O upadku TNA (w moich oczach) słów kilka

O upadku TNA (w moich oczach) kilka słów

\r\n

\r\nChciał nie chciał - bardziej nie chciał, ale co zrobić - ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do napisania (niestety) negatywnej opinii na temat TNA. Moja ulubiona federacja od jakiegoś czasu powoduje u mnie mieszane uczucia z przewagą negatywnych. Nie sądziłem, że federacja w tak krótkim czasie może zburzyć całą swą klimatyczną otoczkę. A jednak jest to możliwe. Jak do tej pory byłem fanem federacji z Orlando i byłem w stanie bronić jej nogami i rękami lecz w tym momencie lekko musze ją oczernić. Od około roku lub może dwóch (zależy, kto jak patrzy na TNA) TNA zaczęło się staczać w otchłań komercji. To co do tej pory było budowane na podwalinach cotygodniowych PPV w hali Asylum teraz zakrawa (o kurde ale słownictwo mi się udało :D ) na nędzne show.\r\n\r\nCo prawda fakt jest faktem, że w ostatnim czasie ratingi czyli de facto pieniądze skoczyły zdecydowanie w górę. Jeszcze dwa lata temu oscylowały one w granicach 0.8, 0.9. Na dzień dzisiejszy ratingi wynoszą regularnie ponad 1.0 a w ostatnich miesiącach 1.2 i 1.3 to norma. Ba, mało tego, doszło w pewnym momencie do pokonania ECW. Był to taki krok milowy (oficjalnie nigdy nie był tak nazwany, ale jestem święcie przekonany, iż na tym zależało szefostwu TNA). Oczywiście cos kosztem czegoś. Większe ratingi = większe pieniądze = więcej entertainmentu = mniej wrestlingu = moje i pewnie nie tylko moje niezadowolenie.\r\n\r\nW tym momencie pragnę wymienić najważniejsze moim zdaniem czynniki (czyli takie, które osobiście działają na mnie) powodujące zwiększającą się niechęć do TNA a konkretniej do cotygodniowych gal iMPACT.\r\n\r\n

Rozmiar gali

\r\nJeszcze dwa lata temu, gdy gala trwała niecałą godzinę do ściągnięcia było 350 mb. Po przejściu na dwugodzinne wydanie mieliśmy 700 mb. Natomiast od jakiegoś czasu to samo dwugodzinne wydanie waży aż 1400 mb. Kogoś powaliło ja przepraszam? Oczywiście rozumiem, że nie jest to wina TNA (dlatego też ten powód wylądował na samym początku a nie na końcu) ale jest to znaczący wiele czynnik. Kiedyś zasiadałem do komputera i w 40 minut miałem całą dwugodzinną galę. Teraz tę samą galę ściągam przez 2 - 3 dni, gdyż nie mam aktualnie fizycznej możliwości siedzieć aż tyle na kompie. Tak więc 40 minut ściągania i mam 40 minut gali. Coś tu jest nie tak. Nie mam już takiego zapału i chęci do ściągania czegoś po pierwsze na raty a po drugie z opóźnieniem (czasem mam kilkudniowe jak nie więcej spowodowane brakiem czasu). Gdybym mógł to bym z chęcią wrócił do 700 megowego wydania.\r\n\r\n

Za dużo MEM, Foleya i Jarretta

\r\n

\r\nOd wielu wielu wydań każdy iMPACT rozpoczyna się dokładnie tak samo. Widzimy MEM bądź Micka Foleya bądź Jeffa Jarretta. Jest to strasznie nużące widzieć te same twarze rozpoczynające gale co tydzień. Chciałem podkreślić, że w federacji są również inne gwiazdy, które mogłyby zostać wplątane w jakieś ciekawe storyline'y i równie dobrze rozpoczynać gale. Och tęsknię za czasami, gdy gala rozpoczynała się cholernie dobrą i szybką walką high flyerów. Niby mało znaczący zawodnicy a jednak taki opener gali był wspaniałym przetarciem całego show.\r\n\r\n

Za mało lowcarderów

\r\n

\r\nWystarczy spojrzeć na roster federacji TNA by ujrzeć całe gro wrestlerów znakomitych, jednak mniej znanych. Ci zawodnicy nie maja możliwości walki o najważniejsze trofea a to właśnie walki o nie najczęściej goszczą w TV. TNA robi coś, czego nie powinno. W miejsce tych mniej znanych (czyli oczywiście przynoszących mniejsze zyski) woli dać segment backstage z jakąś wielką gwiazdą bądź coś podobnego. Robi też coś, czego nie powinno robić po raz drugi czyli łączy ich w pary. Naciągane teamy pokroju Lethal Consequences czy teamy "pisane na kolanie" takie jak Eric Young i Jethro Holiday czy Amazing Red i Suicide nie mają racji bytu. Tacy zawodnicy powinni startować samodzielnie, bo każdy z w/w (no może poza Holidayem) jest w stanie zrobić dobrą i efektowną walkę. \r\n\r\n

Praktycznie brak dywizji Tag Team

\r\n

\r\nTak jak wyżej wspomniałem. Nie jest miło patrzeć jak w federacji jest zaledwie pięć teamów z prawdziwego zdarzenia (LAX, Team 3D, Beer Money, MCMG i No Limit), z czego zaledwie dwa walczą i kręcą się cały czas o ten jedyny i niepowtarzalny pas Teamów (3D i Beer Money). Owszem w przeszłości również kiepsko było z teamami ale było to drużyny osławione na cały świat czyli Triple X i AMW oraz aspirujące do takowych The Naturals, Team Canada (owszem to stajnia ale w teamach też walczyli), 3LK (jak wyżej) czy później Aj Styles i Christopher Daniels oraz LAX. Niby ilość ta sama ale jednak klasa nieporównywalna.\r\n\r\n

Podupadająca dywizja X

\r\n

\r\nTak dokładnie tak. Bolączka wielu z nas. To, co kiedyś było znakiem rozpoznawczym TNA, to, co wyróżniało ją, to, dla czego się oglądało TNA, teraz praktycznie rzecz biorąc umarło. Niby pas tejże federacji jest, niby mistrz jest, ale co z tego? Na początku o ten pas walczyli AJ Styles, Jerry Lynn, Matt Bentley, Chris Sabin czy Kaz. Potem nastała era AJ Stylesa, Chrisa Sabina, Christophera Danielsa i Samoa Joe. Oczywiście więcej zawodników walczyło, ale to są Ci główni. Następnie do głosu doszli Black Machisto i Sonjay Dutt. A teraz jako mistrza mamy Suicide'a i…? I kto walczy o ten pas? Oglądam regularnie TNA i czytam newsy na bieżąco ale cholera nie wiem kto zagraża mistrzowi. Wywnioskować mogę jedynie to, że Dywizja X istnieje jedynie na PPV gdzie do walki o pas staje zawsze po kilku zawodników (walki pokroju X-cape match czy ultimate X match) i ta walka jest dość często openerem. Oczywiście takie walki są uznawane za najlepsze na całej gali. Niestety nie przynoszą one największej ilości $.\r\n\r\n

