Jak rodziło się Attitude. Historia Vince'a Russo 1991-1999

Nie byłoby Ery Attitude, gdyby nie poniedziałkowe wojny, NWO i kilka zbiegów okoliczności takich jak Montreal Screwjob czy dyskwalifikacja Tysona. Russo jest tylko jednym z ojców sukcesu WWF pod koniec lat 90., ale gdyby nie jego wpływ na McMahona, ten sukces by nigdy nie nadszedł. Jak to się stało, że borykający się z ciągłymi problemami finansowymi Russo stał się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w sportowej rozrywce?

Listopad 1990 roku. Do sklepu z kasetami video na Long Island (stan Nowy Jork) wchodzi mężczyzna koło 30-stki. Gruby, przyciemniane okulary, wygląda trochę jak czarny charakter z bajki. - Nazywam się John Arezzi, prowadzę wrestlingowy talk show w lokalnym radiu - przedstawia się. - Słyszałem o tym sklepie od kilku słuchaczy, którzy byli tu na spotkaniach z wrestlerami. Nie chciałbyś się reklamować podczas mojego programu? - pyta właściciela.

Właścicielem sklepu jest Vince Russo, wielki fan wrestlingu, który dorastał oglądając Jaya Strongbowa i Erniego Ladda (legendy lat 70.) na 13-calowym telewizorku. Interes idzie słabo, więc rozgląda się za nowym zajęciem. Przyjmuje propozycję Arezziego, bo widzi w tym szansę dla siebie. - Był moją przepustką do świata wrestlingu. Wyglądał jakby miał wszystkie potrzebne znajomości - wyjaśnia w swojej książce.

Russo nie jest jednak zwykłym reklamodawcą. Jest sponsorem, bez jego pieniędzy The Pro Wrestling Spotlight (tak nazywa się show Arezziego) nie utrzymałby się na antenie. Ma z tego powodu sporo do powiedzenia i szybko zaczyna wprowadzać zmiany.

Nie atakujmy McMahona

W ciągu kilku tygodni przenosi program do znacznie większego radia i znajduje dla niego lepszy czas antenowy. Cena: 1500 dolarów za godzinę. Liczba słuchaczy gwałtownie rośnie, a Russo i Arezzi zachęceni sukcesem ruszają z wydawaniem wrestlingowego newslettera. W krótkim czasie zdobywają ponad pięciuset subskrybentów.

Pojawia się jednak zgrzyt związany z konwencją show. Russo, którego marzeniem jest, by pewnego dnia pracować dla Vince'a McMahona, chce unikać tematów, które mogą postawić WWF i jego prezesa w złym świetle. - Bez Vince'a nie byłoby wrestlingu, sportowej rozrywki. Nie byłoby nas, dziennikarzy wrestlingowych - tłumaczy Arezziemu. Ten jednak woli iść w kontrowersje.

Grudzień 1992 roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy WWF wstrząsnęły dwie wielkie afery - dopingowa i seksualna. Tematem tym żyją miliony Amerykanów, więc Arezzi czuje wiatr w żaglach i postanawia publicznie na antenie rozliczyć McMahona. Zaprasza do studia Barry'ego Ortona (wuja Randy'ego) i Billy'ego Grahama, telefonicznie łączy się z Bruno Sammartino. Program przekształca się w godzinny proces zaoczny nad Vincem.

Russo dochodzi do wniosku, że jeżeli jego sen o pracy dla WWF ma się kiedyś spełnić, musi odciąć się od Arezziego.

Kilkanaście dni później McMahon organizuje sympozjum nt. sterydów, na które zaprasza wszystkich swoich krytyków z wyjątkiem Arezziego. Zaproszenie dostaje m.in. Dave Meltzer, naczelny Wrestling Observera. Arezzi wie o tym, ale mimo to puszcza w swoim programie informację, że Vince nie zaprosił nikogo z wrestlingowych mediów. - Prawdopodobnie ma coś do ukrycia - sugeruje.

Russo nie dostaje zaproszenia, bo nie jest dziennikarzem. Chce jednak iść na sympozjum, by nie musieć polegać na prasowych relacjach. Kontaktuje się z działem public relations WWF. Po konsultacji z McMahonem szef działu, Steve Planamenta, zaprasza Russo na sympozjum. - Tylko pamiętaj - zaproszenie jest tylko dla ciebie. Arezzi nie jest mile widziany - zastrzega.

Russo po raz pierwszy spotyka tam Vince'a McMahona.

Rozłam radiowców

Na sympozjum mimo zaproszenia nie pojawił się Phil Mushnick, przyjaciel Arezziego i dziennikarz poczytnego tabloidu New York Post. Następnego dnia ukazuje się jednak jego komentarz do tego wydarzenia. Russo czyta i nie wierzy. Wszystkie wypowiedzi McMahona wyrwane z kontekstu. Dzwoni do Arezziego. - Jak możesz trzymać z takim sukinsynem jak Mushnick?! - krzyczy z pretensjami.

