Amator w świecie pro. Kulisy wejścia Kurta Angle'a do branży wrestlingowej.

Wolałbym pracować w cyrku niż być wrestlerem - powtarzał sobie Kurt Angle w 1996 roku. Podjęcie decyzji o wejściu do świata sportowej rozrywki zajęło mu dwa lata. Zrozumienie istoty wrestlingu - jeszcze więcej.

Początek sierpnia 1996 roku, Atlanta. Tuż po zakończeniu ceremonii zamknięcia igrzysk olimpijskich członkowie amerykańskiego komitetu olimpijskiego i zdobywcy złotych medali w barwach USA odlatują samolotem do Waszyngtonu na spotkanie z prezydentem Billem Clintonem. Jest wśród nich Kurt Angle, zapaśnik, który kilka dni po zwycięskiej walce o olimpijskie złoto postanowił zakończyć karierę z powodu licznych kontuzji szyi grożących paraliżem.

Angle żył wówczas w dwóch światach: z jednej strony cieszył się nowo zdobytą sławą (mieszkańcy jego rodzinnego Pittsburgha zorganizowali dwie parady na jego cześć), a z drugiej martwił się o przyszłość, bo przecież właśnie skończył ze sportem. Gdyby był futbolistą czy koszykarzem, po zakończeniu kariery posypałyby się na niego wielomilionowe oferty. Kurt uprawiał jednak zapasy - sport, który Amerykanie dostrzegają raz na cztery lata przy okazji igrzysk.

Wrestling to zdrada sportu

Ludzie ze środowiska zapaśniczego uważają wrestling za głupotę i odradzają młodym adeptom oglądanie gal, by nie zatruwali sobie umysłów. Nic więc dziwnego, że kiedy kilka dni po igrzyskach WWF zaproponowało Angle'owi zostanie wrestlerem, ten wybuchnął śmiechem, jakby chciał powiedzieć: "Panowie, nie ośmieszajcie się, jestem poważnym sportowcem". Zgodził się jednak przyjąć zaproszenie do siedziby federacji w Stamford, bo ciekawiło go, jak wygląda wrestling od kuchni. Okazja do spotkania z Vincem McMahonem nadarzyła się niebawem, gdy Angle przyjechał do Nowego Jorku na nagranie jednego z porannych talk shows.

Stamford i Nowy Jork dzieli tylko 65 kilometrów, więc WWF wysłało po niego limuzynę. Cała ta otoczka luksusu w połączeniu z propozycją lukratywnego kontraktu zrobiła na Angle'u kolosalne wrażenie. Taki zresztą był cel McMahona. W drodze do siedziby WWF Angle wiedział już jednak, że odrzuci ofertę, gdyż ważniejsza od pieniędzy była dla niego opinia środowiska zapaśniczego, w tym przede wszystkim jego trenerów z czasów liceum i college'u. Ludzie ci mieli tradycyjne podejście do tematu i uważali, że wybór wrestlingu oznaczałby zdradę sportu.

Angle bał się o swoją reputację, na którą pracował dwadzieścia lat, więc wypierał ze świadomości myśl, że mógłby w ogóle zostać wrestlerem. Gdy po powrocie do Pittsburgha pokazał swojemu agentowi kontrakt, który mu zaproponowano, ten powiedział tylko: - Nie chcesz tego podpisać - po czym podarł go na kawałki. Angle'owi ulżyło.

Od reportera do ECW

Kurt dostał pracę jako reporter w stacji telewizyjnej Fox. Jeździł na zawody sportowe i przeprowadzał wywiady z ich uczestnikami. Rzucił to zajęcie krótko po tym, gdy jego przyjaciel i późniejszy manager Dave Hawk zaproponował mu udział w promocji... przekąski z odtłuszczonego strusiego mięsa. Trzy miesiące po igrzyskach świat wrestlingu wciąż jednak kusił Angle'a. Tym razem skontaktowało się z nim ECW.

