Draft - kara czy błogosławieństwo?



Wprowadzony w marcu 2002 r. draft World Wrestling Entertainment ma w chwili obecnej tyle samo przeciwników, co zwolenników. Można długo rozmawiać na temat jego korzystnego, bądź negatywnego wpływu na rozwój federacji, ale fakty zawsze pozostaną faktami. Jak więc dzisiaj, po prawie czterech latach zapatrujemy się na przyszłość WWE? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Federacja od dłuższego czasu stoi w miejscu, a sanację mogłoby jej przynieść wyłącznie ponowne połączenie rosterów.

Draft otworzył furtkę przed wieloma wrestlerami, którzy dotychczas nie mieli przed sobą żadnych perspektyw. Tacy zawodnicy jak Chris Benoit, czy Eddie Guerrero w innych okolicznościach prawdopodobnie nigdy nie wykroczyliby poza granice mid-cardu. Z punktu widzenia promocji większej ilości zapaśników był więc projektem w 100 % trafionym. Analizując jednak sytuacje ww. wrestlerów sprzed draftu i obecną trudno zaobserwować jakiekolwiek różnice. WWE ku pokrzepieniu serc wskazało Benoit i Guerrero drogę na szczyt, a o tym jak na tym szczycie jest się trudno utrzymać przekonali się sami. Zapaśnicy często błędnie uchodzący za synonim dobrodziejstwa draftu w rzeczywistości niewiele na nim skorzystali. Kto wiec tak naprawdę może czuć się cudownym dzieckiem draftu? Batista, Randy Orton, czy John Cena to najlepsze przykłady. W oczy rzuca się jednak, że wszyscy są towarami postdraftowymi. A co z zapaśnikami, którzy mieli zdecydowanie dłuższy staż pracy w WWE? Wygląda na to, że niczym bohaterowie antycznych tragedii byli z góry skazani na niepowodzenie, a wielu z nich nie powtórzyło nawet pozornego sukcesu Benoit i Guerrero.

WWE boryka się z poważnym problemem bogactwa. Szeroka kadra stanowi podstawę sukcesu, ale w przypadku federacji Vince'a McMahona możemy już śmiało mówić o przesycie. Z drugiej strony widoczny jest wszechobecny brak pomysłów, który w efekcie doprowadził do fali niezadowolenia, z którą dziś spotykamy się niemalże na każdym kroku. Pierwszy z tych problemów WWE postanowiło rozwiązać w możliwie najprostszy sposób, organizując masowe zwolnienia. Kwestia drugiego wciąż jednak pozostaje otwarta. Jako, że na rewolucje w WWE się nie zanosi, można dojść do wniosku, że z tego bagna przez pewien czas jeszcze nie wyjedziemy.

Początkowo draft opierał się na bezpośredniej rywalizacji rosterów RAW i SmackDown!. Ówcześni mistrzowie występowali na obu galach, co dawało naprawdę ogromne możliwości, zważywszy na fakt, że zawsze można było dokonać zmiany mistrza. Polityka WWE podążyła jednak w zupełnie innym kierunku. Wprowadzono osobne tytuły dla rosterów RAW i SmackDown!, co w efekcie doprowadziło do obniżenia pozycji tych macierzystych i hegemonii Triple H. Kroplą, która przepełniła czarę było odsunięcie obdarzonego ogromnym prestiżem Intercontinental Title w wrestlingowy niebyt. Krytyka opinii publicznej wymogła jednak na WWE ponowną aktywację tego tytułu, której dokonano osiem miesięcy później. Wkrótce w ramach wyrównania sił roster SmackDown! został wzbogacony o tytuł United States.

Draft stosunkowo szybko stracił aurę niezwykłości i z czasem oglądając programy WWE można było odnieść wrażenie jak gdyby miało się do czynienia z dwiema różnymi federacjami. RAW i SmackDown! występują wspólnie pod banderą WWE, ale programowo zupełnie się od siebie odcinają. Draft nie interesuje już fanów, nie pozwala im wierzyć w lepsze jutro WWE. Nadzieje rodzą się wraz z coroczną loterią, która cieszy się wyjątkowym zainteresowaniem. Po kilku miesiącach kończą się jednak konfiguracje i powracamy do punktu wyjścia, a walki zaczynają się powtarzać. W towarzystwie braku pomysłów do programów WWE wkrada się nuda.

Do ratingów zawsze pochodziłem z dużą rezerwą, jednak nie przypuszczam aby wynikiem przypadku był spadek oglądalności programów WWE po wprowadzeniu draftu. Ratingi, które od 1998 r. stopniowo pięły się w górę, a w 2000 r. osiągnęły apogeum swoich możliwości teraz zaczęły gwałtownie spadać. Doszło do tego, że dziś cieszymy się, kiedy średni rating programu telewizyjnego WWE osiągnie wynik przekraczający próg 4.0. WWE jest również zaniepokojone opadającymi buyrate'ami gal pay per view. Liczby mówią same za siebie. Dowodzą one, że największe zainteresowanie wzbudzają gale łączone, a więc kolejno Royal Rumble, WrestleMania, SummerSlam i Survivor Series. Pozostałe stanowią tylko tło dla wymienionej fantastycznej czwórki. Może jest to sygnał, że podświadomie wszyscy chcemy oglądać jednolite WWE.

Jakie korzyści i straty przyniosłoby ponowne połączenie rosterów? Na pewno coś odbyłoby się kosztem czegoś. Nie udałoby się uniknąć kolejnej redukcji kadry, gdyż dla niektórych wrestlerów zabrakłoby miejsca. Możliwości promocyjne zmalałyby o połowę, co wiązałoby się z dyskredytacją wrestlerów, dla których draft był ostatnią deską ratunku. Jest jednak jeszcze druga strona medalu. Rywalizacja w czołówce zdecydowanie by się zacieśniła, co przynajmniej teoretycznie powinno nam zapewnić widowisko stojące na wysokim poziomie. Draft wchłonął także turniej King of the Ring, który w przypadku powrotu do systemu jednorosterowego mógłby ponownie figurować w terminarzu pay per view. Pod znakiem zapytania stanęłaby przyszłość dywizji cruiserweight. WWE mogłoby podwyższyć jej status, odchodząc tym samym od dotychczasowego trendu traktowania reprezentantów cruiserweight jako kołków do zapychania dziur w kartach. Druga koncepcja zakładałaby całkowitą eksterminacje tej dywizji i zachowanie wyłącznie zapaśników najbardziej obiecujących, którzy mogliby się sprawdzić podczas ewentualnej rywalizacji w wadze ciężkiej.

Prawdopodobnie ujednolicenie systemu WWE pociągnęłoby ze sobą wzrost ratingów, a naturalnym jego następstwem byłby wzrost buyrate'ów. Oczywiście jest to czysta teoria, ponieważ wszystko o czym tutaj piszę odbywa się na zasadzie "co by było gdyby...". Wydaje mi się, że WWE trafiło w ślepy zaułek i powinno jak najszybciej podjąć kroki mające na celu polepszenie prezentowanego produktu. Jak tego dokonać? Po prostu trzeba coś zmienić, być może łącząc rostery, być może w inny sposób. Fani pozostają otwarci na propozycje i wciąż czekają.

dodane przez SixKiller w dniu: 30-12-2007 00:01:55

Udostępnij

Komentarze (0)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Reklama

Sondy

Obecnie najważniejsza walka WM 35 to? Brock Lesnar vs. Seth Rollins
Ronda Rousey vs. Becky Lynch vs. Charlotte Flair
Triple H vs. Batista

Komentarze i wyniki

Czat

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Partner

plagiat

Reklamy