Niedługo później Arezzi jest już w sklepie Russo. - Vince, musimy pogadać. Zadzwonię w pewne miejsce i zaraz wszystko zrozumiesz - mówi tajemniczo. Po chwili podaje telefon Russo. - Ktoś chce z tobą rozmawiać.

- Słyszałem, że masz ze mną jakiś problem - mówi głos w słuchawce. - Z kim rozmawiam? - Z Philem Mushnickiem. - Tak, mam z tobą problem. Jesteś pieprzonym kłamcą! Przeczytałem twój dzisiejszy komentarz. Same kłamstwa. Byłem tam, nagrałem każde słowo McMahona. Wszystko przekręciłeś, żeby on wyszedł na kłamcę, a ty na bohatera.

Zszokowany takim obrotem spraw Arezzi zabiera wszystkie swoje rzeczy i wychodzi ze sklepu. To koniec współpracy. Russo niczego jednak nie żałuje. - Miał mi pomóc wejść do świata wrestlingu, ale jego kontakty okazały się bezwartościowe. Najważniejszy kontakt, ze Stevem Planamentą z WWF, zdobyłem sam - wspomina.

Właśnie do Planamenty Russo dzwoni po kłótni z Arezzim. - Co z programem? - pyta Planamenta. - Z programem? Szczerze mówiąc nie myślałem o tym. - Poczekaj, Vince. Mam pewien pomysł. Zaraz do ciebie oddzwonię.

Kilka minut później. - Vince, rozmawiałem z moim szefem, Basilem DeVito. Zaproponował, żebyś prowadził The Pro Wrestling Spotlight sam. My pokryjemy koszty - mówi Planamenta. - Co takiego? - pyta z zaskoczeniem Russo. - Rób program, a WWF za wszystko zapłaci. Dzwoń do radia zanim Arezzi obrobi ci dupę. Potem zadzwoń do mnie i powiedz, co ustaliłeś.

Russo zastanawia się: - Zapłacą za ten tydzień, a co potem?

W końcu dzwoni do radia. Tam dowiaduje się jednak, że Arezzi już dzwonił i powiedział, jak było naprawdę; że przeszkadzał w ujawnianiu afer. Russo zaprzecza, ale manager stacji nie chce słuchać. Dziękuje mu za współpracę i mówi, że nie ma czego szukać w ich radiu.

Russo wraca do lokalnego radia na Long Island, tego samego, w którym zaczynał z Arezzim. Przedstawia swój pomysł na program: żadnej polityki, żadnych ataków, sama rozrywka. Nazwa: Vicious Vincent's World of Wrestling. Chwilę później umowa jest już podpisana. Russo co tydzień wykłada z własnej kieszeni 1000 dolarów za dwugodzinny czas antenowy.

List od Pana Nikt

Sklep z kasetami dogorywa, więc Russo zatrudnia się jako sprzedawca sprzętu elektronicznego. Wstydzi się tej pracy, ale nie ma wyjścia. Żona, dziecko, drugie dziecko w drodze, rachunki do popłacenia. W głowie jednak wciąż ma plan, by pracować dla WWF.

Postanawia napisać list. Ale do kogo? Do Vince'a? Przecież on dostaje tysiące listów i trzeba być idiotą, by wierzyć, że w ogóle je czyta. Wtedy przychodzi olśnienie: - Linda! Pewnie nie jest tak zasypywana listami, więc musi je czytać - myśli. Linda była wtedy wiceprezesem Titan Sports, czyli spółki, do której należało WWF. Z perspektywy Russo była jednak ważniejsza niż sam Vince. To ona czuwała nad wszystkimi biurowymi sprawami, a więc także nad zatrudnieniami.

Russo wspomina: - Napisałem jej o moich doświadczeniach i problemach związanych z wrestlingiem. Moich marzeniach, celach, aspiracjach i o tym, że w kieszeni mam dosłownie jednego dolara.

Kilka miesięcy później, marzec 1993 roku. Telefon. - Halo, czy rozmawiam z panem Vincem Russo? - Tak. - Dzień dobry, nazywam się Liz DeFabio, jestem asystentką Lindy McMahon. Pani McMahon chciałaby z panem rozmawiać, przełączam rozmowę...

- Prawie nie dałem Lindzie dojść do słowa. Pamiętam, że powiedziała mi, że szukają dziennikarzy do WWF Magazine i że ktoś skontaktuje się ze mną po WrestleManii IX.

Tak też się stało. Kilka dni po najważniejszej gali roku do Russo dzwoni Ed Ricciuti, naczelny WWF Magazine. - Będziesz dostawał 150 dolców za artykuł, a na miesiąc będziesz pisał średnio dwa artykuły - oświadcza mu. Russo i Ricciuti, dwaj Amerykanie włoskiego pochodzenia, szybko znajdują wspólny język.

- WWF zatrudniło go po to, by zamknąć mu gębę - czytamy w "Death of WCW".