Nieciekawe storyline'y[h2]\r\nNieciekawe storyline'y a również nierzadko wręcz debilne. Era tychże scenariuszy wg mnie zapoczątkowała się podczas feudu Erica Younga i Roberta Roode'a i okropnego segmentu bikini contest pomiędzy Ericem Youngiem a Traci Brooks. Od tej pory coraz częściej widzieliśmy scenariusze wołające o pomstę do nieba. Ostatnio również było kilka takich nieciekawych (aczkolwiek nieciekawych to zdecydowanie za mało powiedziane) wydarzeń pokroju sytuacji Abyssa i jego dziewczyny (!?) Lauren, chęci dowiedzenia się przez zawodników, kim jest Suicie, mimo, iż wszyscy wiemy, że KAZ powrócił do tej roli czy zatrudnienia kompletnie zbędnej Jenny Morascy. Po co komu to? Błagam o powrót do zwykłych i prostych storylineów.\r\n\r\n[h2]Legend Championship

\r\n

\r\nTeoretycznie jeszcze jeden pas w TNA jest potrzebny, ale czy praktycznie też tak jest? IMO nie. To nie WWE gdzie są 3 programy tygodniowo. TNA ma tylko jeden program i wystarczającą ilość zawodników do trzech pasów. Zawodnicy walczący o WHC, X-Division i Tag Team. Jednak TNA ustaliło sobie jeszcze pas Legend. Aczkolwiek to Booker T sobie ustalił. Po co on w TNA? Co TNA miało na myśli go ustalając? Przecież on każdego obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Czy jeśli w rzeczywistości nazwałbym się kierownikiem to bym nim został bezzwłocznie? I czy jeśli bym się tym kierownikiem ogłosił to czy komuś by zależało na tym, aby zając moje miejsce? Jest to kompletnie nierealne tak jak jakiekolwiek znaczenie pasa Legend.\r\n\r\n

Przejście w HD

\r\n

\r\nPrzejście w system HD owszem było wielkim krokiem naprzód tak jak otrzymanie dwugodzinnego slotu w TV jednak wg mnie nie wyszło one na dobre dla nas fanów. Dla federacji owszem, bo ratingi skoczyły w górę. My jednak możemy przez to spoglądać na coraz więcej pomysłów kopiowanych z WWE.\r\n\r\n

Ściąganie gwiazd WWE

\r\n

\r\nGwiazdy WWE w TNA to coraz częstsze zjawisko. Niektóre transfery były dobre, bo te gwiazdy (Christian Cage, Kurt Angle czy Tomko) zaaklimatyzowali się i wpasowali się cholernie dobrze. Jednak pozostali jak dla mnie nadal przejawiają niestety kompleks WWE. Śmierdzi mi od nich McMahonowatością na kilometr. Gwiazdy pokroju Bookera T, Scotta Steinera, Micka Foleya, Kevina Nasha, Bobbyego Lashleya, midcarderzy pokroju Black Reigna, Rellika, Testa, Juniora Fatu, Jethro Holidaya, i jeszcze długo długo by wymieniać zawsze będą miały dla mnie doklejoną plakietkę "WWE/F". Tak jak wspomniałem wyżej kilku z nich dobrze wypadło w TNA jednak ogólnie rzecz biorąc negatywnie to wpływa na ogólną sytuacje TNA dla nas fanów. TNA powinno promować swoich zawodników a nie obcych. Ale jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze.\r\n\r\n

Podupadająca dywizja kobiet

\r\n

\r\nPomysł był od początku krytykowany. Potem się okazało, że dywizja Knockouts jest najchętniej oglądaną częścią gali. Wszystko zaczynało się prezentować elegancko gdyż do walki o pas pretendentek było kilka: Kong, Love, Jackie Moore, Taylor Wilde, Gail Kim, Roxxi. Na chwilę obecną pozostały tylko Kong i Love bo Moore, Kim i Roxxi już nie ma w TNA a Taylor Wilde jest zamieszana w dziwny feud z Daffney. Osobiście dla mnie dywizja kobiet jest najbardziej interesująca częścią gali. Jednak niestety powolutku zanika ta różnorodność pretendentek do tytułu.\r\n\r\n

Masa gimmik matchy

\r\nNo chyba o tym nie muszę za wiele pisać. Jak jest każdy widzi i każdy sobie zdaje sprawę, że dużo przeróżnych gimmik matchy nie wpływa za dobrze na federację. I tak w ostatnim czasie troszkę się to uspokoiło. I chwała bogu…\r\n\r\n

Mistrz Foley, Pretendent Sting

\r\n

\r\nTakie strasznie wyglądające zbiorowisko gwiazd. Te dwie osoby powinny promować nowych zawodników, przyszłe gwiazdy. A tymczasem nie dość, że zajmują im czas antenowy to jeszcze trzymają najważniejsze laury. Nie kupuje i nigdy nie kupię takiego rozwoju wydarzeń i koniec kropka.\r\n\r\n

Zmiana motta

\r\n

\r\nTNA We are wrestling ⇒ TNA wrestling Cross the line. Chwała bogu, że to motto się zmieniło, bo pod starym federacja nie powinna funkcjonować biorąc pod uwagę to co aktualnie pokazuje. Zmiana motta wiąże się oczywiście z negatywnymi dla fanów zmianami w formacie federacji.\r\n\r\n

Wpadanie w przewidywalnośc i rutynę rodem z WWE

\r\nTego nie cierpię we wrestlingu. Przewidywalności. A to ostatnio często ma miejsce na ringu TNA i poza nim. Nie chce mi się już patrzeć na dziadków kroczących po ringu i walczących o pas, nie chce mi się patrzeć na storyliney rodem z opery mydlanej, nie chce mi się patrzeć na wydarzenia, których rozwiązania są bardzo łatwe do domyślenia się, mam już dość całego tego TNA liczącego jedynie na jak największe zyski. Owszem wiem, że każdemu zależy na pieniądzach, a nam fanom zależy na jak najlepszym wrestlingu. Ale nie może być tak, że przedstawienie bierze górę nad sportem a po angielsku nie może być tak, że entertainment bierze górę nad wrestlingiem.\r\n\r\nNa sam koniec pragnę pokazać, dlaczego mam dość oglądania wrestlingu serwowanego przez TNA. Ale czy mogę te blisko 2 godziny nazwac wrestlingiem?\r\n\r\nStart iMPACTu z dnia 21.05.2009 r.\r\n0 min - 17.41 min\r\nPromo gali, segment JJ i Foleya, segment MEM, wywiad Suicide i Danielsa oraz wejścia na ring zawodników, GONG rozpoczynający walkę\r\n17.41 min - 23.47 min\r\nwalka MCMG, Lethal Consequences, Suicie & Daniels, GONG kończący walkę\r\n23.47 min - 37.37 min\r\nPromo, 3D, British Invasion, JJ, Eric Young, Sting, Angle oraz wejścia zawodników na ring, GONG walki\r\n37.37 min - 40.41 min\r\nwalka Eric young vs Sting, GONG walki\r\n40.41 min - 41.02 min (koniec part 1 i przejście na part 2) 00.00 min - 19.58 min\r\nsegmenty Foley, Angelina Love i Kong, Abyss i Lauren, Aj Styles i Lauren, Matt Morgan oraz wejścia zawodników na ring, GONG walki\r\n19.58 min - 25.01 min\r\nwalka Matt Morgan vs Kurt Angle, GONG walki\r\n25.01 min - 30.50 min\r\nJJ, Jenna Morasca, proma, wejścia na ring zawodników GONG walki\r\n30.50 min - 33.32 min\r\nwalka Samoa Joe vs JJ, GONG walki\r\n33.32 min - 43.56 min\r\nFoley, Rocky Balboa, JJ, Angle, Sting, Koniec gali\r\n\r\nPodsumowując\r\nOgólna długośc gali - 84 minuty 58 sekund\r\nEfektywny czas 4 walk - 16 minut 14 sekund\r\nPozostały czas - 68 minut 44 sekundy\r\n\r\nWTF ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? \r\n\r\nPodsumowując mój wywód\r\nJa chcę oglądać wrestling a nie przedstawienie, które z tygodnia na tydzień jest coraz nudniejsze. Jedyne, co mnie aktualnie trzyma przy TNA to jest dywizja Kobiet a konkretniej Angelina Love i Velvet Sky oraz AJ Styles. Nic więcej. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni, w co niestety wątpię :(\r\n

