pocałował żonę Kurta. Były też krótkie filmiki z miesiąca miodowego i wszystko co się z tym wiąże, a więc niech osoby, które oglądały to niedawno tylko w składzie Jarrett/Karen nie myślą, że to pierwszy taki pomysł w wykonaniu TNA.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Bubba the Love Sponge



Ten to był dopiero agent! Nie wiem co było gorsze, sam fakt, że ktoś taki zabierał czas antenowy czy to, że w ogóle się tam znalazł przez swoje koneksje z Hoganem. Myślę jednak, że to drugie, bo o ile on-screen podczas wywiadów nie mógł narobić zbyt wielu szkód to jeżeli chodzi o backstage był arogancką i prostacką osobą. Pierwsze tygodnie jego pobytu upłynęły bardzo spokojnie, chociaż już wtedy większość miała Hoganowi za złe, że Bubba, czyli osoba nie mająca z tym biznesem nic wspólnego jest wpychana do telewizji. Tak jak napisałem wcześniej Bubba najwięcej szkód robił off-screen, kiedy nabijał się z tragedii na Haiti czy też nękał Awesome Kong od której dostał później konkretną nauczkę. Fani Awesome Kong mogą mu podziękować, bo to właśnie w dużej mierze przez niego Kong opuściła federacje Dixie. TNA chciało pokazać, że jakoś reaguje na tego typu zachowania, ale ni z tego ni z owego Bubba wrócił kilka tygodni później jako osoba odpowiedzialna za wywiady w stajni The Band. To też nie trwało zbyt długo i potem nastąpiło zwolnienie, ale w niektórych aspektach pracy zarządu TNA radze nie doszukiwać się logiki.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Brutus Magnus



Modern Day Gladiator! Oczywiście jest to kolejna postać, którą TNA próbowało nawiązać do innego show. Tym razem jednak trudno było nawet próbować przyciągnąć jakichś widzów skoro "Gladiators" to była seria puszczana tylko w UK. Bardzo mnie to w tamtym czasie irytowało, bo gość był mocno bookowany i większość walk wygrywał w squashach i tacy wrestlerzy jak Chris Sabin to nie byli dla niego żadni rywale. TNA poszło jednak po rozum do głowy i widziało, że nic ciekawego z tego nie wyjdzie, bo publiczność reagowała słabo, a sam Magnus(głowy nie daje, ale na początku to on się chyba miał nazywać Brutus Maximus) w ringu nie pokazywał niczego ciekawego. Najgorsze jest jednak to, że TNA znów porzuciła jakiś gimmick bez żadnego wytłumaczenia, bo przecież Magnus zniknął na krótki okres czasu z TV, a potem nie był już gladiatorem tylko liderem stajni British Invasion. Kolejny raz trudno się w tym wszystkim doszukać logiki, ale też trudno szukać logiki w czymś co tej logiki nie ma.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


"Guru" Sonjay Dutt



Ogólnie to Sonjay zazwyczaj był tym najbardziej niedocenianym wrestlerem X-Division, bo nawet gdy był w najlepszej formie to jakoś daleko mu było do pasa. W 2007 roku Dutt dostał gimmick "Guru"(ten pomysł to sprawka Nasha), wyglądał jakby wyciągnęli go prosto z Bollywood, a przed walką zbierał pieniądze od fanów w Impact Zone. Niestety wszystko co najgorsze dla fanów dopiero było przed nimi, bo TNA wpadło na pomysł trójkąta miłosnego Lethal-Val-Dutt. Val on-screen była dziewczyną Lethala, a Dutt systematycznie się w niej zakochiwał, zaczynało się od skromnych kradzionych pocałunków, a skończyło na jednym z gorszych feudów w historii tej organizacji. Obaj panowie rywalizowali ze sobą, ale obaj chyba głównie stracili na swoich gimmickach, a Dutt niedługo potem pożegnał się z federacją mimo, że wygrał Ladder Match po którym mógł ożenić się z So Cal Val. Możecie wierzyć, że przerwanie ślubu na Slammiversary 2008 to wcale nie była najgorsza rzecz podczas programu obu panów. Dwa gimmick matche, które stoczyli, czyli Black Tie Brawl And Chain oraz Ladder Of Love znajdą swoje miejsce w tym tekście kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora, a możecie uwierzyć na słowo, że warto o tym poczytać.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Winter



Katie to dobra wrestlerka, ale to w jaki sposób pojawiła się po raz pierwszy w TNA przypominało omamy jakie czasami mieli Kane albo Randy Orton kiedy widzieli Undertakera. Różnica polegała na tym, że to nie Katie miała zwidy tylko Angelina Love która widziała ją w swojej wyobraźni… Wyobraźnia Angeliny nadała jej imię Winter i od tamtego momentu regularnie mogliśmy oglądać segmenty podczas których wystraszona Angelina widzi Winter obok siebie albo w lustrze itp. Oczywiście przechodząca obok Velvet nikogo nie widziała, ale to też do czasu, bo przecież TNA nie mogło za długo ciągnąć czegoś tak głupiego, a oglądanie wystraszonej Love z czasem zaczynało robić się bardzo nudne. Trudno w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć coś takiego, więc federacja po prostu wprowadziła ją do rosteru i regularnie zaczęła pojawiać się na galach, ale jednak brak jakiegokolwiek racjonalnego myślenia ze strony bookerów było czuć na kilometr i pozostaje się tylko zastanowić kto wpadł na tak idiotyczny pomysł.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Drunk Runt