14 dni w raju

Wrestling się zmienia. WCW startuje z poniedziałkowym Nitro, a ECW przyciąga fanów brutalnością i realizmem. Tymczasem w WWF dominuje przestarzały booking. Promuje się takie postacie jak Mabel (Big Daddy V) czy Pierre LaFitte. Spada sprzedaż merchandise'u i frekwencja na house shows, spekuluje się o problemach finansowych federacji.

Szukając ratunku, Vince ściąga do creative teamu Billa Wattsa, wrestlera NWA z lat 60. i 70. Jak na ironię okazuje się jednak, że podobnie jak dotychczasowi bookerzy WWF nie rozumie on współczesnego wrestlingu. Tu do gry wchodzi Russo.

W tamtym czasie nie jest już tylko dziennikarzem magazynu. Jest jego naczelnym. Poza tym pisze i nagrywa proma dla wrestlerów (tak w 1993 roku poznał Jeffa Jarretta). Przedstawia się Wattsowi i przez kilka dni zarzuca go pomysłami. Wkrótce odbiera telefon. To Bill. - Vince, jestem tobą zachwycony. Chciałbyś brać udział w spotkaniach komitetu bookerskiego? - pyta. Odpowiedź mogła być tylko jedna.

Piękny sen nit trwa jednak długo. Dwa tygodnie później Watts wylatuje z WWF i Russo musi wrócić do starych zajęć. Jest listopad 1995 roku.

Kevin, pomocy!

Mijają miesiące, a WWF nie przestaje negatywnie zaskakiwać. Fani łapią się za głowy, patrząc na angle z fałszywym Dieselem i Razorem. Między Russo i McMahonem dochodzi sporu o Austina.

- Wziąłem projekt okładki nowego Raw Magazine [drugi tytuł spod znaku WWF, którego Russo był naczelnym - przyp.] i pokazałem go Vince'owi. Był tam tytuł "Austin 3:16" - wspomina Russo. - On patrzy na to i pyta, "Co to właściwie jest Austin 3:16?". Mówię, "To fragment proma Austina z King of the Ring. To będzie wielka rzecz, Vince!". A on mi na to, "Jakoś tego nie kupuję. Zmień na coś innego".

Skończyło się na "Stone Cold King!"

Russo jest sfrustrowany, nie chce już więcej pracować dla WWF. Uważa, że przy takim bookingu przyszłość jest tylko w WCW, który ma najgorętszy towar w branży - NWO. Dzwoni do Kevina Nasha, człowieka, który zawsze wie, jak się ustawić. Liczy, że i jemu pomoże. - Nie szukacie przypadkiem pracownika? - pyta. - Pogadam z Bischoffem. Odezwę się, gdy będę coś wiedział - słyszy w odpowiedzi.

Telefon Russo długo milczy. W końcu po kilku tygodniach odzywa się do niego sam Bischoff. - Wiesz, wbrew temu co mówią, Turner nie jest bankomatem. Nie zarobisz tu dużo. Ile dostajesz teraz? - pyta arogancko. - Skromne 75 tys. Ale tu nie chodzi o pieniądze, Eric. Chcę dostać szansę, której nie daje mi WWF. - Zobaczę, co da się zrobić i oddzwonię - kończy Bischoff.

Vince zmienia myślenie

W październiku 1996 roku Bret Hart publicznie ogłosił, że odrzucił ofertę "konkurencji" i zostaje w WWF. Russo przeprowadził z nim wtedy na wpół shootowy wywiad, w którym Hitman dość pochlebnie wypowiadał się o Bischoffie i WCW. Takie coś nie miało prawa ukazać się w Raw Magazine.

- Zostałem wezwany do gabinetu Vince'a. Siedział z jednej strony stołu, a ja z drugiej. "Chcesz mi rozwalić interes?!", wrzeszczał. Potem jednym ruchem ręki zrzucił ze stołu wszystko co na nim było - opisuje tamto spotkanie Russo. Wywiad poszedł jednak w świat i wkrótce odegra wielką rolę w jego dalszej karierze.

Jest początek marca 1997 roku. Bischoff nie dzwoni, więc Russo decyduje się zagrać va banque i umawia spotkanie z McMahonami.

- Jeśli myślicie, że nadaję się tylko do pisania magazynu, chcę to od was usłyszeć. Cisza. - Mam dużo więcej do zaoferowania. Cisza. - Jesteś... samolubny! - odzywa się w końcu Vince. - Myślałem, że jest dokładnie odwrotnie - kontruje Russo. - Oferuję wam pomoc i nawet nie chcę za to dodatkowych pieniędzy - dodaje i wychodzi.

Następnego dnia rano telefon. Asystentka McMahona: - Vince chce cię natychmiast widzieć w swoim gabinecie - mówi. - Nie jest dobrze - myśli Russo. Spodziewa się, że zostanie zwolniony.

