12 groszy #2 - Angle w TNA



- holy Christ!
- that's freaking unbelievable!
- I don't believed! Kurt Angle's coming to TNA!
- no freaking way!
- my God!

Te wrzaski Westa i Tenaya najlepiej oddają to, co sobie pomyślałem kiedy doszła do mnie wiadomość, że Kurt Angle jest w TNA. Powiem szczerze, że szybciej spodziewałbym się samego diabła… albo Goldberga. Niemała w tym zasługa samego Angle'a, który listem do fanów uśpił moją czujność. Ale nie ma się co oszukiwać, bo gdyby nie to, to pewnie i tak byłby ostatnią osobą, która przyszłaby mi do głowy. W końcu kto by się spodziewał, że to big announcement będzie w rzeczywistości aż takie big? I to wszystko w czasie kiedy na forum co poniektórzy zaczęli spekulować o śmierci TNA.

To jedno z najważniejszych, o ile nie najważniejsze wydarzenie w krótkim żywocie TNA. Każdy, kto nie ogląda wrestlingu od dziś wie, że wielkie niespodzianki zazwyczaj kończą się wielkimi niewypałami. Jednak reakcja tłumu na No Surrender (polecam to video zarejestrowane amatorską kamerą) pokazała, że tym razem było inaczej. TNA od dawna potrzebowało gwiazdy, dzięki której będzie mogło wypłynąć na szerokie wody. Trafiło w dziesiątkę. Nie mogli tego zagwarantować np. Rhino, czy Christian, bo WWE opuścili jako "tylko" mid-carderzy, a wciąż nam panujący Jeff Jarrett nigdy nie był ulubieńcem fanów. Tymczasem Angle od kilku lat cieszy się silną pozycją main eventera i jeszcze niedawno był mistrzem swojego brandu. Poza tym jest bardzo over z publicznością. Bałem się, że TNA postawi na jakąś spróchniałą legendę (tak jak kiedyś na Macho Mana), dlatego cieszę się, że ściągnęło kogoś z teraźniejszości. W tej chwili trudno mi powiedzieć co ukrywa się pod "szerokimi wodami" (może nic?), bo na to, że TNA opuści Orlando się nie zanosi. Może po prostu chodzi o to żeby ktoś wziął na swoje barki ciężar utrzymania iMPACT! w primetime.

Transfer Hogana do WCW w 1994 r. pozwolił tej federacji wyjść z cienia i nawiązać jakąś rywalizację z WWE. Trudno przypuszczać, że Angle zrobi to samo z TNA. Co najwyżej pomoże trochę zmniejszyć dystans, wiec nie ma co nastawiać się na cuda. TNA ciągle dużo brakuje do tamtego WCW. Przede wszystkim niczym nieograniczonego kapitału Teda Turnera. Mimo to udało mu się dokonać rzeczy prawie niemożliwej i zwrócić na siebie uwagę całego świata. Przypuszczam, że nawet Vince'owi (jeżeli o niczym nie wiedział, a stawiam, że nie wiedział) opadła szczęka kiedy usłyszał o tym, że jego "dziecko" trafiło do rosteru TNA. To była jedna z tych bezcennych rzeczy, za które ponoć nie można zapłacić kartą Master Card. Tak więc TNA podpisując kontrakt z Anglem, a nie np. z w/w panem who's next? nie tylko wybrało wrestlera, który bardziej pasuje do ich stylu (chociaż jest mniej zjadliwy dla marków), ale także zagrało McMahonowi na nosie.

TNA bodaj pierwszy raz w swej historii zaimponowało szerokiemu gronu fanów. W dzisiejszych czasach to, że podpisało umowę telewizyjną, zaczęło organizować gale PPV itd. jest rzeczą normalną. Nikt nie będzie z tego powodu przecierał oczu ze zdumienia. TNA musiało to zrobić żeby nie zginąć i nie funkcjonować jak organizacja z undergroundu. Ale nie co dzień kontraktuje się kilkukrotnego mistrza potężnego rywala, który w dodatku nie jest emerytem. Pocieszające jest też to, że Angle pokazał, iż pieniądze nie są dla niego najważniejsze. W końcu Dixie Carter nigdy nie da mu tyle, ile mógłby dać McMahon. To prawdziwy wojownik, który od pierwszego dnia po rozwiązaniu kontraktu szukał sobie nowego miejsca do walczenia. Tym bardziej zrozumiały wydaje się być wybór TNA, które jest bardziej sports niż entertainment.

Dla niektórych Angle podpisując kontrakt z TNA zrobił ruch wstecz. Ja uważam inaczej. Nie będę nikomu wmawiał, że TNA jest tylko krok za WWE, bo tak nie jest. Ale tam Angle znowu będzie mógł świecić pełnym blaskiem. Oczywiście nie oznacza to, że TNA jest dla niego ostatecznością, czymś w rodzaju przytułku. Takiego wrestlera chciałby mieć każdy promotor na świecie. Po prostu w landzie McMahona od dłuższego czasu był drugoplanową postacią (nawet jako main eventer) i to nie tylko dlatego, że przeskoczył do ECW. Tak jak napisałem w moim dłuuuuuugim felietonie, był to wybór z rozsądku. Jednak nie można zapominać o tym, że w WWE wyrosło kilka nowych gwiazd, a kolejne są w drodze. Teraz ich kolej. TNA na brak main eventerów też nie może narzekać, ale Kurt Angle jest gwiazdą jakiej w swoim rosterze jeszcze nie miało. Dlatego może liczyć na szczególne względy. WWE na stracie Angle'a nie ucierpiało, a TNA może wiele zyskać. Jeżeli złoty medalista z Atlanty jakoś ruszy tę federację, to będą mu tam wdzięczni do końca życia.