dodane przez Marcin N (Brejver) w dniu: 26-05-2009 11:37:50

Udostępnij

Komentarze (14)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Tak sobie Ci to wyszło szczerze. Widać ewidentnie to, ze Cię TNA zawodzi ostatnimi czasy ale niektórych powodów szukałeś chyba na siłe. Dziwi mnie też troche czepianie się dywizji Tag Team'ów bo to chyba ostatnia rzecz o jaką można się przyczepić w tej federacji szczególnie w porównaniu z WWE. Czepiłeś się "naciąganych" teamów jak Lethal Consequences w nastepnym akapicie wychwalając czasy kiedy to wystepował Team AJ Styles i Christopher Daniels... przeciez to to samo z tym, że Ci drudzy są bardziej powazani w srodowisku i zapisali się tak a nie inaczej w historii. Nie wymienileś British Invasion którzy właśnie są na poczatku dość obiecujacej przygody w TNA ale mozliwe, ze pisales ten felieton wcześniej. Czepiłeś się tego, że dwa teamy się wkółko kręcą wokół pasów Tag Team ale ... czemu nie? Co w tym złego? Jak dla mnie jeszcze się ten storyline nie wypalił a TNA od zawsze działa tak, że pragnie wyssać do ostatniej kropli potu (tudziez do ostatniej walki) kazdy storyline by jakoś w miare racjonalnie zapchac karte PPV. Owszem ... (spoiler Sacrifice)

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)

...
Co do Foley mistrzem to ja się zgadzam, że tak być nie powinno i jest to chore ( na Attitude Mowi nazwalem go najgorszym mistrzem TNA w historii ). Juz pare lat temu kiedy ktoś wychwalał TNA, że promuje młodych, że w WWE są same "stare dziady" ... to zacząłem wyliczać średnią wieku gwiazd które występują w Main Eventach obu federacji i WWE wypadlo wtedy lepiej ... tzn. młodziej. Dobry przykład to Main Event TNA Sacrifice... Sting vs Jarrett vs Angle vs Foley ... wymaga tlumaczenia? Nie sądzę.
...
Legends Championship nie rozumiem po co to im potrzebne... pas nie ma historii i nie ma prawa istnienia w tej federacji. Calkowicie zbędny i AJ Styles mogl mieć ten feud z Bookerem T smialo bez tego pasa.
...
Najfajniejszy punkt to Masa gimmik matchy ale tego w TNA było zawsze multum co mnie raziło niemiłosiernie....

Kierunek w jakim zmierza TNA byl oczywisty... przykre, że nie będzie tak jak dawniej ale jestem w stanie to zrozumieć i oglądam Impacty i nie narzekam. Chociaz obecnie są one u mnie w hierarchi nie tylko za RAW .. ale ostatnio i po SmackDownie. Brejver jesli chcesz ogladac wrestling a nie przedstawienie to oczywistym krokiem dla Ciebei jest coraz czestsze zaglebianie sie w RoH ... im narazie nie grozi odejscie od koncepcji chociaz myśle, że jeszcze kilka lat i będzie powtorka z rozrywki ;-) Ktoś bedzie narzekał na to, że oni też dali wyrazny krok w rozwoju entertainmentu.

napisane przez N!KO w dniu : 26-05-2009


Cytat:

Tak sobie Ci to wyszło szczerze. Widać ewidentnie to, ze Cię TNA zawodzi ostatnimi czasy ale niektórych powodów szukałeś chyba na siłe.


Ha :P Widzisz :P Dlatego podkreśliłem wyraźnie, iż felieton przedstawia tylko moją opinię i nie ma na celu odkrywać ameryki :P Poprostu czułem potrzebę przelania tego na attitude :P Z takim skutkiem jaki jest :)


Cytat:
Dziwi mnie też troche czepianie się dywizji Tag Team'ów bo to chyba ostatnia rzecz o jaką można się przyczepić w tej federacji szczególnie w porównaniu z WWE. Czepiłeś się "naciąganych" teamów jak Lethal Consequences w nastepnym akapicie wychwalając czasy kiedy to wystepował Team AJ Styles i Christopher Daniels...


Ale ja nie porównywałem do WWE :P Tylko i wyłącznie moja opinia :P Fakt, przymarkowałem Stylesowi i Danielsowi :P


Cytat:
Jak dla mnie jeszcze się ten storyline nie wypalił a TNA od zawsze działa tak, że pragnie wyssać do ostatniej kropli potu (tudziez do ostatniej walki) kazdy storyline by jakoś w miare racjonalnie zapchac karte PPV.


A pamiętasz feud Erica Younga i Roberta Roode'a? Dlatego też jestem totalnie przeciwny dłuuuuuugim storyline'om :P


Cytat:
Brejver jesli chcesz ogladac wrestling a nie przedstawienie to oczywistym krokiem dla Ciebei jest coraz czestsze zaglebianie sie w RoH


Niestety muszę przyznać, że w Roh byłem wciągnięty na maxa przed PPV, za czasów pierwszych PPV jeszcze dało się oglądać. Od czasu przejścia na HDnet nie trawię ROH.