Russo: - Byli tam Ross, Prichard, Cornette, Shane, Kevin Dunn... może ktoś jeszcze, nie pamiętam. Vince wyglądał na rozzłoszczonego. W ręce trzymał Raw Magazine, ten sam, w którym był wywiad z Bretem. Pierwsza myśl? Już po mnie! Jutro wracam do pracy sprzedawcy.

Vince rzucił jednak gazetę na stół i wypalił: - Takie powinno być Raw! Wczorajsza gala to był żart! Raw musi być jak ten magazyn!

Russo zastępuje w creative teamie Bruce'a Pricharda. Gale będzie pisał razem z Vincem i Jimem Cornettem.

Oldskul kontra rewolucja

Współpraca z Cornettem nie układa się od początku. Russo twierdzi, że zatrzymał się on na początku lat 80., kiedy to fani wierzyli jeszcze, że wszystko dzieje się naprawdę. Cornette tymczasem uważa Russo za kompletnego ignoranta i szczerze nim gardzi.

Russo dzisiaj: - Oto przykład myślenia Cornette'a: woził ze sobą pistolet na wypadek, gdyby napadli go fani. Dlaczego mieliby go napaść? Bo był heelem!

Cornette dzisiaj: - Wszystkie swoje pomysły Russo ukradł z filmów klasy B, które oglądał w swoim sklepie z kasetami. Nie miał pojęcia o wrestlingu, skrócił walki do minimum.

To ostatnie to akurat prawda. Przypomnijmy: ostatnie Raw uzyskało rating 1.9. To czwarty najniższy wynik w historii gali. Russo ma plan poprawy sytuacji - trzeba przyciągnąć nowych widzów, którzy nie są fanami wrestlingu. A ich nie interesują 20-minutowe walki, tylko ciekawe historie. Angle i postacie muszą więc być realistyczne. Koniec z face'ami, którzy tylko całują dzieci i uśmiechają się do nastolatek. Face'owie powinni stosować heelowe zagrywki i na odwrót.

Dla Cornette'a, który reprezentuje starą szkołę, jest to nie do przyjęcia. Na spotkaniach komiteru bookerskiego dochodzi więc do ciągłych awantur, Vince wychodzi z siebie. Jasne jest, że ktoś z dwójki Cornette, Russo musi odejść.

Cornette ostatnio skompromitował się pomysłem na angle z powrotem Terry'ego Funka. McMahon stawia więc na Russo. Jego roczna pensja na stanowisku head writera wzrasta do 350 tys.

Niesławne Survivor Series '97 jest jedną z ostatnich gal, przy których Russo i Cornette pracują razem.

Montrealski początek

Negocjacje z Bretem przypominają koszmar, odrzuca wszystkie pomysły na stratę pasa. Nie chce przegrać z HBK ani na Survivor Series, ani nawet na house show dwa dni wcześniej. Zgadza się przegrać na Raw dzień po PPV, ale to będzie poniedziałek. McMahon boi się, że zamiast tego Hitman pojawi się na Nitro z najcenniejszym trofeum WWF.

Wchodzi Russo. - Vince, zróbmy to tak: Shawn założy Bretowi Sharpshootera, a sędzia każe uderzyć w gong tak jakby Bret odklepał. Po wszystkim mamy nowego mistrza - proponuje. Przyparty do muru McMahon zgadza się na to. Trzy dni później na Survivor Series wszystko idzie zgodnie z tym planem.

- Czy to było chamskie? Oczywiście. Ale Bret nie dał nam wyboru. Gdybym musiał jeszcze raz podjąć decyzję, zrobiłbym to samo. Czy Shawn wiedział o tym, co się stanie? Nie mam pojęcia, ale myślę, że tak - mówi dziś Russo.

Dzień później Montreal jest na ustach wszystkich. Na spotkaniu przed Raw kierownictwo WWF dyskutuje, co z tym zrobić. "Zapomnijmy o tym i zajmijmy się wrestlingiem", można usłyszeć w gabinecie Vince'a. Znów wchodzi Russo. - Czy wyście zgłupieli? - podrywa się. - Wszyscy o tym mówią, a wy chcecie to zamieść pod dywan? Musimy iść za ciosem! McMahon słucha i myśli, słucha i myśli. W końcu ogłasza: Zgadzam się, musimy to wykorzystać.

W wyemitowanym na Raw wywiadzie Vince stwierdza, że to "Bret screwed Bret". Jest to przełomowy moment, bo po raz pierwszy w historii WWF odnosi się do zakulisowych wydarzeń. To jest to "attitude", do którego Russo bezskutecznie próbował przekonać Cornette'a. Nadchodzi nowa era.

Wejście Żelaznego Mike'a

Na kolejny przełom nie trzeba długo czekać. W styczniu 1998 roku WWF podpisuje kontrakt z Mikem Tysonem.

Tyson był maszyną do sprzedawania bokserskich PPV. W pierwszej piątce najchętniej oglądanych walk w historii aż cztery są z jego udziałem. Niestety dla świata boksu, został zdyskwalifikowany po tym, jak pół roku wcześniej odgryzł ucho Evanderowi Holyfieldowi. Brak Tysona oznaczał stratę gigantycznych pieniędzy. Vince wpadł wtedy na szalony pomysł. - Pokażemy Tysona na PPV, ale wrestlingowym! Muszę go mieć na WrestleManii XIV!

