People Power. Historia Johna Laurinaitisa

Nie święcił wielkich triumfów jako wrestler. Dziś, dwanaście lat po zakończeniu kariery, odgrywa rolę swojego życia jako manager Raw i Smackdown. Dzięki niej zapisze się w pamięci fanów. Kim naprawdę jest John Laurinaitis?



Koniec czerwca 2011 roku, Raw. CM Punk, siedząc na rampie w koszulce Stone Colda, wygłasza swoje słynne promo, w którym po kolei wymienia, co mu się nie podoba w WWE. - Vince McMahon to milioner, który powinien być miliarderem. Wiecie, dlaczego nim nie jest? Bo otoczył się głupkowatymi, zakłamanymi potakiwaczami, jak John Laurinaitis, którzy mówią mu to, co chce usłyszeć - mówi w pewnym momencie.

Dla wielu fanów oglądających tamtą galę był to być może najmniej ciekawy fragment występu Punka. Laurinaitis był przecież kompletnie anonimową postacią, a w promie przewinęło się wiele innych, dużo bardziej rozpoznawalnych (a więc i budzących emocje) nazwisk: Hogan, Rock, Heyman, Lesnar itd. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten sztywniak mówiący z charakterystyczną chrypką kilka miesięcy później na stałe wpisze się w krajobraz Raw jako jego general manager.

Od czasów Erica Bischoffa, który pełnił to stanowisko w latach 2002-2005 (dla niego zresztą zostało ono stworzone), nikt tak jak on nie pasował do roli złego szefa. Niespecjalnie zresztą - kolejne podobieństwo do Bischoffa - musiał się do niej przygotowywać.

Człowiek Stephanie

W prawdziwym życiu Laurinaitis - czy raczej Johnny Ace, bo w federacji ze Stamford mówi się o nim, używając jego ringowego pseudonimu - jest bowiem jedną z najbardziej znienawidzonych osób w WWE. Od jedenastu lat pracuje za kulisami. W tym czasie przylgnęła do niego łatka lizusa i manipulatora, bo wie, do kogo się uśmiechnąć i co komu powiedzieć, żeby wyjść na swoje. Przede wszystkim jednak wie, czego nie mówić.

- Stephanie go uwielbia, bo jest uroczym, uśmiechniętym blondynkiem w garniturze, któremu wszystko pasuje. Jim Ross nie miał problemów, by iść do Vince'a i powiedzieć mu, że któryś z writerów spieprzył robotę. To oczywiście nie podobało się Stephanie [była dyrektorką ds. writingu - przyp.], bo ona potrzebuje ludzi, którzy będą się z nią zgadzali, a nie mówili jej, co robi źle - powiedział Jim Cornette w programie Who's Slamming Who.

Prawdą jest, że to właśnie Stephanie najbardziej zależało na tym, by Laurinaitis zastąpił Rossa w dziale kontaktów z wrestlerami (brany pod uwagę był również Finlay, ale jego kandydatura przepadła). JR szefował temu działowi od 1998 roku, a w roku 2003 ogłosił, że chce oddać wiele swoich obowiązków. Przez kilkanaście miesięcy Laurinaitis uczył się u jego boku, aż w końcu w kwietniu 2004 roku został awansowany na wiceprezesa ds. kontaktów z wrestlerami.

Spora część rosteru przyjęła to z niezadowoleniem. Zaufanie do Laurinaitisa, które już wcześniej było wyjątkowo niskie, spadło jeszcze bardziej, gdy zaczął on upubliczniać, kto i za co został ukarany. Za czasów Rossa (o których szybko zaczęto wspominać jako o czasach szacunku do wrestlerów, a nade wszystko - czasach przewidywalnych), takie sprawy pozostawały tajemnicą.

Garnitur musi być

Nowe stanowisko dawało Laurinaitisowi bardzo dużą władzę. Teraz to od niego zależało, kto zawita do WWE, a kto wyleci na bruk. Jedna z jego pierwszych decyzji dotyczyła jednak nie spraw kadrowych, lecz... kwestii ubioru (dress code). Odtąd wrestlerzy mieli się nosić elegancko. Zniknąć miał często występujący na zapleczu zestaw dżinsy plus podkoszulek. Kary za naruszenie zasad: 500 dolarów za pierwszy raz, 1000 za drugi, zawieszenie za trzeci. Pierwsi ukarani: Rey Mysterio i D-Von Dudley.