Przedstawiciel federacji powiedział Angle'owi, że ECW stara się uczynić wrestling bardziej realistycznym i liczy na jego pomoc w osiągnięciu tego celu. Angle zgodził się, choć nie wiedział nawet, czym dokładnie jest ECW. Głównym problemem było więc to, że przez realizm zapaśnik i federacja rozumieli dwie całkowicie różne rzeczy. Zgodnie z pierwszym członem nazwy (Extreme) ECW uznawało, że realizmu dodają brutalność i skandal. Angle myślał natomiast, że ECW chce upodobnić swój produkt do amatorskich zapasów, dzięki czemu - jak można wywnioskować - praca w tej federacji nie byłaby tak bolesną zdradą sportu jak praca w WWF.

Angle pojawił się na gali ze złotym medalem olimpijskim na szyi. Podczas walki Taz vs. Little Guido zasiadł przy stole komentatorskim obok Joeya Stylesa. - Świetnie się dzisiaj bawię - powiedział do legendarnego komentatora ECW, gdy ten podziękował mu za współpracę. Angle'owi zrzedła jednak mina, kiedy zobaczył storyline z udziałem Sandmana i Ravena. Jego punktem kulminacyjnym było przywiązanie Sandmana do drewnianego krzyża, a pikanterii całej historii dodawał fakt, że działo się to na oczach jego kilkuletniego syna, który też był wmieszany w ten storyline.

Ten widok kompletnie zszokował Angle'a, Był wściekły i czuł się oszukany. Przechodziły go ciarki na myśl o tym, że jego reputacja może ucierpieć jeśli zacznie być kojarzony z tym "ukrzyżowaniem". Po walce odszukał więc Paula Heymana i zażądał od niego usunięcia wszystkich fragmentów ze swoim udziałem pod groźbą wytoczenia procesu sądowego. Heyman przeprosił Angle'a i przysiągł mu, że nic nie wiedział o pomyśle z krzyżem. Nie kłamał - Raven i Sandman z nikim go nie konsultowali. Przeprosiny Heymana nie miały jednak dla Angle'a większego znaczenia. Chciał jak najszybciej zapomnieć, że kiedykolwiek mógł stać się częścią wrestlingu.

Ostatecznie Heyman zdecydował się zostawić fragmenty z Kurtem, ale wyciął "ukrzyżowanie" Sandmana. Angle przyznaje, że nie rozumiał wówczas, czym jest sportowa rozrywka i nie wiedział, że czasem trzeba zszokować ludzi, by zwrócić na siebie ich uwagę. Dziś Angle i Heyman śmieją się z tego całego zamieszania, aczkolwiek olimpijczyk nadal uważa, że tamten storyline poszedł za daleko.

Wrestling nie jest taki zły

W październiku 1998 roku Angle po raz pierwszy obejrzał Raw. - Nikogo nie powiesili ani nie ukrzyżowali. Była to po prostu świetna rozrywka i to dużo bardziej sportowa niż się spodziewałem. Oglądałem to i zastanawiałem się: "Cholera, to świetni sportowcy. Dlaczego komuś to przeszkadza? Mnie się to nawet podoba" - wspomina. Co prawda w grudniu Undertaker "ukrzyżował" Steve'a Austina na oczach całej Ameryki (różnica polegała na tym, że było to "ukrzyżowanie" mniej dosłowne niż w ECW - Stone Cold zawisł nie na krzyżu, a na wielkim logo Takera), ale Angle zdążył już polubić wrestling. Po miesiącu oglądania sam zgłosił się do WWF. Osobami odpowiedzialnymi za kontakty z wrestlerami byli Jim Ross i Bruce Prichard.

Angle miał nadzieję, że zostanie przyjęty z otwartymi ramionami, w końcu WWF chciało go widzieć u siebie jeszcze kilka miesięcy po tym, jak odrzucił jego propozycję. Kilka miesięcy to jednak nie dwa lata, toteż pytanie o to, czy oferta z sierpnia 1996 roku (przypomnijmy, jest październik 1998 roku) jest wciąż aktualna było - z czego zresztą Angle zdaje sobie sprawę - totalną głupotą. JR odpowiedział mu, że teraz musi udowodnić, że zasługuje drugą szansę. Angle nie miał wyboru - był bardzo zdeterminowany, by dołączyć do WWF. Skompromitował się jednak po raz kolejny, kiedy zastrzegł, że jako mistrz olimpijski nie zamierza się nikomu podkładać i musi wygrywać wszystkie walki.