McMahon nie miał wątpliwości, że wielu fanów boksu skorzysta z okazji, by zobaczyć swojego idola. Russo nie był już tego taki pewny, ale nie zamierzał stać z boku. Tym bardziej, że nikt nie wiedział, co teraz zrobić z Tysonem.

- Pomysły na niego były rodem z lat 70. Mówiono, "Tyson jest facem w oczach ludzi, więc powinien trzymać z Austinem. Przy okazji poprawi wizerunek po wpadce z Holyfieldem". "Zgłupieliście?", zapytałem. "Zapomnijcie o Tysonie. To on ma pomóc nam, nie my jemu. Połączmy go z Michaelsem - odtwarza tamte wydarzenia Russo.

Feud Austin vs. DX był najlepszą rzeczą, jaką WWF miało do zaoferowania w tamtym czasie. Dołączenie do niego Tysona, i to po przeciwnej stronie niż się wszyscy spodziewali, musiało i zakończyło się sukcesem. WrestleManię XIV wykupiło 730 tys. osób i był to najlepszy wynik, jaki WWF odnotowało od 9 lat.

Russo przyznaje, że Era Attitude była wynikiem splotu różnych okoliczności. - Gdyby Tyson nie odgryzł ucha Holyfieldowi, nasza historia pewnie potoczyłaby się inaczej.

W kwietniu Raw przerywa trwającą od 84 tygodni zwycięską passę Nitro, a DX "atakuje" siedzibę WCW, łamiąc kolejne tabu (wcześniej WWF udawało, że WCW nie istnieje). Divy w bikini można już zobaczyć nie tylko w Raw Magazine, ale także na żywo. Na lipcowym Fully Loaded Sable występuje w samych stringach i lateksowych łapkach zakrywających jej nagi biust.

- Jego [Russo] crashowy styl zmienił wrestling na lepsze. Położył nacisk na przemoc, seks, obsceniczny język, żeby przyciągnąć przed telewizory młodych chłopaków. Formuła sprawdziła się doskonale. Ale Russo nie był takim zbawcą, za jakiego chce uchodzić. Przy wszystkich jego dobrych pomysłach, miał tyle samo, o ile nie więcej, złych. Na szczęście miał McMahona - piszą autorzy książki "Between the Ropes".

Sukces Erze Attitude zapewnił w dużej merze feud Austin vs. McMahon. Vince nigdy wcześniej nie brał udziału w żadnym angle'u, a publiczność pokochała (właściwie pokochała nienawidzić) jego gimmick szefa Imperium Zła (wymyślony zresztą przez niego samego). - Każdy ciężko pracujący człowiek chciałby choć raz powiedzieć swojemu szefowi, żeby się pier... no wiecie. Steve powiedział to za tych wszystkich ludzi. Nieważne, czy byłeś fanem wrestlingu czy nie. W poniedziałki oglądałeś Raw - twierdzi Russo.

Kolejne dwie godziny

Doszło do konfliktu między Russo i Jimem Rossem, szefem działu kontaktów z wrestlerami. Russo mówił Vince'owi: - Biorę pełną odpowiedzialność za ratingi, ale potrzebuję świeżej krwi! Człowiekiem, którego obowiązkiem było jej dostarczyć był właśnie Ross. Ten jednak nie spieszył się z pomocą, więc Russo dostał od Vince'a zgodę na zatrudnianie wrestlerów na własną rękę. Tak w 1999 roku w WWF pojawili się Dudley Boyz, Tazz, Stevie Richards czy Chris Jericho.

Mniej więcej w tym czasie do WWF dołączył też Ed Ferrara. Vince ściągnął go do creative teamu (który de facto nie był teamem, bo składał się z jednej osoby), by odciążył Russo.

Jest rok 1999 i kierownictwo stacji TBS podejmuje decyzję, by przeznaczyć dwie godziny czasu antenowego na wrestling. Rodzi się Smackdown. - Uważałem to za błąd. Ale Vince nie chciał nikogo słuchać, ciągle mu było mało. Nikt jednak nie pytał mnie o zdanie. Miałem po prostu pisać kolejną galę - wspomina Russo. I dodaje: - Cztery godziny wrestlingu tygodniowo? Wiecie, ilu potrzeba było scenarzystów, by napisać półgodzinny odcinek "Przyjaciół"? No i Jennifer Aniston nigdy nie zapytała, "Co mi da to, że przegram tę walkę?"

Russo spędzał całe dnie na pisaniu gal. Czuł, że doprowadzi się tym do ataku serca, a w najlepszym wypadku do załamania nerwowego. Potrzebował zmiany i to szybko.