Każdy kij ma dwa końce - z jednej strony jestem zadowolony z takiego obrotu spraw, ponieważ może być ciekawie, a z drugiej nie jestem przekonany co do tego, że decyzja Angle'a nie była samobójstwem. Niby w TNA będzie miał luźniejszy grafik i nie będzie musiał podróżować za tapingami po całych Stanach. Nie zmienia to jednak faktu, że Kurt w lepszym stanie już nigdy nie będzie. Chyba, że klimat Florydy ma jakieś niezwykłe właściwości regenerujące, a raczej tak nie jest. Boję się żeby Angle nie został wrestlingowym Jonathanem Woodgatem, którego przez kontuzje więcej nie było w akcji niż był. TNA zagrało bardzo ryzykownie, ale jak to mówią: kto nie ryzykuje, ten nie ma. Wkrótce przekona się czy było warto.

Mimo wszystko sądzę, że rozwiązanie kontraktu z Anglem przez WWE było słuszne. Chociaż Vince nigdy by tego nie zrobił gdyby wiedział, że ten wybierze TNA. Jednak nie było żadnej alternatywy. Angle zatajał swoje kontuzje, nie chciał udać się na rehabilitację i gdyby coś mu się stało, to WWE znalazłoby się pod ostrzałem, który zapewne drogo by je kosztował. Teraz ta odpowiedzialność spadła na TNA. Angle jest fizycznym wrakiem i moim zdaniem jego miejsce jest w jakimś gabinecie fizjoterapeutycznym, a nie na ringu. Skoro jednak musi gdzieś walczyć, to chyba wybrał najlepiej. W najgorszym wypadku czekają go trzy wycieczki do Orlando w miesiącu (dwa tapingi i PPV). Dzięki temu będzie mógł odpocząć i uporządkować będące w zaawansowanym rozkładzie życie rodzinne. Chyba, że duch rywalizacji nie pozwoli mu siedzieć w domu i skorzysta z możliwości, które daje otwarty kontrakt. Ale wtedy prawdopodobnie na zawsze będzie mógł się pożegnać ze swoją żoną.

Przeczytałem wszystkie posty w wiadomym temacie na forum i zgodnie z moimi przewidywaniami większość już ślini się na myśl o walkach Angle'a z Christopherem Danielsem, Samoa Joem, czy Chrisem Sabinem. Lecz jest też kilka osób, które pukają się w czoło i zastanawiają co ten Angle najlepszego zrobił. Ja na dzień dzisiejszy jestem bardziej "za" niż "przeciw", ale nie popadam w hurraoptymizm, bo co z tej operacji wyjdzie zweryfikuje czas. Jednak wszyscy, bez względu na to czy jesteśmy za TNA, czy za WWE, powinniśmy się cieszyć z sukcesów federacji z Nashville. Bo nic tak dobrze nie nakręca tego biznesu jak konkurencja. Dlatego im lepsze będzie TNA, tym (przypuszczalnie) lepsze będzie WWE. Czekam więc z niecierpliwością na występy mojego olimpijskiego bohatera na sześciokątnym ringu!

PS: tekst został napisany po No Surrender, dlatego trochę się zdezaktualizował. Double J nie jest już mistrzem, a Angle, co stwierdzam z przykrością, okazał się dupkiem. Jeździ po WWE i McMahonie na pełnym gazie. W ogóle nie używa hamulców. Twierdzi, że w WWE nigdy nie czuł się szczęśliwy, gdyż był traktowany jak niewolnik i nie miał nawet właściwej opieki medycznej. Dopiero Dixie Carter dała mu wolność i wszystko, czego potrzebował. W dodatku powiedział, że w WWE nie dostał szansy, że powinien stać wyżej niż HHH i HBK. Tego już za wiele! Skoro było tak źle, to dlaczego spędził tam cholerne osiem lat? To fakt, bycie wrestlerem WWE nie jest łatwe, ale tylko McMahonowi Angle zawdzięcza to, kim jest w świecie wrestlingu. Talent to nie wszystko. Dlatego wypadałoby okazać choć trochę wdzięczności i znaleźć umiar w tej krytyce. Tym bardziej, że nie przekreśla swojego powrotu na stare śmieci. W felietonie napisałem kilka pozytywnych rzeczy pod adresem Angle'a, ale jego obecne zachowanie stawia je pod znakiem zapytania. Bo "prawdziwy wojownik" powinien mieć honor. Zawiodłem się na Tobie Kurt. It's Real, It's Damn Real.

dodane przez SixKiller w dniu: 30-12-2007 00:29:06

Udostępnij

Komentarze (0)

Skomentuj stronę

: : (opcjonalnie) :

Partner

Program do sprawdzania plagiatu tekstu

Sondy

Kto wygra NJPW G1 Climax 27? Hiroshi Tanahashi
Togi Makabe
Michael Elgin
Kazuchika Okada
Hirooki Goto
Tomohiro Ishii
Kenny Omega
Bad Luck Fale
Tetsuya Naito
SANADA
Yuji Nagata
Juice Robinson
Minoru Suzuki
Zack Sabre Jr.
Kota Ibushi

Komentarze i wyniki

Kontakt

Poznaj redakcję portalu.

Napisz do nas: redakcja@attitude.pl

Twitter

Reklamy