Kurt wciąż postrzegał wrestling w kategoriach sportu, gdzie obowiązuje zasada: niech wygra lepszy. Nie rozumiał jeszcze, że przegrywanie jest wpisane w bycie wrestlerem. "Będziemy w kontakcie" - usłyszał w odpowiedzi.

Opowiem ci dowcip

Przez dwa tygodnie telefon Angle'a milczał, więc w końcu sam chwycił za słuchawkę i zadzwonił do WWF. Ostatecznie postanowiono mu się przyjrzeć i zaproszono go na tygodniowy obóz treningowy w Stamford. Do WWF zgłaszało się rocznie ponad dwa tysiące osób (wiele z doświadczeniem w federacjach niezależnych), więc w każdym miesiącu organizowano jeden taki obóz. Treningi odbywały się pod okiem Toma Pricharda i słynnego Dory'ego Funka Jr.

Kurt spodziewał się, że WWF może mu zaproponować kontrakt, więc na wszelki zabrał ze sobą managera. - Nie potrzebowałem agenta, tylko kogoś zaufanego. WWF nie lubi pracować z agentami. Woli budować bezpośrednie relacje oparte na zaufaniu. Wiedziałem jednak, że Dave [Hawk] dopilnuje, abym został potraktowany uczciwie - przyznaje. Angle i Hawk zamieszkali w jednym pokoju, przez co wszyscy myśleli, że są parą gejów. Podejrzenia te wzmacniał fakt, że Hawk, dbając o komfort Angle'a, odciążał go we wszystkim: przygotowywał mu proteinowe koktajle, robił masaże szyi, a nawet pranie. - Ciekawe, co by na te plotki powiedziała Karen, wtedy moja narzeczona, oraz żona Dave'a, Tracey - żartował Kurt w 2002 roku.

Zapasy i wrestling różni prawie wszystko. Zapaśnicy działają instynktownie, podczas gdy wrestlerzy realizują scenariusz. W zapasach trzeba działać szybko, natomiast we wrestlingu pośpiech nie jest wskazany. Fani potrzebują czasu, by wszystko ogarnąć. Chcą widzieć każdy grymas na twarzy. Dla Angle'a były to nowe rzeczy, jednak uczył się ich błyskawicznie. Z tego powodu już drugiego dnia treningów Jim Ross zaoferował mu pięcioletni kontrakt. Podobna sytuacja nigdy wcześniej nie miała miejsca, więc najwyraźniej uznano Angle'a za niespotykany talent.

Czwartego dnia Kurt poleciał na house show do Bostonu, by stoczyć swoją pierwszą walkę przeciwko Christianowi (tak, temu samemu), który kilka miesięcy wcześniej podpisał kontrakt z WWF. Angle był przerażony, gdyż kompletnie nie wiedział, jak powinien się zachować w ringu. Wprawdzie Christian uspokajał go, ale na jego słowa, że będzie mu podpowiadał, Kurt zareagował irytacją: - Jak to będziesz mi podpowiadał? Nie możesz mi podpowiadać, ludzie to zobaczą - mówił. - Spokojnie, zobaczysz jak wrestlerzy robią to przez cały czas. Nie tylko będę ci podpowiadał, ale nawet opowiem ci kilka dowcipów - rozluźniał atmosferę Christian.

Walka wypadła bardzo dobrze. Jedną z pierwszych osób, które pogratulowały Angle'owi był... Jeff Jarrett. Kurt faktycznie prezentował się jak stary wyjadacz, ale było to możliwe tylko dzięki Christianowi. W trakcie walki wykorzystywał on swoje długie włosy, które całkowicie zasłaniały mu twarz. Mając Angle'a w choke holdzie mógł więc spokojnie dawać mu wskazówki, a w razie potrzeby - wrócić do duszenia i powtórzyć od początku.

Ty głuchy sukinsynu

Angle prawie nie słyszy na lewe ucho, ponieważ cierpi na chorobę nazywaną kalafiorem zapaśniczym. Polega ona na tym, że na skutek uderzeń i otarć (często powstałych po walce w parterze) na uchu tworzą się buły wypełnione płynem, który trzeba usuwać. Angle przechodził przez ten zabieg blisko osiemdziesiąt razy, ale w końcu zrezygnował. W efekcie częściej niż inni wrestlerzy prosił przeciwników o powtórzenie planu walki.