Opera za Linami

Sukces WWF sprawił, że latem 1999 roku Russo i Ferrara dostali z Hollywood propozycję napisania scenariusza do serialu wrestlingowego. Ferrara, który w przeszłości pracował w Hollywood i nie chciał tam wracać, szybko tę propozycję odrzucił. Russo - przeciwnie. Miał nawet pomysł na tytuł - "Rope Opera".

Vince początkowo był zachwycony i dał Russo wolną rękę. Potem zmienił jednak zdanie. - Zapomnij o tym studiu, z którym współpracujesz - powiedział. - Nic z tego nie będzie. Chcę zrobić z WWF rozrywkowy konglomerat. Chcę robić muzykę, filmy, seriale i chcę, żebyś był częścią tego. Zrobimy "Operę" razem.

Ale Russo nie chciał żadnego "razem", "Rope Opera" to był jego pomysł. - Gdy wychodziłem z gabinetu, McMahon myślał, że ubiliśmy interes. Wierzcie mi jednak, nie było żadnego interesu. Po prostu nie wiedziałem, co mu powiedzieć. Wiedziałem tylko, że chcę robić "Operę" nawet gdyby to oznaczało, że wylecę z WWF.

W końcu Russo odrzucił propozycję Vince'a. Ten na to: - Wiesz, co powinieneś zrobić? Zapomnij o Hollywood, właśnie podpisałem kontrakt z wydawnictwem. Powinieneś napisać książkę o swoich doświadczeniach z bycia głównym writerem WWF. Pozwolę ci napisać wszystko, co chcesz.

Tym razem Russo opuścił gabinet McMahona, zostawiając go z myślą, że będzie pisał książkę.

Telefon do WCW

Russo chciał spędzać więcej czasu ze swoją rodziną. Przede wszystkim jednak chciał odciążyć żonę, która przez ostatnie miesiące wychowywała dzieci samotnie. Zatrudnienie niani nie wchodziło w grę, rodzina Russo miała być w komplecie.

- Vince, za 15 miesięcy stuknie mi 40-stka. Przez ostatnie pięć lat praktycznie nie miałem życia - zaczął. - Chcę za te 15 miesięcy... milion dolarów. Potem kończę z wrestlingiem. - To cholernie dużo pieniędzy - odpowiedział zszokowany Vince. - Zgadza się, ale myślisz, że nie wiem, ile pieniędzy przyniosły moje pomysły? Myślisz, że nie wiem, ile zarabia federacja, ile zarabia Steve Austin? - Przemyślę to - zakończył McMahon.

Minęło kilka tygodni, a w życiu Russo nic się nie zmieniło. No może z wyjątkiem tego, że wymyślony przez niego segment "This is Your Life" z udziałem Rocka i Mankinda osiągnął rating 8.4, co do dziś pozostaje rekordem Raw. Jest koniec września 1999 roku i ze stanowiska prezesa WCW właśnie zwolniono Erica Bischoffa. Russo, który wcześniej deklarował, że kończy z wrestlingiem, nagle zmienia zdanie. Robota może i czasochłonna, ale w WCW przynajmniej nie będzie miał McMahona nad głową. A to robi różnicę.

Dzwoni do WCW, a dwa dni później dostaje pracę. Jest 2 października. WCW obiecało nie robić problemu, jeśli Russo opuści jakieś Nitro lub Thunder. Pozwoliło mu też kontynuować prace nad "Rope Opera", co wtedy było priorytetem.

Telefon do McMahona: - Vince... Właśnie przyjąłem ofertę WCW. Zaczynam w przyszłym tygodniu. - Co takiego? - Przyjąłem ofertę WCW, zaczynam w przyszłym tygodniu. - Żartujesz sobie ze mnie, prawda? To żart? - Nie, Vince. Właśnie wróciłem z Atlanty. - Dlaczego to zrobiłeś? - Nie mogę ci już nic więcej dać, Vince. Wszystko, co miałem, już dostałeś.

Epilog

Odejście Russo z WWF jest przez kilka dni szeroko komentowane w sieci. - Kim jest ten Vince Russo, o którym tyle piszą w internecie? - pytają nowi pracownicy federacji. - Vince Russo to sprzedawca, któremu dałem szansę - odpowiada im Vince.

- Taaa, Vince był Waltem Disneyem. On dał mi "szansę", a ja nie dałem nic - typowa propaganda Vince'a. Nawet po moim odejściu nie przestał przypisywać sobie zasług. On był geniuszem, a ja jakimś sprzedawcą tosterów - mówi dziś trochę rozgoryczony Russo.

Najwięcej żalu ma jednak do Jeffa Jarretta, który nie okazał się prawdziwym przyjacielem. Co się jednak stało - nie wyjaśnia.


Russo twierdzi...