Brohter Runt to oczywiście 3 członek Team 3D, który stosunkowo krótko był w TNA, bo mogliśmy go oglądać przez mniej więcej rok. O ile pierwsze 6 miesięcy było normalne w jego wykonaniu i spisywał się dobrze w takiej, a nie innej roli to później ktoś wpadł na pomysł aby wprowadzić storyline z Runtem który pojawiał się on-screen pijany. To właśnie przez jego interwencje 3D zostali zdyskwalifikowani i nie wygrali pasów i to głównie podczas feudu z LAX pijany Runt pojawiał się na Impactach. Na szczęście wszystko to nie trwało długo, a zakończyło się w momencie w którym Runt został porażony przez Konnana przy pomocy paralizatora. Nie wiem czy był to gimmick za karę, ale nie zdziwiłbym się gdyby akurat w tym przypadku tak było(chociaż z drugiej strony nie słyszałem, żeby Spike coś przeskrobał), bo pomimo braku jego postaci w TV to jego kontrakt wygasł dopiero po kilku miesiącach.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Don West



Jeżeli ktoś nie nadaje się do komentowania gal to na pewno tym kimś był Don West. Don to osoba która przed karierą TNA zajmowała się głównie czymś co u nas można porównać do telezakupów Mango i z naszym ulubionym biznesem nie miał niczego wspólnego. Może był fanem? Tego nie wiem, ale wiem, że to przez koneksje z Russo dołączył do federacji i zaczął pracę color commentatora. Jak nie trudno się domyślić w zestawieniu z kimś takim jak Mike Tenay, który nie bez powodu nazywany jest "Profesor" West od pierwszych gal wypadał fatalnie i wyraźnie czuć było, że jego rozumienie tego biznesu dalekie jest od ideału. Szczerze powiem, że trochę żałośnie to wyglądało gdy Tenay starał się i opowiadał o wielu rzeczach naraz, a West miał problem z wyartykułowaniem najprostszych wrestlingowych akcji i przy nim nawet Ed Ferrara na stoliku komentatorskim w 2002 roku wyglądał jak ktoś kto zna się na tej robocie. Pierwsze małe pozytywy w postaci sprzedawcy Mango zauważyłem dopiero w 2009 roku kiedy przeszedł heel turn i nie dogadywał się za dobrze ze swoim partnerem co systematycznie doprowadziło do tego, że opuścił on stolik na rzecz Taza i został oficjalnym fanem, agentem i menadżerem(wszystko w jednym) Amazing Reda.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Sheik Abdul Bashir



Daivari swoją przygodę w TNA rozpoczął całkiem przyzwoicie, bo był to czas World X-Cup, ale gdy tylko turniej się zakończył to nie było już Daivariego, a był Sheik Abdul Bashir. Jeżeli pamiętacie gimmick Muhammada Hassana z WWE to Bashir był jego kopią z Orlando. Czy był dobrym heelem? Moim zdaniem nie, bo co to za sztuka wyjść na ring obrażać amerykanów? Niestety od momentu zmiany gimmicku Sheik dostawał systematycznie coraz więcej czasu antenowego, a i na push nie mógł narzekać. Nie zajęło mu dużo czasu aby wygrać X-Division Title i stać się czołową postacią jeżeli chodzi o środek karty, ale niestety w ringu nie dało się tego za bardzo oglądać. Jeżeli ktoś mnie dzisiaj pyta kto był najgorszym mistrzem tej dywizji w historii to bez wahania odpowiadam, że właśnie Sheik(nie liczę tego nieszczęsnego Abyssa…), bo to w jaki sposób psuł nawet najfajniej wyglądające walki wołało o pomstę do nieba. Typowo ograniczający gimmick opierający się głównie na cheap shotach, czyli coś co w tej dywizji było czymś nowym, ale zdecydowanie nie było czymś dobrym. Bashir jakby tego było mało dostał program o którym wspominałem wcześniej, czyli feud z Shanem Sewellem, a także z Rhino. Ha i jeżeli mnie spytacie który wrestler w całej historii najgorzej sprzedawał Gore w wykonaniu War Machine'a to znów bez wahania powiem, że Bashir(swoją drogą najlepiej chyba Roode, bo ciągle mam przed oczami to jak świetnie sprzedawał power tej akcji)! Z czasem jego pozycja zdecydowanie spadała, ale chyba żaden prawdziwy fan nie zapomni tych szopek związanych z ulubionym pasem większości fanów TNA.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Gunner & Murphy