Może poprostu mam syndrom nienawidzenia zmian kroczących w stronę komercji. Najwyraźniej :P

napisane przez Brejver w dniu : 26-05-2009

Dzięki za ten tekst Brejver. Dobrze, że ktoś wreszcie podsumował bagienko jakim stała się moja ulubiona niegdyś federacja. Byłem wielkim fanem TNA i pomimo, że wiele klątw i przekleństw zdążyłem posłać w stronę Jarreta i spółki, sam nie mógłbym się zdobyć na napisanie czegoś takiego z co najmniej dwóch względów: czysto praktycznego (brak chęci :P ) i sentymentalnego: podsumowanie tego całego shitu którym jest obecnie TNA i równoczesne uświadomienie sobie jak ta federacja wyglądała kiedyś...nie jestem masochistą :)
Według mnie, ,,proces gnilny" rozpoczął się jesienią 2006. Wtedy TNA rozpoczęło systematyczną wędrówkę w dół. Wszystkie te niedorzeczności o których wspomniałeś w swoim tekście przez lata coraz bardziej odpychały mnie od produktu z Orlando i ostatecznie sprawiły, że sam sześciokątny ring powoduje u mnie odruchy wymiotne.

napisane przez Beholder w dniu : 26-05-2009

Gratuluje Brejverze znakomitego artykułu oraz podjęcia jakże ciekawego, kontrowersyjnego tematu do dyskusji.

Na początku chciałbym zaznaczyć, że TNA oglądam od ponad roku, historię federacji znam dość pobieżnie, jednakże chciałbym dorzucić swoje trzy grosze.

Wydaje mi się, że problem leży nie w samej federacji, ale społeczności i odbiorcach wrestlingu w Ameryce. Oczywiście, TNA może nie zniża się po równi pochyłej z zastraszającą prędkością, ale regres jest widoczny. Oczywiście, federacja z Nashville, może jeszcze nie całkowiem otwarcie, próbuje rywalizować z WWE, ale do takiej konfrontacji w końcu dojdzie. Sęk w tym, że tak właśnie być musi.

Przyjrzyjmy się sytuacji z perspektywy właściciela promocji. Stricte biznesowe spojrzenie. To oczywiste, że w końcu każdy będzie chciał zarobić na swojej działalności. Każdy chciałby, żeby jego promocja zaczęła przynosić coraz większe zyski. A w konfrontacji na rynku main streamowych federacji, nie da się zrobić tego inaczej jak próbować podebrać "klientów" swojemu przeciwnikowi, upodabniając się do niego. W tym momencie, chciałbym użyć wcześniej wspomnianego argumentu o amerykańskiej widowni (która ma niezbyt wygórowane gusta, jak można sądzić po sprzedających się na potęgę koszulkach Johna C. czy "skarpetach" Jeffa H.). Otóż, to co wartościowe, mające znamiona wielkiej sztuki, rzadko kiedy znajdzie masowego odbiorcę (pojedyncze przypadki - w filmie, muzyce, sztuce - tylko potwierdzają tezę). Generalnie rzecz biorąc sprzedaje się tylko chłam. A wracając do biznesowego punktu widzenia - kto w twardych realiach rynku nie zarabia (czytaj: nie sprzedaje chłamu), szybko zostaje wchłonięty lub upada.

Tutaj chciałbym nawiązać do ratingów TNA, ale nieco z innej strony. Mogliśmy niedawno przeczytać szczegółowy rating jedej z gal Impact, na której dość solidna walka (British Invasion vs. Amazing Red & Suicide) zyskała gorszą oglądalność niż walka Cute Kipa i Awesome Kong (która, jak sobie dobrze przypominam, nie miała wiele wspólnego z normalnym wrestlingiem). Co z tego wynika? Że być może wrestling, który uznajemy za wysokiej klasy, może po prostu nie jest popularny? Wczesne ratingi gal TNA mogą także przemawiać za tą tezą.

Inna sprawa to Indysy. Wielu udzielających się na forum, ogląda tylko taką formę wrestlingu. 90% użytkowników Attitude przyzna, że Indysy są lepsze od main streamu. Ale dlaczego taki wrestling nie jest popularny? A przecież jest o wiele lepszy? Indysy straciły by bowiem status federacji niezależnych gdyby tak było. Nie nazywały by się już independent. A tak mogło by być tylko wtedy, gdy większość odbiorców wrestlingu jako takiego, zaczęła by się nim interesować (po prostu preferować w subiektywnym odbiorze to co jest wysoką klasą). A czy szerokie masy mogą, używając ponownie przykładu z muzyki, zacząć tak z dnia na dzień słuchać Bjork czy Milesa Davisa?

Jeszcze inny przykład to SmackDown. Od pewnego czasu, na Attitude pojawiają się głosy jakoby ten brand robił coraz lepsze walki. A poprawcie mnie jeśli się mylę, ale czy przypadkiem ratingi, niemal w tym samym czasie, z tygodnia na tydzień, odrobinę nie spadały?

Owszem, sposobem na pokonanie konkurencji, jest też wymyślenie produktu nowatorskiego, autentycznego. Problem w tym, że takie strzały udają się raz na sto przypadków (bo, żeby użyć ponownie muzycznego przykładu, musiałby to być sukces komercyjny i artystyczny). Jednocześnie obawiam się, że taki strzał, byłby tylko krótkotrwałym komercyjnym sukcesem. A przecież jak w każdym biznesie (nie tylko na rynku wrestlingu) trzeba się rozwijać. Sukces mógłby być zdyskontowany tylko przez kolejny strzał w dziesiątkę (bardzo rzadkie przypadki w różnych dziedzinach) lub poprzez odstawianie/sprzedawanie chłamu (bardzo częste przypadki).

Jak już pisałem, to niestety nie w TNA leży problem, tylko w masowym odbiorcy wrestlingu (po chwili przemyślenia - nie tylko nawet w Ameryce ale na świecie). Wrestling został zabity przez WWE gdzieś tak w 2005 roku. Te kilka lat monopolu federacji McMahona, spłaszczyła wymagania, a także ustaliła nowe perspektywy postrzegania tej dziedziny. Jedyne co nam zostało, to marzyć o tym, że nagle większość uzna, że wszystko już w main streamie (na dzień dzisiejszy właściwie to WWE i TNA) zostało wymyślone, zacznie się odwracać od oglądania, a właściciele tychże federacji, w ramach ratowania oglądalności sięgną po nowe pomysły (albo stare) i nagle zaczną prezentować to o co nam - "prawdziwym ;-)" fanom prawdziwego wrestlingu się podoba najbardziej i to, czego oczekujemy.

Ale czy tak naprawdę można narzekać? Nie od dzisiaj wiadomo, że kto chce sięgnąć po dobre walki - ogląda Indysy (lub/i Japonię oraz Meksyk), kto chce sięgnąć po entertainment (czasem lepszy, czasem gorszy) ogląda main stream. Tak wiem - każdy chciałby połączenia jednego i drugiego; owszem zdaję sobie sprawę, że tak mogło być kiedyś z TNA i że utrata tegoż właśnie atutu, jest myślą przewodnią artykułu, do którego się odnoszę, ale, przepraszam, że się powtarzam - tak być musiało. Jedyne, co w dzisiejszych realiach jest możliwe, to oczekiwanie na jak najdłuższe utrzymywanie poziomu, które i tak musi się w końcu zakończyć. Teraz możemy tylko obstawiać, kiedy podobne artykuły (o spadku poziomu „artystycznego”) pojawią się na temat ROH.