WWF nie wiedziało o problemach Angle'a. Sprawa wyszła na jaw podczas pewnego Raw, na którym wcielił się w rolę komentatora. Angle założył słuchawki, ale nie wiedział, że były one zaprojektowane tak, by w prawym uchu słyszał wskazówki z wozu transmisyjnego, a w lewym... Vince'a McMahona. Jak łatwo się domyślić, Kurt nie powiedział niczego, co doradzał mu prezes WWF. Po walce McMahon zapytał o to Angle'a na backstage'u, a ten przyznał się, że jest częściowo głuchy. Odtąd, ilekroć zasiadał przy stole komentatorskim, zakładał specjalne słuchawki, w których wszystkie informacje biegły do prawego ucha.

Do zabawnej sytuacji doszło w czasie sześcioosobowego Hell in a Cell na Armageddon 2000. Kurt trzykrotnie prosił Rocka, by ten powtórzył to, co przed chwilą powiedział. W końcu Rocky'emu puściły nerwy, obrócił głowę Angle'a tak, by mieć przed sobą jego sprawne ucho, i warknął: - Wrzuć mnie na ring, głuchy sukinsynu!

Nie mogę być heelem

Siedem miesięcy po rozpoczęciu treningów, w maju 1999 roku, Angle przegrał swoją pierwszą walkę. Póki co tylko nieoficjalną, bo oficjalnie w WWF jeszcze nie zadebiutował (to nastąpi dopiero za pół roku). Jego przeciwnikiem był Owen Hart, którego w owym czasie Angle stawiał sobie za wzór. Kiedy jednak dowiedział się, że przyjdzie mu poznać smak porażki, nie był zadowolony. Niby rozumiał już, że jako wrestler musi czasem przegrać, ale przyzwyczaił się do tego, że z ringu schodzi jako zwycięzca - i ta rola bardzo mu odpowiadała. Jak sam jednak przyznaje, przegrać z Owenem było mu łatwiej, ponieważ bardzo go szanował za jego profesjonalizm. Niestety, była to ostatnia walka tych dwóch wrestlerów - cztery dni później Owen Hart zginął na ringu...

Wkrótce WWF zaczęło szukać pomysłu na Angle'a. Jeszcze podczas obozu treningowego Tom Prichard powiedział mu, że może być największym heelem w branży z powodu jego... złotego medalu. Angle uznał, że Prichard zwariował: - Jestem wzorem do naśladowania. Ludzie mnie pokochają - myślał. Logicznie rzecz biorąc, Angle spełniał wszystkie warunki, by stać się wielkim babyfacem - był skromnym facetem, który dzięki ciężkiej pracy doszedł na szczyt. McMahon podchwycił jednak pomysł Pricharda i stwierdził, że Angle powinien być zarozumialcem, który uważa, że wszystko robi lepiej niż inni, a złoty medal ma być tego dowodem. Vince wymyślił zresztą słynne trzy "I" Kurta: Intensity, Integrity, Intelligence.

Początkowo Angle był przeciwny temu, by w centrum uwagi było jego olimpijskie złoto. Chciał odciąć swoją postać od prawdziwego siebie i swoich osiągnięć. WWF upierało się jednak, że medal musi być. Dzień po debiucie Angle'a na Survivor Series zadzwonił do niego McMahon:

- Masz w domu jakieś medale?
- Pewnie, całe mnóstwo medali.
- Ile z nich mógłbyś ze sobą zabrać?
- Ile tylko chcesz. Cztery-pięć?
- Nie, weź więcej niż dwadzieścia.

Na kolejnej gali Kurt miał na szyi dwadzieścia jeden krążków. Był wśród nich medal olimpijski. Angle nosił go do czasu, gdy prawie stracił go po gali w Baltimore. Na parkingu przed halą rozdawał wówczas autografy, gdy ktoś niepostrzeżenie ukradł jego torbę, w której znajdował się m.in. rzeczony medal. Angle, gdy się zorientował, zaczął krzyczeć na całe gardło: - Dzwońcie po ochronę! Po policję! Po Vince'a!. Historia skończyła się jednak szczęśliwie, gdyż pewien chłopiec znalazł porzuconą przez złodzieja torbę i zwrócił ją właścicielowi.