Gunner i Murphy, czyli TNA Security! Długo myślałem nad tym czy ich tutaj umieścić czy po prostu odpuścić, ale nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił, tym bardziej, że ta para swoimi twarzami promowała stajnie Immortal, która powinna składać się z mocnych nazwisk, a nie takich popierdółek! Immortal to oczywiście nawiązanie do Hulka Hogana, więc nie wiem jakim cudem taka para znalazła się w takim miejscu o takiej porze, ale nie wspominałbym o nich gdyby nie byli pushowani. W parze dostali shota na tag team title, ale to i tak nic, bo dopiero w singlu zaczęły się dziać ciekawe rzeczy. O ile Murphy za dużo nie zdziałał, to Gunner z czasem był coraz bardziej promowany i jego widok podczas ważnych wydarzeń w TV to była absolutna norma. Kiedy na początku roku wygrał wakujący TV Title(o matko pamiętacie tą walkę? Gunner vs. Murphy vs. Rob Terry, ale skład!) to ostatecznie pogrzebał ten pas w oczach wszystkich fanów, bo to był okres w którym na swoich barkach promowanie tego tytułu mieli AJ Styles, Doug Williams czy też Abyss i nagle wyskakuje ochroniarz i zdobywa jeden z lepiej prowadzonych tytułów w tamtym okresie. Nie mam pojęcia co oni w nim widzieli, bo ring skillsy ma na bardzo kiepskim poziomie i jego akcje jestem w stanie policzyć na palcach jednej ręki, a na mikrofonie to nawet nie ma co komentować. Jeżeli miałbym dać mu jakiś plusik, taki malutki to chyba jedynie za niezłe odgrywanie postaci, ale to za mało do licha!

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Black Reign



Czyli kolejny fatalny gimmick Dustina Rhodesa i kolejne nieudane podejście do TNA. Black Reign swoją przygodę w TNA rozpoczął od feudu z Chrisem Harrisem co było dla fanów Chrisa(pozdrowienia dla Grima) wielkim ciosem, bo przecież nie tak miała wyglądać kariera Wildcata po King Of The Mountain z Slammiversary 2007. Oprócz fatalnego w skutkach dla Harrisa programu Black Reign brał też udział w starciach kilku monsterów co momentami wyglądało komicznie, bo taka mieszanka jak Abyss, Black Reign czy Rellik w jednym ringu to był śmiech na sali. Niestety najgorsze było dopiero to co wydarzyło się potem, czyli "pamiętny" feud Kazem. Dla Kaza był to chyba jeszcze większy cios niż dla Harrisa, bo kto chciałby mieć program z srebrno-czarną, groźniejszą wersją Rhodesa? Cały czas mam przed oczami Capture The Rat Match, gdzie stawką był szczur Black Reigna, czyli Misty i jeżeli chodzi o On A Pole Matche to akurat można w 100% stwierdzić, że była to sprawka pana Russo. Dustin Rhodes to załapał się na kretyński gimmick zarówno w TNA jak i w WWF i WCW. Masakra jednym słowem, Dusty chyba nie był w tamtych okresach za bardzo dumny.

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)



Gimmick matche/walki/storyline'y:



Nie samymi gimmickami wrestlerów człowiek żyje, a w TNA były też inne rzeczy które śmiało można podciągnąć pod tytułową kwintesencje wrestlingowego syfu, więc bez owijania w bawełnę po prostu trzeba przejść do kolejnego(uspokajam, krótszego) działu.

Ladder Of Love



Chyba każdy fan tego biznesu lubi walki z użyciem drabin, ale dla TNA byłoby to coś zbyt oczywistego i zamiast pasa zawieszonego nad ringiem, czy chociażby jakiegoś kontraktu dostaliśmy poduszkę na której leżał pierścionek zaręczynowy! Tak, to jest wspomniana walka z feudu Jay Lethal vs. Sonjay Dutt która odbyła się na No Surrender 2008. Chyba nie musze mówić, że panowie się starali, ale całe momentum od razu spadało kiedy wchodzili na drabiny? Obowiązkowo do obejrzenia, głównie po to żeby zobaczyć jak to wszystko wyglądało.

Black Tie Brawl And Chain



Ten sam feud, to samo podłoże, walka która odbyła się miesiąc przed No Surrender, czyli Hard Justice. Panowie Lethal i Dutt zostali zabookowani do walki w której byli połączeni ze sobą łańcuchem i musieli walczyć w… strojach galowych! Tutaj nie było nawet fajnych spotów które można było uświadczyć miesiąć wcześniej, ale gdy tylko człowiek zobaczył co się dzieje w ringu to od razu mógł łapać się za głowę. Jak już wspomniałem wcześniej feud Lethal vs. Dutt to jeden z gorszych w całej historii federacji z Orlando, bo przecież do tego dochodzi przerwany ślub na Slammiversary i cała otoczka jakby żywcem skopiowana z Macho Mana i Miss Elisabeth. Żałosne.

Elevation X



Cóż, jeżeli miałbym wybierać najlepsze pomysły TNA z całego okresu ich istnienia to na pewno znalazłoby się tam Ultimate X. Niestety, Elevation X wprowadzone na Destination X 2007 to już była po prostu masakra, bo sama konstrukcja ssała i nie nadawała się do prowadzenia ciekawej walki, a opierała się jedynie na ostatecznym spocie. Bardzo to wszystko przypominało Scaffold Match i chyba każdy przyzna, że zabijało to całą dramaturgie. Prawdziwym pechowcem okazał się być Rhino, który musiał się męczyć w tym gimmick matchu dwa razy z rzędu podczas Destination X w latach 07-08.

Last Rites



Świeczniki stojące na narożnikach, trumna zawieszona na platformie unoszącej się nad ringiem to takie krótkie zobrazowanie tego gimmick matchu w którym spotkali się Abyss ze Stingiem. Już sam Casket Match to walka do której trzeba podchodzić ze sporym dystansem, a co dopiero kiedy dochodzą do tego takie klimaciki jak podczas Destination X 2007. Tak jak Lethal z Duttem nie skończyli na jednym fatalnym gimmick matchu tak Sting z Abyssem również nie zadowolili się tylko tym jednym.