- że oglądał ECW tylko kilka razy i nieprawdą jest, że to stamtąd czerpał inspiracje. Zmiany, które wprowadził w WWF, miały wynikać z obserwacji tego, co ogląda i czego słucha jego 11-letni syn.
- że to on wymyślił pseudonim The Game dla Triple H.
- że McMahon nie wypatrzył Austina w ECW (jak sam twierdzi), bo nigdy nie oglądał tej federacji. Nie od początku też uważał, że będzie wielką gwiazdą. Według Russo Stone Cold właściwie wyprosił pracę w WWF, a Vince długo nie był do niego przekonany.
- że HBK był tak zazdrosny o push Austina w 1998 roku, że groził, iż nie przegra z nim na WrestleManii XIV.
- że to on wpadł na pomysł, by Rock mówił o sobie w trzeciej osobie.
- że przez Michaelsa i Austina Foley nie wystąpił w main evencie WrestleManii XV, w którym miał zmierzyć się z trzeba innymi wrestlerami o WWF title. Shawn miał przekonać Stone Colda, że to właśnie on i Rock zasługują main event. Austin miał z tym iść do McMahona, a ten ostatecznie przychylić się do tej wersji.
- że Austin jest przewrażliwiony. Obraził się na Jeffa Jarretta o to, że ten, odgrywając swoją heelową postać, źle wypowiadał się o koszulkach Austin 3:16. Zdaniem Austina miało to źle wpłynąć na jej sprzedaż (w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie), a więc i na jego stan konta (wrestlerzy dostają procent od sprzedaży swojego merchandise'u).
- że to po jego rozmowie z McMahonem zmieniono zwycięzcę Royal Rumble '97. Russo miał twierdzić, że zwycięstwo Breta Harta byłoby zbyt przewidywalne. Ostatecznie wygrał Austin.

dodane przez SixKiller w dniu: 01-11-2012 12:09:41

Udostępnij

Komentarze (14)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Fajnie przedstawiony stary Russo. Pisze stary, bo Ci ktorzy mieliby okazje posluchac go teraz, prawdopodobnie nie uslyszeliby wielu faktow z tamtego okresu. O ile sie nie myle, to kroczy teraz ta sama sciezka co Shawn Michaels. Kiedys byl dupkiem, teraz to "New Born Christian".

napisane przez N!KO w dniu : 01-11-2012

"że to po jego rozmowie z McMahonem zmieniono zwycięzcę Royal Rumble '97. Russo miał twierdzić, że zwycięstwo Breta Harta byłoby zbyt przewidywalne. Ostatecznie wygrał Austin."

Czasem lepiej jak coś jest przewidywalne, ale dobre, niż nieprzewidywalne, ale słabe... Kreatywni uznali, że zwycięstwo Chrisa Jericho w RR 2012 jest zbyt przewidywalne, więc wybrano Sheamusa - czy był to dobry wybór? Chyba tylko najbardziej zagorzali fani Sheamusa stwierdzą, że tak...

napisane przez andy w dniu : 01-11-2012

@andy

Chociażby dlatego... Nie, no, nie "chociażby". Pamiętasz zamieszanie z promami "End of the world"? Na pewno, więc to jest główny powód. WWE nadmuchało balon, nadzieje fanów były ogromne i prawie każdy się zawiódł.

Co do tekstu to świetna robota. Ja nie miałem kontaktu z Erą Attitude i ten tekst sprawi, że będę mógł wyrobić sobie jakieś tam zdanie nt. tamtych czasów. Dzięki wielkie.

napisane przez NalepRKO w dniu : 01-11-2012


Cytat: andy

"że to po jego rozmowie z McMahonem zmieniono zwycięzcę Royal Rumble '97. Russo miał twierdzić, że zwycięstwo Breta Harta byłoby zbyt przewidywalne. Ostatecznie wygrał Austin."

Czasem lepiej jak coś jest przewidywalne, ale dobre, niż nieprzewidywalne, ale słabe... Kreatywni uznali, że zwycięstwo Chrisa Jericho w RR 2012 jest zbyt przewidywalne, więc wybrano Sheamusa - czy był to dobry wybór? Chyba tylko najbardziej zagorzali fani Sheamusa stwierdzą, że tak...




Ale czemu , przeciez Sheamus dzieki temu został wypromowany na twarz federacji i w końcu na mistrza ,a Jericho na wrestlemani i tak w końcu zawalczył o pas .

napisane przez Arkao w dniu : 01-11-2012


Cytat: N!KO

O ile sie nie myle, to kroczy teraz ta sama sciezka co Shawn Michaels. Kiedys byl dupkiem, teraz to "New Born Christian"


Napisałem ten tekst w dużej mierze na podstawie ksiażki Russo. A tę wydał już jako nawrócony. Zresztą słowo "Bóg" występuje w niej denerwująco często :wink:

napisane przez SixKiller w dniu : 01-11-2012

Z tym ECW to ja wierze Russo. Z tego co wiem to nie jest on zainteresowany mniejszymi promocjami i tak mi się wydaję, że ECW też nie oglądał.

napisane przez Catarax w dniu : 01-11-2012

Świetny artykuł.Dzięki Six.