Zapaśnicy buntowali się przeciwko dress code'owi, twierdząc, że za kulisami są prywatnymi osobami. Niewiele jednak mogli poradzić. Sprawę pogorszyło jeszcze zwolnienie z przestrzegania dress code'u Johna Ceny, argumentowane tym, że garnitur kolidowałby z gimmickiem rapera.

Laurinaitis wierzył, że może wszystko, ale na ziemię sprowadził go Undertaker, który od początku ignorował dress code i w halach pojawiał się ubrany jak American Badass: bandana, rozpięta koszula, dżinsy (taki jest jego codzienny styl). Johnny mógł się temu tylko bezradnie przyglądać. Ukaranie Deadmana nie wchodziło w grę ze względu na jego wysoką pozycję na backstage'u.

Z zamiłowania Laurinaitisa do dress code'u, który po raz pierwszy wprowadził w WCW, żartowano nawet na galach. - Wiceprezes ds. kontaktów z wrestlerami poinformował nas, że jest nowy dress code - powiedział Shawn Michaels członkom Spirit Squad na Raw w październiku 2006 roku. - Wy, panowie, [DX] macie wszystkiego osobiście dopilnować - dodał po chwili, naśladując głos obecnego managera obu brandów, który wówczas rozpoznawali tylko nieliczni.

- Ten żart jest dużo śmieszniejszy, gdy wiem, kim jest John Laurinaitis - napisał kilka dni temu jeden z internautów pod filmikiem z tym segmentem na YouTube.

Powodzenia w przyszłości

Jeśli nawet ktoś słyszał o Laurinaitisie zanim ten zaczął występować na wizji, to prawdopodobnie tylko tyle, że jest on człowiekiem, który zwalnia wrestlerów przez telefon, bo z tego jest najbardziej znany. CM Punk nawiązał do tego zresztą w trakcie podpisywania kontraktu na walkę z Johnem Ceną na SummerSlam. - Powiedziałeś w twarz Chrisowi Mastersowi, że został zwolniony, czy zadzwoniłeś do niego z wykutą formułką: "To biznesowa decyzja, wszystkiego dobrego w przyszłości"?

Komunikat mniej więcej tej treści słyszą wszyscy wrestlerzy rozstający się z WWE. Laurinaitis często dodaje jeszcze, że "to nic osobistego".

Niektórzy odchodzący wrestlerzy nie są jednak przekonani co do szczerości tych słów, bo panuje przekonanie, że Laurinaitis, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, nie potrafi pracować z ludźmi, których prywatnie nie lubi. Z tego powodu WWE miało się pożegnać z Dudley Boyz, z którymi Johnny tak prowadził negocjacje kontraktowe, by nic z nich nie wyszło. - Gdyby zajmował się tym Jim Ross, wciąż bylibyśmy w WWE - złościł się D-Von. Również Matt Hardy uważa, że jego zwolnienie w kwietniu 2005 roku było "osobistą vendettą".

Są też jednak tacy, którzy dobrze żyją z Laurinaitisem i nawet żartują z nim, gdy dzwoni do nich ze złymi wiadomościami. - Zacząłem się śmiać i powiedziałem mu, że spóźnił się z tym telefonem, bo spodziewałem się go wczoraj. To go rozbawiło - opowiada Rory McAllister, członek tag teamu Highlanders, który występował na Raw w latach 2006-2008. - John pomaga mi od czasu zwolnienia i nigdy nie robił mi problemów. Nie ma żadnego napięcia między mną a WWE.

O jedną nogę za dużo

Wśród osób z branży obiektem niezliczonych żartów stała się historia o tym, jak to Laurinaitis podpisał kontrakt z niewłaściwym jednonogim wrestlerem. Niektórzy twierdzą, że jest ona tylko w połowie prawdziwa (tzn. że Johnny faktycznie pomylił wrestlerów, ale nigdy nie doszło do podpisania kontraktu), podczas gdy inni, np. Jim Cornette, całkowicie w nią wierzą.

Oto co powiedział Zach Gowen, bohater całego zamieszania: - Myślę, że Jim Ross słyszał o mnie i powiedział Johnny'emu Ace'owi [było to na początku ich współpracy w 2003 roku - przyp.], żeby zakontraktował jednonogiego wrestlera. Ace zadzwonił więc do Steve'a Keirna, który prowadził szkołę na Florydzie, a ten powiedział mu: "Mam tu kogoś takiego". Tym kimś był Steve Chamberland, z którym Ace podpisał kontrakt, myśląc, że jest mną. A ja w tym czasie chyba akurat występowałem na gali TNA.