Odnosząc się jeszcze do samej rywalizacji TNA z WWE. Z jednej strony - TNA próbuje zżynać (ot chociażby promówki do walk), z drugiej strony wymyślać coś po swojemu (co częściej niż rzadziej spotyka się z dezaprobatą wrestlingowego odbiorcy - np. przekombinowane stypulacje). I teraz zapytanie: to co w końcu TNA ma robić? (tak wiem - ktoś od razu doda - wymyślić coś na tyle oryginalnego, by spotkało się z uznaniem. W tym momencie proponuje mu założenie własnej federacji i życzę przebicia ratingów RAW w amerykańskiej TV).

Osobiście, jak można wywnioskować z mojego postu, jestem lekkim markiem TNA, stawiającym tą federację odrobinę wyżej od WWE. Pewnie za rok, albo i krócej, będę odszczekiwał swoje słowa ;-), ale to już inna sprawa. Jednym z powodów, dla których oglądam tą promocję, jest fakt, iż chciałbym złamania monopolu Vince'a na main stream. Ale też jednocześnie, w momencie gdyby TNA zaczynało dościgać WWE, to i w tej drugiej federacji coś by się ruszyło. Większa konkurencja zawsze wychodzi na dobre klientom. Początkowo wyglądałoby to w ten sposób, że obie promocje rywalizowałyby, moim zdaniem, na sprzedawanie chłamu, lecz po jakimś czasie, poziom "artystyczny" musiałby się zacząć podwyższać.

Każdy z nas ma ulubioną federację lub federacje. Ale spoglądając trzeźwym, chłodnym okiem, każdy wykazałby w nich jakieś braki. Może i od jakiegoś czasu TNA ma ich coraz więcej, ale czy w takim razie, w naszym, fanów wrestlingu, interesie leży, by przez nie federacja upadła (poprzez nasze odwracanie się i spadek oglądalności)? Nie mówię, że należy bezkrytycznie przyjmować wszystko to co ma do zaoferowania federacja z Nashville, ale mam jakąś złudną nadzieję, że może być i kiedyś będzie lepiej z jej poziomem. Chociażby, ze względu na to, że rywalizacja z WWE i walka o gusta fanów wrestlingu leży w gestii finansowej TNA. Wydaje mi się, że przedstawiciele wszystkich federacji bardzo uważnie sondują fora internetowe, badają upodobania, nie tylko poprzez ratingi i sprzedaż merchendaisu (chociaż to jest dla nich najbardziej opłacalne). Sądzę, że zarówno w TNA i w WWE, wiedzą doskonale o tym, że odstawiają fuszerkę, ale sądzę też, że producenci obu show, będą doskonale wiedzieć, kiedy należy zrobić coś porządnie (w domyśle – w momencie spadku zainteresowania). Może moje przemyślenia w tym akapicie to dywagacje ściętej głowy, fantasmagorie, ale nie chciałbym sobie wyobrażać wrestlingowej rzeczywistości w innym, czarnym scenariuszu.

Zmiany w produkcie są nieodzowne. Tak samo jak nasze zmieniające się gusta. Dzisiaj mogę nie przepadać za ultraviolentem, a za parę miesięcy być może będę oglądał tylko taki wrestling. Teraz mogę nie znosić sztuczności i przepychu WWE, ale np. jutro będę wielkim piewcą promocji McMahona. A z drugiej strony, gdyby nic w TNA się nie zmieniało, powstałby być może podobny artykuł o stagnacji w federacji. Wiem – chodzi o zmiany na lepsze. Tutaj to już kwestia indywidualnego gustu.

Artykuł bardzo dobrze podsumowuje poszczególne czynniki zmian zachodzących w TNA. Jednakże, uprę się, że takie zmiany są może nie tyle naturalne, co planowe i potrzebne, a nawet do przewidzenia i nieuchronne.

Poszczególne zmiany mają prawo rozmijać się z potrzebami dotychczasowych odbiorców.
Ale dla kogoś słaba dywizja tag team, może być dla drugiej osoby w rzeczywistości bardzo mocna (zależnie od kryteriów). Udział tych samych main eventerów na każdym PPV, może być w gruncie rzeczy czynnikiem przyciągającym przed ekrany (monitorów). Każdy z powodów w wymienionych w artykule, mógłby stanowić temat do odrębnej dyskusji na forum.

Obecne działania TNA to kolejne kroki, inwestycje w działalności firmy. Ryzyko nieco odmiennych od konkurencji działań zostało podjęte (mam tu oczywiście na myśli samą prezentację produktu, nie to, że poziom ogólny upodabnia się do WWE). Każda firma musi się liczyć, że inwestycje się po prostu nie spełnią/rozminą z oczekiwaniami klientów. Kwestia pozostaje taka, czym jest cel nadrzędny tych działań. Wzrastające (powoli, bo powoli) ratingi gal, pozwalają sądzić, że oczywiście chodzi o kasę (ale to najzupełniej w świecie normalny powód).

Post miał na celu udział w dyskusji, zaprezentowanie odmiennego, własnego poglądu, nie miał na celu nikogo urazić. Rzeczowa, merytoryczna dyskusja mile widziana. Jak coś mi się przypomni, to napiszę jeszcze o tym.

napisane przez The Wizard w dniu : 27-05-2009

Tak jak już ktoś wspominał, czytając ten felieton miałem wrażenie że szukasz dziury w całym i na siłe chcesz "udupić" TNA. Bardzo ładnie wszystko opisał The Wizard, i pod jego słowami podpisuje się rękami i nogami. Co z tego że TNA prezenowało świetny poziom do 2005 roku, skoro ledwo wiązało koniec z końcem? Gdyby się nie upodobniło do WWE pewnie by już ich nie było! a jeśli chodzi o artystyczne odczucia- porównajcie sobie choćby ostatnie Sacrifice do jakiegoś malo znaczącego PPV ( bo takim Sacrifice przecież jest) z 2007 roku. Przynajmniej mi sie wydaje, że jest dużo lepiej i TNA z tego dołu w jaki wpadło w 2006/2007 roku już się wygrzebuje. Nie wiem może mam umysł jak jakoś tłusty, głupi Amerykaniec, ale obecny produkt TNA bardzo mi się podoba( a ogłądam te federacje od 2005 roku) i uważam że bije na głowe to co obecnie serwuje nam WWE! Tak! Porownując Lockdown 2009 i Wrestlemanię XXV duzo lepiej bawiłem się przy PPV TNA. Oczywiście jak ktoś ma inne zdanie to je uszanuję, ale wciąż pozostaje zwolennikiem TNA

napisane przez k4rol-13 w dniu : 27-05-2009


Cytat: k4rol-13

Tak jak już ktoś wspominał, czytając ten felieton miałem wrażenie że szukasz dziury w całym i na siłe chcesz "udupić" TNA.


Właśnie o to chodzi, że nie chcę udupić. Ja ubóstwiam TNA i broń boże nie chce mojej ulubionej federacji udupić :) I nie szukam dziury w całym :) Poprostu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i właśnie mi się nie podoba aktualne TNA (tak jak przedstawiłem w felietonie) a dla Ciebie TNA przeżywa aktualnie największe wzloty.


Cytat:
Nie wiem może mam umysł jak jakoś tłusty, głupi Amerykaniec, ale obecny produkt TNA bardzo mi się podoba( a ogłądam te federacje od 2005 roku) i uważam że bije na głowe to co obecnie serwuje nam WWE!