Prison Yard



Sting w masce Abyssa to w tamtym okresie była norma, a z jakimi pomysłami na swoją postać zmagał się Monster już pisałem, więc przejdę tylko do kolejnej walki, która aż raziła swoją oryginalnością. W walce chodziło o to aby zamknąć przeciwnika w mini klatce, która stała na środku ringu(na początku nie stała, ale jak TNA ma w zwyczaju została spuszczona, to kolejny motyw który lubi Vince Russo, bo to też on głównie optował za tym aby Owen Hart spuścił się na linie podczas Over The Edge). Jak nie trudno się domyślić walka opierała się głównie na brawlu, a gdy tylko przenosiła się na ring to jakoś emocji nie było za grosz.

Fish Market Street Fight



Różne widziałem Street Fighty w życiu, ale żeby hardcore'owe przedmioty zamienić na ryby?! Totalna głupota, a jak doda się do tego fakt, że udział w tej walce wzięli Shark Boy czy Curry Man to mamy idealną mieszankę wrestlingowego crapu do którego śmiało można też z tej okazji podłączyć Team 3D, które u Dixie miało niesamowitego pecha do gimmick matchy. Ciekawie się złożyło, bo ostatnie kilka walk które opisałem odbyło się na Destination X. Czyżby klątwa słabych walk podobna do tej z Victory Road?

Hard 10



Wspominałem o tym, że Dupp Cup było niedopracowane, no to Hard 10 po tym względem było już o wiele lepsze, ale i tak daleko było do ideału. Jedyny taki turniej odbył się w 2003 roku i wygrał go Sandman, który pokonał w finale New Jacka i pewnie zaślepieni fani plastikowego hardcore'u znaleźliby coś dla siebie, ale wszystko można podciągać pod jakiś pozytyw tylko nie ma to najmniejszego sensu. Żeby wygrać walkę na zasadzie Hard 10 trzeba było zdobyć 10 punktów. Jak można było zdobywać punkty? 1 punkt za uderzenie przeciwnika jakimkolwiek obiektem, a 5 za wrzucenie rywala na stół. Jak nie trudno się domyśleć stołów trochę poleciało podczas całego turnieju.

Reverse Battle Royal



Walka która była organizowana z okazji Fight For The Right. 16 zapaśników zaczynało starcie poza ringiem i pierwszych 8 którzy dostali się na ring przechodziło do kolejnej fazy, czyli Over The Tope, a finałowa dwójka toczyła ze sobą bój do pierwszego pinu/suba. Niesamowita jest kreatywność osób odpowiedzialnych za pomysły w TNA, ale tego nie wymyśliłby niejeden reżyser filmowy! Oczywiście najgorszy w tym wszystkim był realizm, bo przecież były momenty w których niektórzy wrestlerzy śmiało mogli wejść na ring, ale tylko oni wiedzieli dlaczego czekają aż ktoś ich powstrzyma…

Lockbox Challenge



O co chodziło? Knockouts walczyły w ringu i ta której udało się uzyskać pinfall dostawała w nagrodę klucz do jednego z boxów stojących w innym miejscu hali. Jakie nagrody można było wygrać? Pająka Tary - Poisona, pas Knockouts, możliwość wykonania striptizu(!), a także możliwość wybrania walki w dowolnym gimmick matchu. Aż chciałoby się zapytać czy to jest jakiś teleturniej na Polsacie, ale nie to jest wrestling!

Nation Of Violence



Z gimmick matchy warto przejść to storyline'ów, które TNA lubi ucinać bez żadnego wytłumaczenia. Oczywiście nie było tak z wszystkimi, ale niektóre przez swoją głupotę po prostu muszą się tutaj znaleźć. Nation Of Violence to oczywiście storyline, który miał sprawić, że Samoa Joe będzie się wspinać po drabinie pushu w federacji, ale niestety w oczach wielu fanów była to tylko i wyłącznie porażka. Joe pojawił się w nowym gimmicku na początku 2009 roku, miał na twarzy tatuaż(rysunek bardziej), a latanie z maczetą nie było mu obce. Przystawianie miecza do szyi Scotta Steinera, wariowanie w ringu po kilku minutach walki czy porywanie wrestlerów było na początku dziennym, a wszystko to żeby tylko wypromować jego mentora, który niebawem miał pojawić się w federacji. Jak się okazało, tym mentorem został Taz, który chwile po tym został komentatorem i wszystko bez większego zaangażowania w wyjaśnienia się skończyło. Bookerska poezja jednym słowem.

Tajemnicza osoba na Final Resolution 2008



Na grudniowym Final Resolution 2008 zapowiedziana została pewna osoba, która miała dopilnować aby Foleyowi nic złego się na tej gali nie stało. Tą osobą miał być były mistrz świata, a jak wiadomo w tego typu akcjach liczą się jedynie federacje, które należą w jakimś tam stopniu do mainstreamu. Mówiło się o NWA/WCW, WWF/E, ECW czy w ekstremalnych przypadkach nawet o kimś z AWA. TNA promowało to wydarzenie i wiele osób naprawdę dało się na to nabrać, były prowadzone sondy SMS, oficjalna strona TNA przeprowadzała różne ankiety itd. Kto okazał się tym tajemniczym byłym mistrzem świata? Al Snow! Tak to nie żart, człowiek który w WWF miał jedne z gorszych gimmicków w historii i który utworzył J.O.B Squad przybył do TNA! Z całym szacunkiem dla Ala, bo go lubię to pasował do całego angle'a jak pięść do nosa.