Sytuacja była tym zabawniejsza, że Chamberland był kompletnym przeciwieństwem Gowena. Był od niego o ponad 50 kilogramów cięższy, a przede wszystkim nikt o nim wcześniej nie słyszał. Ross musiał złapać się za głowę.

Spór o koniczynę

Z jakiegoś powodu Laurinaitis próbował nie dopuścić do powrotu na ring Finlaya, z którym, zanim objął posadę w dziale kontaktów z wrestlerami, dzielił funkcję road agenta. Irlandzki wojownik zapragnął wznowić karierę w 2005 roku, nie bez racji twierdząc, że jest w dobrej formie. Od ponad czterech lat, a więc od początku swojej przygody z WWE, pracował bowiem z młodszymi wrestlerami jako trener (pod swoimi skrzydłami miał m.in. CM Punka).

W rozmowie z Vincem McMahonem Laurinaitis uparcie przekonywał jednak, że miejsce Finlaya jest za kulisami. Argumentował, że jeżeli się skompromituje - a według jego przewidywań kompromitacja była nieuchronna - zburzy swój autorytet, a to dla road agenta oznaczałoby zawodową śmierć.

Ostatnie słowo należało jednak do Vince'a, który już wcześniej odrzucał niektóre sugestie Laurinaitisa (np. w 2002 roku, gdy ten chciał ściągnąć Road Dogga na gejowski ślub Billy'ego i Chucka). Stało się tak i tym razem, bo Finlay dostał zielone światło do powrotu, który przynajmniej na początku, był strzałem w dziesiątkę.

Ale Laurinaitis nie ustępował. Kilka tygodni później znów zjawił się w gabinecie McMahona, tym razem po to, by powiedzieć mu, że Finlay jest zbyt poważny jak na branżę rozrywkową i w jego postaci potrzebne są zmiany. - Dorzućmy mu tego karła, z którym spędza tyle czasu - zaproponował. McMahon błyskawicznie podchwycił pomysł i wkrótce po tym w WWE zadebiutował Little Bastard, znany dziś jako Hornswoggle.

W zamyśle Laurinaitisa leprechaun miał być dla Finlaya kulą u nogi. Poniósł jednak fiasko, bo postać irlandzkiego skrzata nie tylko idealnie wpisała się w gimmick pochodzącego z Belfastu wrestlera, ale też bardzo spodobała się publiczności (ta znienawidziła go dopiero, kiedy zaczął występować jako regularny wrestler). - Finlay, jak to Finlay, zrobił coś z niczego i wykorzystywał Little Bastarda jako broń, którą potem wrzucał pod ring - podsumowuje z satysfakcją Bleacher Report.

Brat Animala, inspiracja Austina

Jako wrestler nie zdołał wypracować sobie samodzielnej pozycji, dla większości pozostając po prostu bratem słynnego brata, czyli Animala z legendarnego Road Warriors. Jim Cornette, który w jednym z wywiadów złośliwie streszcza ringową karierę Laurinaitisa, podkreśla to na każdym kroku.

- Został wrestlerem, bo jego brat był gwiazdą. Początkowo stał z flagą w narożniku Sheepherders, potem było Dynamic Dudes, a potem trafił do Japonii, bo jego brat był gwiazdą. Tam spędził całkiem dobry czas, występując w różnych tag teamach [głównie z Kentą Kobashim, z którym czterokrotnie zdobył pasy AJPW - przyp.] i nie mogąc spieprzyć zbyt wiele. W końcu dostał pracę w WCW, bo jego brat był gwiazdą.

Mike Nute, felietonista portalu 411mania, broni jednak Laurinaitisa. - Nigdy nie był czarodziejem techniki, jak Keiji Mutoh, ani high flyerem, jak Jushin Liger, ale pod względem psychologii ringowej był jednym z najlepszych.

Trudno jednak uwierzyć, że właściwie nieznany w USA mid-carder z Kraju Kwitnącej Wiśni mógł być dla kogoś inspiracją. A tak się właśnie stało dzięki jego akcji kończącej - Ace Crusherowi, która zdobyła nieoczekiwaną popularność w połowie lat 90. Na jej bazie powstał kultowy Diamond Cutter, finisher DDP, oraz nieśmiertelny Stunner.