napisane przez bart4041 w dniu : 01-11-2012

Poprawka: To nie było do andy'ego tylko do arkao. Peace ;D

napisane przez NalepRKO w dniu : 01-11-2012

Dziękuję SixKiller za ten tekst, cholernie ciekawe są historię ludzi z wrestlingu, a szczególnie tak kontrowersyjnej postaci jak Russo. Sam w tej chwili oglądam ciurkiem gale WWF z okresu Attitude Ery i ten tekst jest dla mnie bardzo na czasie. Dzięki.

napisane przez Bever w dniu : 01-11-2012

Ciekawy art Six. Myślę zresztą, że bardzo potrzebny, bo na hejtowanie i demonizowanie Russo jest niemal na Atti moda i jeżeli jest coś zjebanego w bookingu jakiejś gali, czy PPV, to mur-beton, że ktoś zaraz wyskoczy ze standardowym sucharem: "kto to wymyślił??? Russo?". Artykuł bardzo dobrze pokazuje Vince'a R. jako pasjonata wrestlingu, który jak każdy człowiek miał swoje lepsze jak i gorsze momenty, ale kilku świetnych wrestlingowych pomysłów odmówić mu nie można, oraz wkładu w rozwój wrestlingowego biznesu, o czym zdają się zapominać dzisiejsi hejterzy, pamiętając tylko te rzeczy, które Russo zjebał.
Faktycznie Russo najlepiej wypadał kiedy pozwalano mu robić burzę mózgów (czyli wyjeżdżać z wszelkimi pomysłami jakie tylko przychodziły mu do głowy) i miał nad sobą kogoś, kto potrafił ładnie oddzielić ziarno od plew i wyłuskać najlepsze pomysły (vide: McMahon)

Co do tego, że McMahon długo nie wierzył w Austina, to jestem o tym niemal przekonany. Wystarczy sobie przypomnieć w jakim gimmicku (Ringmaster) upchnął go McMahon po ściągnięciu do WWF, aby się przekonać, że z pewnością nie miał on ani sprecyzowanej wizji, ani też początkowo większych planów co do osoby Austina.

napisane przez -Raven- w dniu : 01-11-2012

Fajnie, że doceniłeś potrzebę tego artykułu, Raven. Nie chciałem bronić Russo, więc powstrzymałem się od komentarzy i skupiłem się na faktach, które pokazują jego drogę od sklepu z kasetami do WWE, a potem od dziennikarza do head writera. Tylko jedno "ale" - Vince owszem, hamował zapędy Russo, ale sam też miał złe pomysły i w ogóle dużo czasu mu zajęło, żeby spojrzeć na wrestling tak, jak chciał tego Russo. Powiedziałbym więc, że potrzebowali się nawzajem, a przewaga McMahona polegała na tym, że do niego po prostu należało ostatnie zdanie. Russo wypowiada się o swoim byłym szefie różnie. Raz przedstawia go jako geniusza, a innym razem jako beton.

A że dzisiaj Russo zbiera cięgi za wszystko, nawet za to, czego nie zabookował, to już inna sprawa. Nie sądzę, bym tym tekstem coś zmienił, ale jak ktoś go przeczyta, może się dwa razy zastanowi, zanim znowu napisze coś "russofobicznego" :wink:

napisane przez SixKiller w dniu : 01-11-2012

Artykuł świetny. Bardzo przyjemnie się go czytało, a co najważniejsze - wiele się z niego dowiedziałem. Ładnie napisany, sporo cytatów. Ciężkie życie miał ten Russo. Ja bym nie wyrobił siedząc cały dzień przy biurku obmyślając scenariusze na gale. Jemu się to w sumie opłaciło. Nie najgorzej zarabiał, a w dużej mierze dzięki niemu WWF stanęło na nogi i zniszczyło WCW, które Bischoff z Hoganem zrujnowali. Chciałbym, aby Russo wrócił do WWE i był głównym bookerem RAW lub SD, bo te gale są bardzo słabe w ostatnim czasie.

napisane przez Headliner. w dniu : 01-11-2012

Świetny tekst! Pozwala sobie wyrobić inne zdanie o Russo. Bo wiedziałem tyle, że notorycznie psuł Impacty, o ile to wgl była w całości jego wina[choć oglądając nowe IW widać, że ogólnie lepiej jest bez niego]. Teraz widzę, że miał też swoje dużo lepsze momenty.

napisane przez aRo w dniu : 01-12-2012

Ja jako entuzjasta Vince'a Russo bardzo się ucieszyłem na wieść o artykule o nim i chętnie to przeczytałem. Bardzo interesujący podział artykułu na dwie części - jedna ukazuje go w świetle bardziej pozytywnym, druga odwrotnie. Plus za to, że dowiedziałem się sporo rzeczy, których wcześniej nie wiedziałem.

Świetna robota Six.

napisane przez estevez w dniu : 01-12-2012

Reklama

Sondy

Ile federacji planujesz oglądać w 2019 roku? 1
2-3
4-5
6 i więcej
Tylko pojedyncze walki i gale
Nie będę oglądał wrestlingu

Komentarze i wyniki

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Twitter

Reklamy