Lęk wysokości



Pewnie sobie myślicie co on do cholery wymyślił, ale to nie do mnie pretensje tylko do TNA! Fobii w TNA było kilka, większość niewarta zapamiętania, ale akurat lęk wysokości utkwił mi na tyle, żeby o nim tutaj wspomnieć. Dlaczego? Może nie wspominałbym o tym gdyby miał to jeden wrestler, ale tak nie było. Ostatnio lękiem wysokości raczył nas Doug Williams jak mistrz X-Division i akurat w jego przypadku wyglądało to całkiem fajnie i pasowało do gimmicku. Jednak jak się tak dłużej zastanowić to przed nim byli też inni. Lęk wysokości miał James Storm, ale miał też Brother Ray! 3 heelów bojących się wysokości to byłaby nie lada komedie w jakimś Ladder Matchu. Pamiętam też, że Brother Devon bał się ciemności, więc Team 3D się świetnie uzupełniało.

World Beer Drinking Championship



Cały pomysł na nowy pas w TNA wziął się od trwającego feudu między Youngiem a Stormem. James przedstawił nowy pas podczas backstage'owego drinking brawlu z Youngiem na Genesis 2007, ale na tej samej gali, już w ringu ten pas przegrał! Nie pamiętam ile trwała cała ta żenada, ale nie było to nawet pół roku i na szczęście Rhino wziął sprawy w swoje ręce i zniszczył to wątpliwej rangi trofeum.

Orlando Screwjob



Orlando Screwjob to nic innego jak zwycięstwo Jeffa Jarretta podczas King Of The Mountain Matchu na Slammiversary 2006. Jarrett w tamtych czasach trzymał pas dosłownie co chwile i publiczność miała już wystarczająco dość jego runów, ale żeby zrobić z siebie jeszcze większego heela Jeff zabookował sobie mega kontrowersyjne zwycięstwo. Większość stawiała, że świetny w tamtym czasie w roli mistrza Christian obroni pas, ale Jarrett przy pomocy Earla Hebnera i przy akompaniamencie straszliwych gwizdów wygrał pas i stał się wrogiem publicznym numer jeden. Jeżeli ktoś pamięta to co działo się po main evencie to pewnie od razu przypomną mu się czasy WCW, czyli regularne, cotygodniowe wrzucanie śmieci na ring.

They



Pamiętna data 10.10.10 odbija się fanom TNA czkawką, były wielkie oczekiwania, fani chcieli zobaczyć coś nowego, może jakiś debiut wielkiej gwiazdy, może coś co zmieniłoby oblicze federacji. Co dostali? Stałą ekipę osób która od kilkunastu lat zajmuje czas antenowy młodym twarzom. Był Hogan, a jak był Hogan to musiał być też Bischoff. Oprócz nich Jarrett, Abyss i Hardy. Jeżeli przed tą galą miałbym poskładać stajnie z wielkich nazwisk to taka opcja byłaby u mnie absolutnie na samym końcu. They to idealna reklama tego co w tym biznesie sprawdzało się w latach 90 i co nie sprawdza się dziś. Eric i Hulk kiedyś zmienili wrestling w jakimś tam stopniu, ale nie mogą po 14 latach oczekiwać, że te same pomysły zawsze będą się sprawdzać.

AJ Styles vs. Frank Trigg - No Surrender 2008



Widziałem w swoim życiu kilka podobnych pomysłów czy to w WCW czy w WWE czy przede wszystkim w Japonii. Nie wiem natomiast co widziałem na No Surrender. To nie była nawet próba pokazania, że to jest MMA, to nawet nie był wrestling. Co ciekawe to nie była też mieszanka MMA i wrestlingu. To było po prostu jedno, wielkie NIC! W taki właśnie sposób TNA przywitało się z publicznością w Kanadzie podczas pierwszego PPV w tym kraju i jedyne okrzyki jakie dostali w zamian to "Boring" i najgłośniejsze "This is bullshit". Na domiar złego, ostateczny wynik tego starcia(?) to no-contest. Nic tylko wstać i bić brawo.

Jeff Hardy vs. Sting - Victory Road 2011



To był work! Hardy tak świetnie to zagrał! Tego typu teksty to w jednym temacie na naszym forum była norma, ale osoby które to pisały musiały być po prostu zaślepione. Jak inaczej wytłumaczyć bronienie wrestlera, który wychodzi do ringu naćpany, prawie łamie zasady rządzące się tym biznesem i ogólnie po raz kolejny pokazuje, że w dupie ma fanów i osoby które dały mu prace mimo przeszłości która pozostawiała wiele do życzenia? Walka która trwała półtora minuty, a która była main eventem PPV to coś nie do pomyślenia. Na miejscu fanów to po gali żądałbym zwrotu kasy za bilety, a na miejscu zarządu TNA zgodziłbym się i obciąłbym to z wypłaty Jeffowi. Jednak nie samego Jeffa warto się tutaj czepiać, ale samego zarządu także. Co jeśli Hardy wyszedłby na ring i coś by mu się stało? Kto odpowiadałby za to, że gość w takim stanie pojawia się w ringu? Oczywiście oficjele, którzy zamiast myśleć życiowo to zazwyczaj myślą tylko w kolorze pieniędzy(już nie chciałem pisać na zielono, bo to fani pewnego specyfiku mogliby odebrać dwuznacznie). Jeden z gorszych o ile nie najgorszy moment w czasach rządów pary Hogan-Bischoff.