Steve Austin w swojej książce "Stone Cold Truth": - Pewnego dnia podszedł do mnie Michael Hayes i powiedział: "Cobra clutch [ówczesny finisher Austina znany pod nazwą Million-Dollar Dream - przyp.] jest okej, ale mam coś lepszego", po czym pokazał mi, o czym mowa. Johnny Ace robił coś takiego w Japonii. Hayes powiedział: "Będziesz to robił inaczej, bo położysz brodę przeciwnika na ramieniu, skoczysz i wylądujesz na dupie".

Kiedy zaś w 2003 roku Randy Orton szukał pomysłu na finisher, który mógłby wykonać na każdym, bez względu na jego wzrost i wagę, Laurinaitis zapytał: - Randy, do cholery, dlaczego nie użyjesz Ace Crushera? Tak powstało RKO.

Na ratunek WCW

Latem 2000 roku, zaledwie kilka tygodni po zakończeniu kariery wrestlera (przyspieszyło je odejście Misawy z AJPW), Laurinaitis zameldował się na tonącym pokładzie WCW, zastępując Vince'a Russo na stanowisku głównego bookera. Z jego przybyciem wiązano wielkie nadzieje, ale on sam studził nastroje. - Nie jestem lekarstwem na wszystkie problemy, jestem tylko elementem układanki, którego potrzebujesz - oświadczył Bradowi Siegelowi, szefowi Turner Sports.

Efekty jego pracy dało się szybko zauważyć. - Walki i storyline'y nagle nabrały sensu. Akcje kończące nareszcie coś znaczą - pisał entuzjastycznie John F. Molinaro na portalu SLAM! Wrestling. Chodziło o to, że pod rządami Russo (choć nie tylko) finisher zbyt rzadko prowadził do zakończenia walki. Jego wykonanie często było zapowiedzią nadchodzącej interwencji.

Laurinaitis, który dziesięć z czternastu lat swojej kariery spędził w Japonii, przeszedł jednak inną szkołę bookingu. Fachu uczył się pod okiem genialnego Gianta Baby, jednego z założycieli AJPW. Cechą japońskiej szkoły były częste near falle i niemal wyłącznie czyste zakończenia (szacuje się, że w ciągu całych lat 90. tylko trzy walki w AJPW zakończyły się nieczysto). Dla amerykańskiej publiczności znudzonej ciągłymi interwencjami, orientalny booking Laurinaitisa był jak powiew świeżości.

WCW było jednak skazane na śmierć. Zapowiedzi Laurinaitisa o tym, że odzyskanie dominującej pozycji jest możliwe, jeżeli wszystkie elementy układanki będą do siebie pasowały, należy traktować właśnie jako mówienie szefom tego, co chcą usłyszeć.

Półtora tygodnia po upadku WCW Laurinaitis udzielił wywiadu newsletterowi "Wrestling Perspective". - Mógłbym dwa lata siedzieć w domu i nie przejmować się niczym. Ale to nie byłoby w moim stylu - odpowiedział zapytany o plany na przyszłość. Był już wtedy, do czego przyznał się w tym samym wywiadzie, po wstępnej rozmowie z Vincem McMahonem, która odbyła się przy okazji WrestleManii 17. - Musimy jeszcze dograć wiele szczegółów, ale myślę, że wszystko zakończy się pomyślnie - przekonywał.

Ciekawe jest to, że słowem o Laurinaitiasie nie wspomina książka "Death of WCW", będąca kopalnią wiedzy na temat federacji z Atlanty. Milczy też o nim Eric Bischoff, z którym przecież współpracował.

Kolonia karna

Gdy w 2007 roku WWE zerwało współpracę z DSW, jedną z dwóch swoich rozwojówek, Booker T wyszedł z pomysłem, aby jej miejsce zajęła założona przez niego szkoła (i jednocześnie federacja) Pro Wrestling Alliance. Było tam wszystko, czego potrzebowała rozwojówka: dobre warunki treningowe i sprzęt do nagrywania gal.

Laurinaitis zdecydował się jednak na budowaną dopiero federację Steve'a Keirna (sprawcę zamieszania z jednonogim wrestlerem) - FCW, w której budynku nie było nawet toalet. Dowiedziawszy się o tym, Booker wściekł się do tego stopnia, że poprosił WWE o rozwiązanie kontraktu, na co federacja przystała.