Reakcja środowiska

Gdy Angle został wrestlerem, wiele osób w Pittsburghu i w środowisku zapaśniczym krytykowało jego wybór. Sam zainteresowany wyjaśnia, skąd u zapaśników wziął się kompleks niższości wobec wrestlerów: - Zapasy prawie nikogo nie obchodzą. Media w ogóle nie poświęcają im uwagi. Zapaśnicy mają poczucie, że są w cieniu wrestlerów. Harują dzień w dzień, niszczą swoje ciało i wpadają w szał, gdy ktoś im powie: "Oh, jesteś jednym z tych facetów z telewizji". Wtedy mają ochotę odpowiedzieć: "Nie, jestem olimpijskim zapaśnikiem, debilu". Ostatecznie jednak udało mu się przekonać do wrestlingu nawet największych tradycjonalistów. Bruce Baumgartner, multimedalista igrzysk olimpijskich, oraz Myron Roderick, prezes National Wrestling Hall of Fame, uznali nawet, że pracując w WWF Angle pomaga w promocji zapasów.

W czerwcu 2001 roku Angle został wprowadzony do wspomnianej zapaśniczej hali sław. - Był to dla mnie wielki honor, tym bardziej, że była to pierwsza okazja do takiego wyróżnienia. Zasady są bowiem takie, że do hali sław można wprowadzić zawodnika, który zakończył karierę co najmniej pięć lat wcześniej, podobnie jak w bejsbolu. Tak jak w innych sportach, jest długa lista oczekujących na wyróżnienie. Niektórzy czekają latami, a mnie udało się za pierwszym razem - stwierdził z dumą Kurt.

Informacje zawarte w artykule pochodzą z książki Kurta Angle'a "It's True! It's True!".

dodane przez SixKiller w dniu: 08-05-2011 15:32:48

Udostępnij

Komentarze (5)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Artykuł bardzo fajny, przyjemnie się go czytało. Mało wiem o postaci Kurta, a dzięki temu trochę bardziej go poznałem. :) Więcej takich ciekawych tekstów! ^^

napisane przez Ormer w dniu : 08-05-2011

Naprawde ciekawy artykuł, po przeczytaniu rozumiem różnice między zapasami i WWE ;p Po 2000 osób się zgłaszało? :O To nieźle mieli ci co się dostali, ale na pewno wiele talentów się zmarnowało... no cóż, takie jest życie :)

WIĘCEJ TAKICH TEKSTÓW! THX ATTITUDE <3

napisane przez Glodek w dniu : 08-05-2011

Bardzo fajny artykuł, z dużym zaciekawieniem doczytałem do końca. Miałem możliwość dowiedzieć się, jak jeden z najlepszych zawodników w tym biznesie został wprowadzany do wrestlingu. Muszę sobie przypomnieć Hell In A Cell z Armageddon. Może realizator wyłapał moment, w którym Rocky mówi do Kurta "Wrzuć mnie na ring, głuchy sukinsynu" :D

napisane przez marcel w dniu : 08-05-2011

Bardzo dobry artykuł, świetnie przedstawiona historia niezdecydowanego Kurta, to jeden z moich ulubionych wrestlerów, więc świetnie mi się to czytało.

HIAC widziałem chyba z cztery razy i nie pamiętam tej sytuacj, więc prawdopodobnie nikt tego nie uchwycił.

napisane przez Sebu w dniu : 08-05-2011

W artykule jest że Rock warknął mu do sprawnego ucha, więc ciężko mi uwierzyć żeby to było widać;]

napisane przez xandi w dniu : 10-05-2011

Reklama

Sondy

Ile federacji planujesz oglądać w 2019 roku? 1
2-3
4-5
6 i więcej
Tylko pojedyncze walki i gale
Nie będę oglądał wrestlingu

Komentarze i wyniki

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Twitter

Reklamy