Six Sides Of Steel Blindfold Match - Chris Harris vs. James Storm - Lockdown 2007



Nie dość, że Blindfold Match, czyli jeden z tych gimmick matchów które nigdy nie powinny mieć racji bytu to jeszcze w klatce! Pamiętam, że pierwszą tego typu walkę widziałem na Wrestlemanii 7, kiedy Jake Roberts walczył z Rickiem Martelem. Dwaj naprawdę bardzo dobrzy workerzy zmuszeni byli odstawić taką szopkę. W TNA sprawa wyglądała bardzo podobnie, feud miał potencjał, obaj wrestlerzy byli over z publicznością i w nagrodę dostali takie niewiadomo co. Aż żal było patrzeć.

4 kąty, 6 kątów, 4 kąty



Najpierw ring był zwykły, czterokątny, później nastąpiła innowacja i TNA zaczęło się wyróżniać swoim sześciokątnym ringiem, ale potem nastąpiła era Hogana i ring znów wrócił do klasycznego wyglądu. Wiele jest osób które uznawały to za plus, wiele osób jednocześnie szukało czegoś co odróżniałoby federacje od całej reszty. Skoro, więc element który odróżniał jedną federacje od tysiąca innych został usunięty to jaki był tego sens? Jak dla mnie para EC i HH znów chciała zrobić wszystko po staremu i zabrali fanom coś z czym się utożsamiali. Niby nie ma w tym wrestlingowego syfu samego w sobie, bo jest to tylko decyzja zarządu, ale jako fan tych 6 kątów musiałem się tego czepić. Niestety, "To se ne vrati."

LAX vs. Team 3D



Gimmick matche mają to do siebie, że w ostatnich czasach są nadużywane i zamiast tylko kończyć dany program to oglądamy je czasami nawet tydzień w tydzień. Feud LAX z Team 3D w 2007 roku to była jednak maksymalna przesada. Nie dość, że walczyli ze sobą w gimmick matchach to robili to na każdym PPV i to w najróżniejszych wariacjach! Mamy Against All Odds no to bookerzy bez chwili zawahania rzucili im Little Italy Street Fight. Przyszedł czas Destination X no to może Ghetto Brawl?! Electrified Cage na Lockdown? Żaden problem! Fani old schoolowego prowadzenia federacji, gdzie tego typu walki to byłyby wielkie wydarzenia pewnie złapaliby się za głowę, ale cóż takie czasy.

Pewnie wiele osób nawet nie dobrnie do tej końcowej notki z moimi uwagami, ale co tam, może kilka osób jednak przebrnie i może nawet im się spodoba.
- chciałbym jeszcze raz przypomnieć, że nie jest to atak w stronę TNA, bo takie teksty pojawią się również na temat WCW i WWF/E z tym, że podzielone na części, bo chyba musielibyście przeczytać całą książkę jeżeli opisałbym WWF/E za jednym razem.
- wiem, że niektóre pozycje mogą się komuś nie podobać, ale też nie wszystko tutaj wrzuciłem i np. Curry Man który zawsze mnie bawił i który był świetnie odgrywany przez Danielsa dostał nagrodę w postaci braku na liście.
- jeżeli chodzi o sposób pisania to nigdy nie byłem i pewnie nie będę wyjątkowym pisarzem, więc jeżeli chodzi o formę, styl itp. to spróbujcie nie zwracać na to aż tak wielkiej uwagi(mam też nadzieje, że aż tak nie będziecie musieli)
- jeżeli chodzi o kwestie związane z wrestlingiem to pisałem ten tekst w 90% z głowy i jeżeli zauważycie jakieś błędy czy nieścisłości to możecie we mnie walić jak z karabinu(a wiem, że niektórzy chętnie się przyczepią)
- dodałem też filmiki do każdego opisywanego gimmicku, kilka oddaje to co chciałem napisać, ale nie wszystkie, więc ci bardziej ciekawscy muszą nadrobić na własną rękę, a polecam, bo momentami jest sporo zabawy.

To by było na tyle, czekam na tą niesamowitą ilość komentarzy w liczbie dwóch. Pozdrawiam.

dodane przez Bonkol w dniu: 11-02-2012 11:22:49

Udostępnij

Komentarze (8)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Przeczytałem tylko część o gimmick matchach itp, bo tylko to mnie interesuje (co nie oznacza, że artykuł jest do dupy, bo widać, że włożyłeś w to mnóstwo pracy). Bardzo fajnie zostały opisane te najbardziej żenujące momenty, bo według mnie tak to można nazwać. Mimo, że nie jestem fanem TNA to mnie również wkurzyła zmiana ringu z na kwadratowy, bo jakby nie patrzeć to tą federację właśnie kojarzyłem z faktem, że to właśnie oni mają ten sześciokątny ring. Po tym artykule z niecierpliwością czekam na kolejny o WWF/E, jak i WCW. Dobra robota.

napisane przez plkd w dniu : 11-02-2012

Bardzo spoko, sam chciałem kiedyś zrobić coś podobnego o WCW, jednak byłoby tego tak dużo, że zniechęciłem się z miejsca. Jeśli chodzi o TNA, no cóż, kilku tych gimmicków nie znałem, szczególnie tych nowszych. Wpływ WCW widać nie tylko w samych gimmickach ale np. przy ściąganiu takich gości jak Pacman, A.J Pierzynski czy Dale Torborg. O ile Torborg miał już jako-taką przeszłość wrestlingową (pozdro Kiss Demon), tak pozostali dwaj nie wiem po co zostali sprowadzeni. W WCW było podobnie z Reggiem Whitem, z tym, że jego walka z Mongo miała dobry background, było niezłe pierdolnięcie i ogólnie bardzo przyjemnie się ją oglądało.