Strata czarnoskórego wrestlera, który miesiąc później związał się z TNA, nie była raczej bolesna, ale wybór FCW jeszcze długo odbijał się WWE czkawką. W 2008 roku dobiegła bowiem końca ośmioletnia współpraca z OVW, a to oznaczało, że federacja McMahonów znów została z jedną (na domiar złego nieukończoną) rozwojówką, która nie była w stanie pomieścić sześćdziesięciu wrestlerów.

- FCW było kolonią karną. Ludzie, którzy byli tam zsyłani, nie tylko niczego się nie nauczyli, ale też mieli zbyt dużo wolnego czasu, bo nie występowali na galach. Jedyne, co mieli do roboty, to picie i oglądanie nagich kobiet w klubach nocnych. Po tym tak często trafiali do aresztu, że na miejscowym komisariacie powinni zrobić osobny pokój do notowania wrestlerów WWE - kpi Jim Cornette.

Cornette bardzo krytycznie ocenia działania Laurinaitisa. Twierdzi, że praktycznie zniszczył on strategię rozwojową opracowaną przez Jima Rossa. - Ross rekrutował młodych sportowców i wrestlerów sceny niezależnej, którzy chcieli się czegoś nauczyć i ciężko pracowali. Laurinaitis postawił na kulturystów - wielkich facetów z dwiema lewymi nogami, którzy przypominają mu jego samego, oraz modelki bielizny. Jak tak dalej pójdzie, wkrótce nie będzie z kogo robić gwiazd.

Jesienią 2010 roku Laurinaitis zapowiedział, że pojawi się na obozie treningowym OVW, szukając nowych twarzy do WWE. Cornette, który był organizatorem obozu, zapewnił, że nie dojdzie do spotkania, gdyż "jest uczulony na dupków".

dodane przez SixKiller w dniu: 30-04-2012 14:30:07

Udostępnij

Komentarze (9)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Bardzo przyjemna niespodzianka - tekst przeczytałem z zapartym tchem :) Kurde, nie wiedziałem że FCW miało tak niechlubne i siermiężne początki... teraz chyba wygląda to trochę inaczej?

napisane przez Grishan w dniu : 30-04-2012

Artykuł bardzo cieakwy można się dużo dowiedzieć o Johnym :D Widzę ,że wiele gwiazd obecnie korzysta z przekombinowanego Ace Crushera, i wychodzi im to b.fajnie. Dużo spraw zje*ał ale nie wiadomo jak by obecnie wyglądało WWE gdyby tego Pana nie było. Ogólnie to niezły sku*wiel z niego :D

napisane przez headliner97 w dniu : 30-04-2012

Bardzo ciekawy, porządny artykuł. Zawsze wiedziałem, że Ace ''in real life'' jest jak powiedziała poprzedniczka niezłym sku*wielem, ale nie wiedziałem,że aż tak :twisted: . Jeszcze do tego artykułu można dodać zdarzenie z walki HiAC na Armageddon 2005 pomiędzy Randy' m Ortonem a Takerem, gdzie Undertaker wykrwawił Boba Ortona, mimo, że ten mógł zarazić Phenoma zapalniem wątroby typu C. Oczywiście Laurinaitis pozwolił wtedy, aby Orton krwawił na Takera mimo, że ten mówił Ace' owi, że może go zarazić :roll: . Na szczęście Deadman się nie zaraził

napisane przez Sir Vade Ancelot w dniu : 30-04-2012

Znakomity artykuł, ja także przeczytałem go z zapartym tchem. Słyszałem trochę o tym, że Johnny jest "czarnym charakterem" na backstage'u, ale specjalnie dużo szczegółów ani ciekawostek nie znałem. Jestem także ciekaw jaki stosunek do Laurinatisa ma sam Vince McMahon. Czy traktuje go jako przyjaciela (w co trochę wątpię), jako swojego pewnego człowieka czy po prostu jako gościa od czarnej roboty. W każdym razie jeszcze raz - świetny tekst.