Oczywiście jak dla mnie TNA jest lepsze od WWE zdecydowanie, ale gorsze od TNA sprzed 2005 roku :)



O to właśnie chodzi, że każdy ma swoje zdanie :)

Cieszę się, że takie dyskusje i rozwinięte posty :)

napisane przez Brejver w dniu : 27-05-2009

Niestety brutalna prawda o mojej ulubionej federacji. Mojego uwielbienia do niej nikt i nic już nie zmieni. Złote lata TNA już ma za sobą przypadły one na lata 2004-2006. Następuje powolne upadanie tego feda.
Wracając do felietonu, wszystko się zgadza, uważam że Brejver masz po prostu talent do takich rzeczy. Pisz częściej, masz we mnie stałego czytelnika.

napisane przez krzysinho w dniu : 27-05-2009

The Wizard, oczywistym jest, że TNA zmienia swą twarz na bardziej komercyjną, ale robi to w sposób tak kuriozalny, że może zrobić się niedobrze. Owszem, federacja walczy o widzów pokruju grubego Johna, który po powrocie z pracy nie włącza tv aby zobaczyć świetny pojedynek X-division, tylko rzucić okiem na Angelinę Love wchodzącą na ring. Jak widać strategia ta działa, gdyż z czego się orientuję, ratingi rosną. Czy federacja Jarreta musiała jednak koniec końców postawić wszystko na jedną kartę? Smutna prawda jest taka, że TNA pokazało środkowy palec wszystkim swoim starym fanom, którzy nie oglądali jej dla dywizji kobiet czy emerytów w main eventach.


Cytat: k4rol-13

czytając ten felieton miałem wrażenie że szukasz dziury w całym i na siłe chcesz "udupić" TNA.


TNA samo się udupiło,a tekst Brejvera tylko ładnie to podsumował. Zamordowanie dywizji X , tagowej z resztą też, danie Heavyweight title tym, którzy absolutnie na niego nie zasługują... to tak najogólniej, co stało się w TNA. Jeśli komuś odpowiada obena formuła TNA - jestem w stanie to zrozumieć. Kwestia gustu - może komuś nie przeszkadza, że np. AJ Styles przez ponad rok marnował się w gimmicku nadpobudliwego Foresta Gumpa, Christopher Daniels przez długo w zasadzie nie walczył, a błaznując w gimmicku Curry mana, a Joe, delikatnie powiedziawszy, zwiększył swoją masę. Ja jednak, podobnie pewnie jak Brejver dpceniałem tych wrestlerów choćby za pamiętny three-way match (5 gwiazdek od Meltzera). I wszystko jasne.

Ogólnie przeraża mnie nastawienie tej federacji. Cieawe, do czego byliby zdolni, aby jeszcze podnieśc ratingi?

napisane przez Beholder w dniu : 27-05-2009


Cytat: The Wizard



Inna sprawa to Indysy. Wielu udzielających się na forum, ogląda tylko taką formę wrestlingu. 90% użytkowników Attitude przyzna, że Indysy są lepsze od main streamu. Ale dlaczego taki wrestling nie jest popularny? A przecież jest o wiele lepszy? Indysy straciły by bowiem status federacji niezależnych gdyby tak było. Nie nazywały by się już independent.


Czyli o niezależności takich federacji stanowi to, że nie są one popularne? A kiedy zaczynają być popularne? Gdy dorobią się gali TV? Słowo Independent w tym przypadku ma o wiele więcej ważniejszych znaczeń niż popularność, albo jej brak.

A dlaczego taki wrestling nie jest popularny? Tutaj też nie można generalizować, bo całkiem czym innym jest "popularność" ROH i "popularność" PWG (tak dla przykładu). Pewnie większość uzna, że to i tak jeden chuj, ale różnice są znaczące. Poza tym, wiesz, czasami nie wszystko co nie jest popularne jest jakoś specjalne trudne w odbiorze. Czasami trzeba tylko zadać sobie trud żeby coś ciekawego znaleźć. I prawdopodobnie "przeskok" byłby mniej bolesny niż dla fana Mandaryny przeistoczenie się w fana Bjork.

napisane przez majonez w dniu : 27-05-2009


Cytat:

Czy federacja Jarreta musiała jednak koniec końców postawić wszystko na jedną kartę? Smutna prawda jest taka, że TNA pokazało środkowy palec wszystkim swoim starym fanom, którzy nie oglądali jej dla dywizji kobiet czy emerytów w main eventach.


Dokładnie o tym pisałem w swoim poście. TNA pokazało swoim starym fanom środkowy palec, po to by zacząć zarabiać. Co więcej, w moim mniemaniu, taka jest brutalna biznesowa rzeczywistość i po prostu kolej rzeczy.


Cytat:
Ogólnie przeraża mnie nastawienie tej federacji. Cieawe, do czego byliby zdolni, aby jeszcze podnieśc ratingi?


Aż strach pomyśleć. Ale to już indywidualna kwestia Dixie Carter i tego czy ewentualne posunięcia przysporzą jej federacji profitów.

Z wypowiedzi Szanownych Kolegów wnioskuję, że po prostu wszyscy mniej lub bardziej przeżywamy tą bolesną transformację jaka dokonuje się w TNA - z federacji "o znamionach niezależnego, wysokiej klasy" wrestlingu na mainstreamowy show. Tak, owszem - możemy dywagować, nad tym czy main stream w wymiarze TNA nie jest przypadkiem kuriozalny, groteskowy w porównaniu z WWE. Gdyby byłaby kopią promocji McMahona, wymienialibyśmy poglądy o tym jak bardzo powielane są wzorce. Natomiast gdy w TNA próbuje się wymyślać coś swojego - to z kolei, besztamy federację z Nashville, za to, że za bardzo odbiega od oryginału lub/i naszego poglądu/wizji.

Krótko: chyba powinniśmy przestać oglądać mainstream w takim razie ;-). Jedynym sposobem aby ukrócić nasze narzekania, byłoby wynalezienie przez kogoś "złotego środka" jeśli chodzi o telewizyjne federacje. Bo w tym momencie ani TNA i WWE nie są nawet blisko tego.

Ośmielę się stwierdzić, że cała wina leży w WWE. Bo to właśnie na porównania do tej federacji skazana jest TNA. Jak pisałem wcześniej, jedyne co może "uratować" rynek mainstreamowych promocji, to przełamanie monopolu WWE. Tylko wtedy, w trakcie walki o widza, producenci RAW, SmackDown czy Impactu będą się prześcigać zarówno w walce o rating, jak też w ogólnym poziomie widowiska.

A transformacja jak transformacja. Musiała nadejść. Pewnie - można robić dobre gale z zajebistymi walkami - w domyśle - federacje niezależne. Jednak i tu, rozbijając na czynniki pierwsze, można dojść do wielu wad.

Po prostu, człowiek obeznany z wrestlingowym światkiem, będzie wiedział, czego i gdzie szukać. Co więcej, świadomy wszechwładnej ręki rynku, działającej w tym biznesie, jest zmuszony przyjąć, że "oferowany towar" będzie różnej jakości i nie zawsze taki sam.