Eric Young zawsze kojarzył mi się z syfem. Nie dość, że miał fatalne gimmicki, to storyliny czy segmenty takie jak wygranie Miss Knockout sprawiały, że nie mogłem oglądać tego syfu.

Niektóre podane przez Ciebie są trochę podciągnięte pod syf, kiedyś oglądając w akcji Diamonds in The Rough, wcale nie uważałem ich za coś chujowego - no może poza losing streakiem Davida Younga. To samo miało się z Abyssem, szczególnie za pierwszych impactów. VKM też imo nie byli tacy źli, na pewno ciekawsza stajnia niż odrodzone w WWE DX pare lat temu.

Czy kogoś tu zabrakło, na chwilę obecną nic oprócz Big Naked Oily Guya i The Heartbreakers mi do głowy nie przychodzi, ale na bank było tego wiecej

Gdyby zabrać się za gimmicki WWE od okresu istnienia TNA, to myślę, że mogłoby ich być nawet więcej niż tych w TNA, więc niechaj to co za chwilę wymienię pójdzie w obronę TNA - Mordecai, Chris Nowinski, Kenzo Suzuki, The Dicks, The Pitbulls, Spirit Squad, DX, 3 Minute Warning, Hurricane Helms, Kizarny, Big Fat Oily Guy, Hornswoggle + Finlay, Boogieman i jego robaki, Heidenreich, pirat Paul Burchill, Chavo Guerrero jako Kerwin White, Eugene, Mr. America, sędzia-samobójca Tim White, Kevin Thorn czyli kolejne wcielenie Mordecaia, Rico stylista i nie tylko, Deuce & Domino, chiński kowboj Jimmy Wang Yang, WGTT, King Booker, Gymini (prawie tak chujowa wersja jak Johnsons z TNA), Snitsky i jego zęby, Mexicools i wjeżdżanie do ringu na samochodach, Shelton Benjamin jako maminsynek, MVP, Muhammad Hassan, Cryme Tyme, B2, La Resistance, król fitness Simon Dean, Coachman i dziesiątki fatalnych angli z nim, Viscera jako World Largest Love Machine oraz Big Daddy V, Edgeheads, nauczyciel Matt Striker, The Priest na ECW, Vito w sukienkach, storyliny takie jak śmierć Vince'a, Nunzio, syn Reya Mysterio, pogrzebany żywcem Undertaker, Michel Pena, obecnie ktoś tam pierdzący na SmackDown, twitterowy feud Ceny z Rockiem, Roddy Piper zdobywający pasy tagów, powrót Slaughtera i Snuki, Heart Throbs, Shawn Michaels and God, Evander Holyfield vs Matt Hardy, Big Show vs. Akebono, Big Show vs. Floyd Mayweather, ślub Teddy'ego Longa z Kristal, upokarzany Eric Bischoff, Cat Fighty, pudding matche, Teacher's Pets, Kung Fu-Naki, DDP jako Stalker Undertakera, Divas Championship i wiele wiele więcej. TNA więc wcale tak źle nie wypada. :)

napisane przez Euz w dniu : 11-02-2012

Druga część tak samo dobra jak pierwsza :)

Z gimmick matchy widziałem tylko Reverse Battle Royal[początek faktycznie durny, ale potem było nieźle], Elevation X[jeśli mamy dostawać nudne brawle jakichś monsterów, to niech już dają tą stypulację] i tą MMA szopkę z AJem. A resztę chyba z ciekawości też znajdę.

A gimmicków postaci w większości nie znałem, choć może to i lepiej?... Najlepiej pamiętam niestety Orlando Jordana. A Westa bym się aż tak nie czepiał, wolałbym teraz słuchać jego niż Taza. Brakuje emocji na stołku komentatorskim, oni powinni się rajcować walką razem z publiką.

napisane przez aRo w dniu : 11-02-2012

Cóż przeczytałem cały tekst (zaskoczenie nie? :D) i muszę powiedzieć, że to kawał dobrej roboty. Miło było powspominać idiotyzm bookerów oraz spojrzeć na ich totalne porażki ze strony czysto humorystycznej, a nie kiedy się to oglądało z bólem brzucha walcząc z przyciskiem przewiń. Felieton strasznie przyjemnie się czytało, mam nadzieję, że napiszesz taki o NWA/WCW, czyli prawdziwej kopalni wrestlesyfu! Niezapomniany Shockmaster czy Ding-Dongs czekają na komentarz :D

napisane przez damiandziki w dniu : 11-02-2012


Cytat: Euz

Czy kogoś tu zabrakło, na chwilę obecną nic oprócz Big Naked Oily Guya


Big Fat Oily Guy* ale racja żałuje, że o nim zapomniałem. Jeżeli chodzi o Heartbreakers to nie byli według mnie syfiaści, pojawili się na jednym PPV i tyle ich widziano. Jedynie fakt, że TNA nawet Heart Throbs z WWE musiało wykorzystać jest żenujący. :twisted:


Cytat: Euz
Gdyby zabrać się za gimmicki WWE od okresu istnienia TNA, to myślę, że mogłoby ich być nawet więcej niż tych w TNA, więc niechaj to co za chwilę wymienię pójdzie w obronę TNA


No tak, WWE jest w takich akcjach niekwestionowanym mistrzem, ale mimo to w kilku przypadkach chyba jednak przesadziłeś. ;)


Cytat: damiandziki
Niezapomniany Shockmaster czy Ding-Dongs czekają na komentarz :D


Myślę, że te moje teksty powinny nosić specjalny dopisek na cześć Shockmastera, więc niech nikt nie myśli, że o nim zapomnę. :lol:

Co do TNA to oprócz wspomnianego Oily Guya żałuje, że nie obsmarowałem Nasty Boyz, bo przecież ich run był totalnie zabójczy.

napisane przez Bonkol w dniu : 13-02-2012

Ta część jeszcze lepsza, bo i mniej rzeczy do których można się przyczepić :P

Pierwsze co to naturlanie postać Prince Of Phenomenal. Jak napisałeś AJ przy przejściu z jednej stajni do drugiej zachowywał się jak dziecko. Wtedy nie można go było odbierać poważnie za zachowanie, ale jednocześnie trzeba było to robić przez wzgląd na umiejętności i posiadanie mistrzostwa tagów. Gimmick głupiego narcyza idealnie się w mijej opinii na to nadał, a kiedy trzeba było z niego zrezygnować Książę "dorósł" i po męsku obronił Karen przed niedobrym mężem.

Druga rzecz to Winter. Albo ja, albo Ty czegoś nie zrozumieliśmy, ale chyba to było tak, że Winter zahipnotyzowała Angelinę, żeby ta, jak wierny piesek, pomogła jej zdobyć Knockout Title. I w moim mniemaniu wszystko poszło tak, jak miało pójść, więc poza hipnozą nie widzę tu nic syfiastego. Historia nie urwała się w połowie, jak wiele innych tu opisanych.

AJ Styles vs. Frank Trigg- nie mogę uwierzyć w wymienia się AJ w kategorii najgorszej walki, ale niestety muszę się z tym jak najbardziej zgodzić.

No i rzecz, którą mi baaardzo podpadłeś to Fish Market Street Fight. To był jeden z najlepszych commedy matchy jakie w życiu widziałem! Heelowe, aroganckie Team 3D, zawsze zabawny, świetny ringowo Curry Man i świeży, na fali Stone Cold Shark Boy storzyli świetne widowisko, które było bardzo śmieszne, ale jednocześnie spokojnie można je skwalifikować jako dobra walka. Jest tu oczywiście odchył od normy, ale tylko w tą dobrą stronę!


Cytat: aRo93

A Westa bym się aż tak nie czepiał, wolałbym teraz słuchać jego niż Taza.
Nie bluźnij, West był najgorszym komentatorem w historii.

napisane przez luki w dniu : 14-02-2012


Cytat: luki

No i rzecz, którą mi baaardzo podpadłeś to Fish Market Street Fight. To był jeden z najlepszych commedy matchy jakie w życiu widziałem! Heelowe, aroganckie Team 3D, zawsze zabawny, świetny ringowo Curry Man i świeży, na fali Stone Cold Shark Boy storzyli świetne widowisko, które było bardzo śmieszne, ale jednocześnie spokojnie można je skwalifikować jako dobra walka. Jest tu oczywiście odchył od normy, ale tylko w tą dobrą stronę!


Zgadzam się, też bawiłem się na tym całkiem nieźle, bo zarówno Curry Man z Shark Boyem jak i 3D potrafili fajnie to wszystko opowiedzieć. Osobiście też lubię comedy matche(jeżeli jesteś fanem tego typu starć to polecam walki np. Kikutaro, na youtube powinno się coś znaleźć), ale nie powiesz mi, że na gali wrestlingowej Street Fight rybny to nie było coś co można byłoby tutaj śmiało zamieścić. ;)


Cytat:
Nie bluźnij, West był najgorszym komentatorem w historii.


Jak to mówił 100% członek takiego tekstu o WWE - Funaki: "Indeeeeeeeed". :twisted:

napisane przez Bonkol w dniu : 14-02-2012


Cytat: Bonkol

nie powiesz mi, że na gali wrestlingowej Street Fight rybny to nie było coś co można byłoby tutaj śmiało zamieścić.
Pewnie, że można, tylko opisałeś tą walkę tak, że ktoś, kto jej nie widział uznałby to za badziewie, dlatego chciałem trochę wyprostować sprawę :)

napisane przez luki w dniu : 14-02-2012

Reklama

Sondy

Obecnie najważniejsza walka WM 35 to? Brock Lesnar vs. Seth Rollins
Ronda Rousey vs. Becky Lynch vs. Charlotte Flair
Triple H vs. Batista

Komentarze i wyniki

Czat

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Partner

plagiat

Reklamy