napisane przez Bever w dniu : 30-04-2012

Bardzo dobry artykuł o Laurnitisie. Czytając go dowiedziałem się wielu ciekawostek na jego temat. Dziwię się, że w ogóle Ace dostał tak wysoką posadę w WWE, jeśli po jej otrzymaniu kompletnie nic dobrego dla federacji nie zrobił, a wprowadził same idiotyzmy. Takie jak pomysł na to, że zawodnicy i na zapleczu muszą być ubrani w garniaki, a komu to do cholery przeszkadzało innemu jak tylko jemu :? W związku z czym pojawiło się zwolnienie dla Ceny, który dostosował się do tego a mimo to został zwolniony. Jestem ciekaw jakby to teraz WWE wyglądało bez niego. I zwolnienie dosłownie z dupy wzięte dla Mastera, którego pewnie nie lubił :| . Za tak wspniałą decyzję na dodanie Finlay'owi karła DZIĘ-KU-JE-MY. Co jedynie widzę co ten gość zrobił dobrego dla federacji to tylko danie Stone Coldowi Stunnera i Ortonowi RKO. I ta idiotyczny wybór FCW, gdzie jak w artykule było napisane nie było nawet toalet, zamiast tego co proponował Booker T. Nie dziwię się, że Booker rozwiązał kontrakt z federacją, bo kto by chciał pracować z idiotą? Nikt. I postawienie na twarze federacje koksów, a nie tych zawodników, którzy byli świetni. No cóż dziwię się, że Vince nie zwolnił Ace'a... Który doprowadził do tego co dzisiaj oglądamy. Więc ja się nie dziwię, że w teraźniejszych czasach takie gówna nam serwują, za którymi stoi jakże pomysłowy Ace'a, którego pomysły nadają się do dupy. Ale cóż Vince'owi się to widocznie podobało.

napisane przez 8693 w dniu : 30-04-2012

Są dwa rodzaje artykułów: te o których pisze się, że są fajne bo tak wypada i żeby docenić prace autora i te, które po prostu są fajne. Ten zalicza się do tej drugiej kategorii. Trafiłeś w aktualny temat i napisałeś to tak fajnie i dynamiczne, że pozostaje tylko pisać "ochy" i "achy".

Interesuje mnie kwestia współpracy Laurinaitisa z CM Punkiem. Zwłaszcza wobec faktu, że ten pierwszy lubi podobno pushować tylko napakowane drewna. Zastanawiam się też na ile Cornette przesadza w tej swojej żółci wobec Laurinaitisa. Chociaż patrząc na mordę obecnego menadżera Raw i SD! nie mogę oprzeć się wrażeniu, że naprawdę jest palantem (stąd tak świetnie pasuje do roli heelowego bossa), to jednak biorę też poprawkę na to, co szczeka Jim. Pewnie prawda leży gdzieś tam pośrodku.

napisane przez Ghostwriter w dniu : 30-04-2012


Cytat: Ghostwriter

Interesuje mnie kwestia współpracy Laurinaitisa z CM Punkiem. Zwłaszcza wobec faktu, że ten pierwszy lubi podobno pushować tylko napakowane drewna.


Wydaje mi się, że stosunki Punka z Ace'em są dość chłodne (ot, Panowie się tolerują i tyle), chociażby z tego względu, że przez dress code Punker przecież stracił tytuł, kiedy "śmiał" głośno powiedzieć, że skoro wszyscy mają się do tego stosować, to czemu Jasiek ma być tutaj wyjątkiem? Efekt był taki, że Brooks pozbył się za to "złota", tak więc pewnie Laurinaitisowi nie oddałby nerki, w ramach długoletniej przyjaźni :D


Cytat: Moniczka
Ogólnie to niezły sku*wiel z niego :D


Na dobrą sprawę Ace ma wszystko, aby długo utrzymać się na ważnym stołku w WWE - jest "śliski", wie komu przytaknąć, nie wyrywa się z rewolucyjnymi pomysłami (które - nietrafione - mogłyby być dla niego niczym samobój) i przede wszystkim wie kiedy trzymać mordę w kubeł. To skurwiel, ale sprytny i wyrachowany skurwiel. Typ karierowicza, którego wszyscy nienawidzą dookoła, a szefostwo ma za wazeliniarza - ale przy okazji jeden z tych, którzy na swoim stołku potrafią przetrwać niemal każdą zawieruchę.
Tym bardziej rozwalało mnie to, kiedy w tłumaczeniach Vercyna, Mysterio opisywał jaki to z Laurinaitisa spoko-ziom, do którego można się zwrócić z każdym problemem :lol: Jak widać - Krasnal to także niezły dyplomata :twisted:

Bardzo dobra robota Six. Temat na czasie i ładnie przybliża postać gościa, która ma zajebiście dużą władzę za kulisami, a którego gros fanów ma wyłącznie za sztywnego menedżerka w garniaku i z głosem nałogowego palacza.
Swoją drogą Ace wie do kogo się przykleić. Tak jak Vince czy Tryplak, to jednak osoby, które znają się na tym biznesie i nie zawsze łykną każde gówno, tak Stefka, łechtana po swej próżności i utwierdzana przez Laurinaitisa w swoich teoriach, zawsze murem będzie stawać za Johnym, a jak wiadomo - oddana córeczka (Vinniego) i kochana żona (Tryplaka), zawsze będzie potrafiła przekonać tak ojca jak i męża do swojego totumfackiego :wink: Facet jeszcze długo będzie "pływał" w tym stawie.

napisane przez -Raven- w dniu : 01-05-2012

Bardzo ciekawy artykuł, o Dżonnym nie wiedziałem za dużo.
O tym że Punk stracił pas w 2009 przez zły ubiór na zapleczu wiedziałem ale nie wiedziałem że to ten człowiek to wymyślił, za tym stoi. Jak dla mnie cały ten dress code to głupota, do momentu kiedy wyznaczone mają promować WWE gdzieś w tv itp.
Że Finlay w ringu wymiatał w latach 2005 wprzód wiedziałem, ale nie wiedziałem że Johnny A. wymyślił mu Hornsa. To jest jedna z niewybaczalnych decyzji, która przysporzyła ludziom wiele złego (a Wincowi kasy....jak on to robi).

napisane przez Jack Doomsday w dniu : 01-05-2012

Dzięki za odzew :wink: . Ponieważ nie spodziewam się wielu nowych wpisów, odniosę się do kilku rzeczy.

Bever, sądzę, że McMahon i Laurinaitis się zaledwie lubią i o jakiejś większej zażyłości nie może być mowy. Vince to biznesmen, więc ma przede wszystkim interesy, a nie przyjaciół czy wrogów. Gdyby było inaczej, nie byłby tam, gdzie jest, bo przecież aby dojść na szczyt, musiał spalić mosty, które przez lata budował jego ojciec. Tak więc Johnny to po prostu jego zaufany człowiek. Trudno powiedzieć, że od czarnej roboty, bo to raczej nie jest tak, że McMahon przychodzi do niego i mówi: zwolniłem tego i tego, zadzwoń do niego i mu o tym powiedz (to właśnie byłaby czarna robota). Praca w dziale kontaktów daje mu dużo samodzielności.

Śmieszy tylko, że człowiek, którego wrestlerzy nie znoszą, był najpierw road agentem (czyli pośrednikiem między szatnią a biurem), a potem wiceprezesem ds. kontaktów z wrestlerami. Brzmi to jak storyline ze złym szefem :).

Ghostwriter, Cornette to taki Jan Tomaszewski - wypowiada się na każdy temat, ale zawsze krytycznie (znalazłoby się zresztą więcej podobieństw) :). Często przesadza i trzeba oczywiście wziąć na to poprawkę, ale w tej dyskusji jego głos wydaje mi się dużo bardziej wiarygodny niż głos Reya, który z założenia o wszystkich mówi dobrze. Z krytyką można chociaż polemizować, tym bardziej, że padły konkretne argumenty przeciwko Laurinaitisowi. Odeprzeć je mógłby tylko on sam, ale jak na złość - milczy :).

Jack Doomsday, Blaze9, jak już pisałem, dopóki Hornswoggle był tylko elementem gimmicku Finlaya, a nie wrestlerem, nikomu nie przeszkadzał. Przeciwnie, dzięki niemu Finlay stał się bardziej over, bo ludzi bawiło to, jak nim poniewierał i wrzucał pod ring.

Poza tym, Blaze9, możesz się kłócić ze zwolnieniem Mastersa, bo ta kwestia należała do Laurinaitisa, ale nie możesz go oskarżać o wszystko, co złe w WWE, bo za to, co się dzieje na galach, odpowiadają writerzy.

napisane przez SixKiller w dniu : 02-05-2012

Reklama

Sondy

Obecnie najważniejsza walka WM 35 to? Brock Lesnar vs. Seth Rollins
Ronda Rousey vs. Becky Lynch vs. Charlotte Flair
Triple H vs. Batista

Komentarze i wyniki

Czat

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Partner

plagiat

Reklamy