Cytat:
Czyli o niezależności takich federacji stanowi to, że nie są one popularne? A kiedy zaczynają być popularne? Gdy dorobią się gali TV? Słowo Independent w tym przypadku ma o wiele więcej ważniejszych znaczeń niż popularność, albo jej brak.


Tak - zgadzam się, że słowo "Independent" jest czymś więcej niż różnicą pomiędzy popularnym a niepopularnym wrestlingiem. To o czym pisałem w poście, to BARDZO skrótowa definicja, mająca na celu jedynie w ogólnym znaczeniu podeprzeć argument.

Ale też jednocześnie - tak - federacje Independent - tracą coś z siebie po przejściu do TV (ot chociażby mir dostępności czy umiejętności odbioru dla ścisłego grona zainteresowanych).

Nie twierdzę, że wrestling niezależny jest niemożliwie trudny w odbiorze; po prostu inaczej należy go odbierać. Trzeba się tego nauczyć. Chociaż w zasadzie – sama ilość osób udzielających się na Attitude w Independent Zone mówi dużo. Przykład z Bjork i Milesem Davisem wydawał mi się najbardziej obrazowy. Nie kwestionuję tu odmienności, trudności, inności, czy jak to inaczej nazwać, indysów, prędzej chodziło mi o podkreślenie zbiorowego zaprzestywania w poszukiwaniach i zadowalania się tym, co jest tylko ułamkiem w całości.
Bynajmniej nie określam też ludzi jako gorszych czy lepszych, po prostu boleję nad samym faktem zapadnięcia w poszukiwawczy marazm, co jednocześnie dawało asumpt np. właśnie dla TNA, dla podjęcie działań stricte komercyjnych.

A o popularności lub nie indysów (vice wspomniany Attitudowy Independent Zone) można i należałoby dywagować w odrębnym temacie.

napisane przez The Wizard w dniu : 27-05-2009

Jedna rzecz jest pewna. My i przeciętny amerykański odbiorca patrzymy na obecne TNA inaczej. Zobaczmy jak patrzy na to przykładowy... powiedzmy, że przykładowy John.

John wraca z pracy, którą stracił mimo dziesięciu lat wypełniania obowiązków(kryzys mamy :D ). Po drodze mija domy, przed którymi widzi wbite w ziemię tabliczki oznajmiające FOR SALE. Przypomina sobie, że musi coś zjeść. Podjeżdża do McDrive’a, który jeszcze kilka miesięcy temu był o tej porze oblegany przez klientów, a teraz jest jednym z niewielu stojących w kolejce po upragnionego Big Maca. Sprzedająca tam Annie informuje go, że to ostatnia okazja, aby ją zobaczyć w tym okienku. Wyjeżdża bowiem do rodziny w innym stanie. Nie stać jej na utrzymanie domu, w którym samotnie mieszka. John bardzo ją lubił i nie może się pogodzić z tym, że może jej już nigdy nie zobaczyć. Przyjeżdża do domu, wysiada z samochodu(który i tak za kilka tygodniu ukradną mu złodziejaszki z trzydziestej czwartej ulicy), wchodzi do domu i zasiada w fotelu. Wkurwiony obrotem spraw bierze pilota i przełącza kanały, z zakupionym po raz ostatni od Annie Big Maciem w dłoni. Perypetie Ridge’a, który po raz nty żeni się z Brooke go nie interesują. Seriale go już znudziły. I w końcu natrafia na SpikeTV. Na ring wchodzą Angelina Love i Velvet Sky. Jest na czym zawiesić oko, więc John odkłada pilota i zabiera się za oglądanie Impacta! Fajne dupy w tym TNA – myśli. Od dawna nie oglądał wrestlingu więc nie ma rzeczy, która by mu nie pasowała. Nie zwraca uwagi na to, że matche zajęły 16 minut półtoragodzinnego programu. Posłuchał przemów Angle’a, Stinga, Jarretta, Foleya i kilku innych. Wrestling znów go wciągnął! A może to po prostu sposób na odreagowanie stresów. Ale dlaczego akurat TNA? Brak chęci by poszukać jakiejś alternatywy? Może bardziej ciekawią go feudy niż jakość matchy. Może to właśnie dla niego jest dobry wrestling. I tutaj pojawia się kwestia co jest dobrym wrestlingiem.

Zacznijmy od tego, jakie federacje dostarczają nam dobrego wrestlingu. Na tą chwilę dobry wrestling daje ROH(ostatnio poziom osłabł, ale dalej jest dobrze), NOAH, Chikara, Dragon Gate, BJW... W ogólności można powiedzieć – Scena Indys i Puro. Zamiast dawać ponad godzinę promosów i kilkanaście minut wrestlingu, opowiadają historię matchem. Ostatnio za przykład świetnie opowiedzianej historii dałem match Sugiura & Shiozaki vs Nakamura & Milano Collection AT. Ten match mnie niesamowicie wciągnął. Był praktycznie idealny. Nie mogłem się do niczego przyczepić i nie miałbym nic przeciwko zwiększeniu jego długości. Ale być może to była właśnie idealna długość. Ale wiem jedno. Nie znając japońskiego wyczekuję na takie właśnie matche. One opowiadają historię lepiej niż jakikolwiek promos. Ale czy taki sposób przeprowadzania Impactów przypadłby do gustu przeciętnego Johna? Szczerze mówiąc wątpię w to. Dlaczego? Przeciętny Amerykanin preferuje operę mydlaną. WWE ma stałą widownię, która zwiększa się gdy przed Wrestlemanią robi się ciekawiej. Przez resztę roku odgrywana jest opera mydlana na miarę perypetii Ridge’a i Brooke. TNA też idzie trochę w tą stronę. Przegadane Impacty, które nieźle wkurzają swoim poziomem. Mimo zapowiedzianych 3 gwiazdy w TNA nie wiem czy cokolwiek się w tej kwestii poprawi. Jednak taki format podoba się widowni docelowej. I jak to mawia Vince McMahon...

...It’s all about the money! Bo co da TNA to, że zadowoli wąską grupę fanów przed odbiornikami TV i grupę użytkowników for internetowych ściągających ich produkt. Przecież to da niską oglądalność, małe buyrate’y PPV i przez to małe zyski. Teraz mamy kryzys i już tną koszty jak mogą. Zadowalanie przeciętnych mieszkańców USA jest bardziej opłacalne. Więc póki to nie znudzi się telewidzom, dopóty będziemy dostawać taki produkt jak teraz. I tutaj trzeba zadać bardzo ważne pytanie. Czy jeszcze jest szansa na poprawę? Może jestem głupcem, ale nadal w to wierzę. Nadal mam nadzieję to, że ta historia skończy się happy endem i TNA będzie rosło w siłę, jednocześnie dając nam dobrej jakości produkt.

PS. Mam nadzieję, że was nie zanudziłem wstępem w postaci jednego dnia z życia Johna :)

napisane przez BRKSTRM w dniu : 27-05-2009

Większość tego co wypisałeś to głupie czepianie się i brednie. Otwierający akapit, czyli Rozmiar gali jest po prostu najlepszym dowodem na to. Jak można zacząć w ogóle poważny artykuł "o upadku TNA" na poważnym portalu o wrestlingu komentarzem na temat rozmiaru gali w internecie? Kolejny *HIT* to Przejście w HD, jakby to w ogóle mogła być z jakiegokolwiek punktu widzenia zła rzecz.

W dywizji TT nigdy nie było więcej niż 5-6 poważnych teamów. Tak czy inaczej nie ma się czego uczepić w niej, nie będę się tego czepiać więcej bo N!KO już napisał konkretnie i nie ma co dublować:P

I jeszcze też dobił mnie zdeka punkt o walkach w TV. Kto w ogóle ogląda tygodniówki dla walk? Przecież to oczywiste, że tam jest sam syf i może z jedna walka na miesiąc, o której można powiedzieć, iż jest dobra. Od dobrych walk powinny być PPV, ale w sumie o tym mało co napisałeś. Tak czy inaczej to dobre storyline'y decydują o sukcesie wrs, patrz era nWo w WCW czy Attitude w WWE.

W reszcie po części masz rację, MEM jest źle zrealizowany, dunno co robi w tym feudzie Foley i czemu lata z pasem, większość ex-WWE sux, a Suicide to żart.

No i w sumie tyle produkowania styka ...

napisane przez Sivy w dniu : 27-05-2009


Cytat: Sivy

Większość tego co wypisałeś to głupie czepianie się i brednie. Otwierający akapit, czyli Rozmiar gali jest po prostu najlepszym dowodem na to. Jak można zacząć w ogóle poważny artykuł "o upadku TNA" na poważnym portalu o wrestlingu komentarzem na temat rozmiaru gali w internecie? Kolejny *HIT* to Przejście w HD, jakby to w ogóle mogła być z jakiegokolwiek punktu widzenia zła rzecz.


Właśnie od tego jest felieton aby wypisać wszystkie swoje żale i bóle wedle potrzeby. A rozmiar gali jest dla mnie znaczącym czynnikiem, jaki powoduje niechęć do tygodniówek TNA. A zauważyłeś, że ten "poważny artykuł" jak to napisałeś ma dopisane jest "(w moich oczach)"? Oznacza to, że przedstawiam swoje i tylko swoje opinie. A przejście w HD jest dla mnie znaczącym czynnikiem działającym negatywnie, gdyż w momencie przejścia w HD TNA musiało upodobnić się do WWE. Nie mogło zostać na swym stałym poziomie. A to bynajmniej jak dla mnie jest zmiana in minus. Zresztą wszystko to opisałem w moim felietonie więc nie wiem po co się powtarzam :)


Cytat:
I jeszcze też dobił mnie zdeka punkt o walkach w TV. Kto w ogóle ogląda tygodniówki dla walk? Przecież to oczywiste, że tam jest sam syf i może z jedna walka na miesiąc, o której można powiedzieć, iż jest dobra. Od dobrych walk powinny być PPV, ale w sumie o tym mało co napisałeś. Tak czy inaczej to dobre storyline'y decydują o sukcesie wrs, patrz era nWo w WCW czy Attitude w WWE.


Hę? A po co się ogląda tygodniówki? Po mojemu dla połączenia walk i segmentów i storylineów. Połączenia bardzo zrównoważonego. A takowe aktualnie nie jest. Dlatego wymieniłem takowy punkt. I nie uważam, że od dobrym walk powinno być PPV. Bo z twojej wypowiedzi wnioskuje, że chciałbyś oglądać 4 tygodniówki z samymi segmentami i wywiadami, a walki tylko na PPV.

P.S.
Sivy dawno cie nigdzie nie było :P

napisane przez Brejver w dniu : 28-05-2009

Brejver, tez jestem w stanie sie podpiac pod opinie, ze niektore wady sa zbytnio na sile i dopisane aby tekst nie konczyl sie zanim na dobre zaczal ale to nie istotne w tym momencie.

Moja ewolucja w podejsciu do TNA jest ogromna i niezwykle skrajna. Podczas gdy w 2005 roku mialem z nia pierwszy kontankt praktycznie od samego poczatku sie oczarowalem - swietne walki z polaczeniem solidnej i smacznej rozrywki. W 2005, 06 i poczatku 07 federacja dawala ogolnie bardzo dobrze show - wprawdzie dalej preferowalem WWE to jednak zawsze z checia poswiecalem swoj czas na ogladanie aktualnych gal. Jednak gdzies w polowie 2007 roku zaczelo sie cos dziac. Z czasem po prostu odchodzilem od ogladania tej federacji, sciagalem coraz mniej gal i coraz rzadziej interesowalem sie tym co sie tam dzieje. Az w koncu doszlo do tego, ze od polowy 2008 roku nie sciaglem absolutnie nic co zwiazane z TNA (czasem ewentualnie sprawdze cos na daily by byc w temacie). Obecnie TNA jest dla mnie federacja w 100% nieogladalna. Po prostu to wszystko zatracilo jakis sens istnienia w samym sobie. Raz, ze fed ten nie ma praktycznie jakis spojnych storylineow. Cala ta kampania cross the line sprowadza sie tylko do tego, ze widz nie na czym sie skupic bo kazdy moze byc zamieszane w kazda sytuacje. Dwa, ze rzeczy, ktore sa tam pokazywane sa tak absurdalne, ze az sie nogi uginaja po odbiorca. Koncem koncow tego wszystkiego byla scena z Destination X gdzie Joe zarżnał Steinera na gali swoja maczeta. No litosci, ja rozumiem, ze w WWE zabili Vince'a ale to mialo jeszcze czemus sluzyc od biedy a tak w tym wypadku Scott i tak biegal juz na nastepnym impacie jakby nigdy nic...
Tak wiec TNA probuje byc obecnie bardziej jak WWE niz ono samo. Przejawia sie to w typowy przerost formy nad trescia. Na federacje Mcmahona mozna narzekac, mozna na nia pluc i palic prezerwatywy ale to jednak ciagle jest to samo WWE. Dajace lepsze/gorsze walki i lepsze/gorsze storyline'y ale przynajmniej zawsze jest cos co moze nas zainteresowac. Natomiast w TNA jest absolutnie wszystko i... nie ma nic. Jestem fanem entertainmentu i ogladania historyjek na gali ale to co sie dzieje u Dixie to lekka przesada. Ogolnie wiec jestem calkowicie na nie obecnie jesli chodzi o TNA. Wole juz byc zenowany przez WWE ale przynajmniej wiedziec na czym stoje niz ogladac cos co jest w pelni zupelnie nijakie a w dodatku czesto absurdalne.

napisane przez xero w dniu : 28-05-2009

Reklama

Sondy

Obecnie najważniejsza walka WM 35 to? Brock Lesnar vs. Seth Rollins
Ronda Rousey vs. Becky Lynch vs. Charlotte Flair
Triple H vs. Batista

Komentarze i wyniki

Czat

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Partner

plagiat

Reklamy